Chciałem po prostu wychodzić na scenę

Choć Jacek Kaczmarski nie żyje już ponad 8 lat, jego utwory są wciąż wykonywane przez licznych artystów. Jednym z nich jest Mateusz Nagórski, który w rozmowie z „PDF-em” opowiada o swej fascynacji bardem „Solidarności” oraz o własnych artystycznych planach na przyszłość.


Kiedy i w jakich okolicznościach zacząłeś występować na scenie?

Wynikało to w dużej mierze z fascynacji Jackiem Kaczmarskim, choć mając siedemnaście lat chciałem nauczyć się grać na gitarze, żeby imponować dziewczynom. Niestety płeć piękną fascynują teraz mniej romantyczne zajęcia, ale umiejętność pozostała. Moje pierwsze występy sceniczne również były związane z Jackiem Kaczmarskim. Kiedy poeta zachorował na raka, wśród znajomych pojawiła się propozycja zagrania koncertów pomocowych, a potem również zwykłych, regularnych występów scenicznych. Przy okazji zrozumiałem, że to coś, co chcę robić na poważnie, choć pomysły na dalszy rozwój przyszły dopiero później. Na początku chciałem po prostu wychodzić na scenę.


mateusz4


Mówisz, że wszystko zaczęło się od fascynacji Jackiem Kaczmarskim. Ale co Cię w nim konkretnie zafascynowało?

To była fascynacja naturalnie dojrzewająca, gdyż pierwsze jego utwory, za sprawą rodziców, usłyszałem w wieku pięciu lub sześciu lat. To był ten początkowy, dość długo utrzymujący się etap bezrefleksyjnego przyjęcia, że taka muzyka istnieje i jest dobra. Już wtedy podobała mi się energia przekazu, prostota instrumentarium i melodyjność całości. Zarówno teksty, jak i muzyka czy ekspresja sceniczna, są w tym przypadku najwyższej jakości. Dopiero później zrozumiałem, że wynika to nie z używanych przez Kaczmarskiego środków wyrazu, ale z siły osobowości i jego sposobu myślenia o sztuce. To właśnie dlatego efekt jest tak trudny do uchwycenia i odtworzenia.

Poznałeś go osobiście?

Przelotnie, przy rozdawaniu autografów. Pamiętam, że przed którymś z koncertów w Piwnicy pod Harendą stał przed wejściem, palił papierosy i witał osobiście słuchaczy, którzy przyszli na koncert. Ta rzadka bezpośredniość i nieudawane zaangażowanie zrobiły na mnie wtedy kolosalne wrażenie.

A kim dla Ciebie jest Jacek Kaczmarski?

Przede wszystkim nauczycielem. Wiele jego tekstów nie może funkcjonować w oderwaniu od źródeł, do których się odnosi, więc w sposób naturalny ta twórczość uczy poprzez wzbudzanie ciekawości. Posłużył bym się nawet słowami samego Kaczmarskiego, który w jednym z wywiadów sam siebie określił jako „okulary na sztukę” dla wielu młodych ludzi. Ja także się do nich zaliczam.

A który utwór Kaczmarskiego lubisz najbardziej?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, zwłaszcza, że piosenek jest kilkaset. Musiałbym się poważnie zastanowić, ale raczej byłoby to coś z nowszej twórczości. Nie przepadam za komentarzami, które są tak doraźne, że po jakimś czasie po prostu się dezaktualizują. Nowsze utwory też takie bywały – np.: „Landszaft z kroplą krwi” jest odniesieniem do zdarzeń z września 2001 roku, ale dyskretnie ukrytym przed odbiorcą brakiem bezpośredniej zapowiedzi.

To może inaczej – który utwór najbardziej lubisz wykonywać?

Najbardziej lubię grać piosenki z albumów „Mimochodem” i Miedzy nami”, zwłaszcza utwory tytułowe tych płyt. Czyli raczej późniejsze utwory Kaczmarskiego. Bardzo też lubię „Przechadzkę z Orfeuszem”. Wśród starszych piosenek mam zdecydowanego wykonawczego faworyta i jest nim „Rublow”.


mateusz3

 

Kto najczęściej przychodzi na Twoje koncerty?

Przychodzą ludzie zainteresowani twórczością Jacka Kaczmarskiego –  trudno ująć tę grupę w jakieś konkretne ramy, choćby wiekowe. Moi stali słuchacze prawdopodobnie posiadają trzy cechy – lubią Kaczmarskiego, akceptują mój sposób prezentacji jego twórczości oraz chcą mieć bezpośredni kontakt z wykonawcą. 

Czytałem, że przymierzasz się do wydania płyty „Dance Macabre”, która ma być muzyczną adaptacją ostatniego tomiku poezji Kaczmarskiego pt. „Tunel”.

Owszem, pracowałem nad takim projektem, ale utknąłem w martwym punkcie i przerwałem pracę. Właściwie „przerwałem” to nie jest najlepsze słowo, ponieważ program jest w większości gotowy. Piosenki, które w nim umieściłem (wybór niektórych wierszy z tomiku „Tunel” i jeden wcześniejszy tekst) są bardzo ciężkie w odbiorze. Tak ułożony program nie dawał słuchaczom chwili wytchnienia, nie było w ogóle lżejszych utworów, a trudno jest przez półtorej godziny słuchać piosenek o sprawach ostatecznych i zachować przez cały czas konieczne skupienie.

A czy w ogóle te teksty nadają się do śpiewania? Bo Kaczmarski nie mógł już mówić, gdy pisał „Tunel”, więc raczej nie zakładał ich wersji scenicznej.

Na pewno nie wszystkie nadają się do muzycznej adaptacji. Ale podobno, kiedy pisał „Oddział chorych na raka”, słyszał w głowie śpiewaną wersję tego wiersza. Może więc część wierszy była tworzona z myślą o prezentacji na scenie, inne nadają się do tego poprzez równą, rytmiczną formę. Nie widziałem sensu w adaptowaniu wszystkich utworów z tomu „Tunel”, musiałem dokonać wyboru, który złożył się właśnie w „Dance Macabre”. Jednak specyfika tych wierszy powoduje, że nie jest to najlepszy program na debiut solowy. Aktualnie pracuję nad projektem „Skruchy i erotyki dla Ewy” i jest to praca bardziej wdzięczna. Płyta powinna się ukazać na jesieni tego roku lub na wiosnę przyszłego.


mateusz5

 

Chciałbym Cię teraz spytać o twórczość niezwiązaną z Kaczmarskim. Na swojej stronie piszesz, że występujesz na koncertach okolicznościowych o tematyce historycznej. Jakie to najczęściej okazje?

Na tych koncertach rocznicowych też gram piosenki Kaczmarskiego – często organizatorzy np. kolejnej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych dochodzą do wniosku, że jego piosenki dobrze wpasują się w charakter spotkania i szukają kogoś, kto mógłby je zaśpiewać. Nie kwestionuję sensowności takiej propozycji, dopóki nie ma odgórnej ingerencji w repertuar. Z większych projektów niezwiązanych z Kaczmarskim,jest ta płyta Lalala”.

Mógłbyś opowiedzieć o niej coś więcej?

Płytę tę stworzyłem razem z krakowskim poetą Michałem Zabłockim. On napisał dziesięć mocno buntowniczych, bezpośrednich tekstów, ja dopisałem do tego muzykę. To są piosenki silnie zaangażowane może nie tyle politycznie, co społecznie. Nasze teksty i muzykę zaadaptował zespół Czarne Korki. Michał chciał, żebym ja zaśpiewał te piosenki z towarzyszeniem zespołu rockowego. W trakcie prac w studiu okazało się jednak, że zupełnie nie mogłem się odnaleźć w takiej konwencji, dlatego znaleźliśmy wokalistę, który bardziej pasował do całości. Jaki jest koncertowy los tej płyty – nie wiem, ale myślę, że w przyszłości jeszcze coś wspólnie z Michałem stworzymy.

Czytałem też, że komponujesz muzykę na zamówienie.

Owszem, mogę napisać  muzykę do dowolnego tekstu poetyckiego, który mi się spodoba. Z ciekawszych zleceń warto wymienić kilka podkładów do filmu „Niepokorni” Bogusława Lankosza (bodajże), ale do dziś nie wiem, co się z tym stało.

Występując na scenie starasz się raczej zachować jak największą wierność oryginałowi czy może iść w stronę własnej interpretacji muzyki i tekstu?

Podstawą jest zawsze dokładne nauczenie się oryginału. Zależy mi, żeby ewentualna zmiana nie wynikała z nieumiejętności zagrania czegoś, bo to jest niedopuszczalny kompromis. Najczęściej nie poprawiam oryginałów, bo są po prostu dobre. 

 

Mateusz Nagórski, wykonawca piosenek Jacka Kaczmarskiego, twórca muzyki do tekstów poetyckich, często bierze udział w koncertach o tematyce historycznej. Razem z Michałem Zabłockim wydał własną płytę, współpracował też z takimi artystami jak Zbigniew Łapiński czy Przemysław Gintrowski. PDF-owi” opowiada o swej dotychczasowej działalności jak i artystycznych planach na przyszłość.