Gdzie podziało sie piękno

Przysłuchując się rozmowom toczonym przez widzów oglądających dzieła w galeriach sztuki współczesnej, daje się wyłapać dość często powtarzającą się uwagę: a gdzie tu jest piękno?

 

Hanspeter Schneidefot. Hanspeter Schneide

 

Zdobywając wiedzę, na różnych etapach edukacji, dowiadujemy się o prawych dopływach głównej rzeki w kraju, o rozwoju pantofelka, o prądach wirowych i wielu innych bardzo ważnych sprawach. Niewiele jednak dowiadujemy się o współczesności. I to nie tylko tej ostatniej, ale czasem o ważnych sytuacjach, które zdecydowały o kierunku przemian i dzisiejszym modelu życia. Nie jest specjalnym odkryciem, że w nim wszystko funkcjonuje na zasadzie naczyń połączonych.

Sztuka jest jednym z wielu takich naczyń. Warto mieć w pamięci że powolne dochodzenie do dzisiejszej wolności zaczyna się z rewolucją francuską i powstaniem Stanów Zjednoczonych. Nabiera żywiołowego tempa po I wojnie światowej. Uparcie wydzierana wolność ma także swoje konsekwencje w sztuce. Wraz z upadkiem porządku porządku dyktowanego przez królów, dobrze urodzonych posiadaczy ziemskich i biskupów, zwykli obywatele nareszcie mogli decydować o sobie.

Dotychczasowe, utrwalane przez wieki, standardy przechodzą do lamusa historii. Zaskakujące, ale wśród nich znajduje się także wzorzec piękna, uosabiany przez zaklęte na płótnach, czy w rzeźbach, greckie boginie i chrześcijańskich świętych. Artyści kierują swoją uwagę na zwykłego człowieka i jego sprawy. W salonach wystawowych pojawia się pisuar, dziecięca lalka, skrawki gazety obwiedzione farbą, blachy ze złomowiska i mnóstwo innych obiektów o najzwyklejszym pochodzeniu. A odaliski i bachantki, goszczące na malarskich płótnach, piękne i atrakcyjne przez stulecia, zamieniają się w pokawałkowane „Panny z Avignon”. Im więcej wolności tym bardziej sztuka oddala się od piękna tradycyjnego, lecz piękno nie znika. Potrzeba kontaktu z nim jest niemal w każdym z nas.

 

Israel Riveras.jpgfot. Steven Meisel – Versace / fot. Kim Kyung Soo – Full Moon / fot. Israel Rivera

 

Warto zauważyć, że gdy piękno powoli opuszcza dzieła artystów, to natychmiast pojawia się w świeżo rodzącej się reklamie. Ale tu wytwarzane wzorce, wciskane są odbiorcom wszelkimi możliwymi kanałami. Przed nimi nie sposób się obronić. Te nowe wizualizacje piękna mają zupełnie inny cel niż wcześniejsze propozycje artystów. Tym razem chodzi o urobienie każdego człowieka by, za wszelką cenę, dążył do wskazanego ideału. Ten ideał nigdy się nie spełni, bo nie da się nadążyć za coraz to nowymi kosmetykami, strojami, zabiegami, samochodami i innymi elementami, bez których, w dzisiejszej kulturze, nie da się być naprawdę pięknym. Piękno to zawsze pewnego rodzaju bezinteresowne marzenie. Szczególna energia, czyniąca człowieka radosnym. Reklamowe przedstawienia piękna mają wykazać naszą niedoskonałość, bo ono zawsze będzie jeszcze przed nami, a co za tym idzie one bardziej frustrują niż pokrzepiają.

 

Craig McDeanfot. Craig McDean

 

Jest jednak pewien obszar na styku kultury popularnej i kultury wysokiej, który, tak jak dawniej sztuka, ukazuje czyste, bezinteresowne piękno. Daje ulgę nie nakłaniając nas do niczego. Tym obszarem jest fotografia mody. To co ukazane jest na zdjęciach nie ma nic wspólnego z codzienną ani nawet odświętną praktyką. Raz zobaczymy buty na dwudziestocentymetrowych obcasach chodzące po plaży, innym razem bose stopy na spotkaniu ważnych osób. A na innych kadrach bluzka z dwóch sznurowadeł na zmianę z sukienką z torebek ekologicznych, spodnie wygryzione przez psy i mole obok sukni z dwunastometrowym trenem. Ale nikomu to nie przeszkadza.

Przecież te zdjęcia ogląda się dla samej przyjemności. Ciekawe postaci, w ciekawych pozach, na luzie lub w czasie zabaw i figli. Sprawni, atrakcyjni, pokazujący każdą miną i gestem że życie jest piękne i radosne. Nie wszystkie zdjęcia wyglądają tak samo, może i dobrze bo inaczej byłoby strasznie nudno. Obok tych pełnych energii znajdziemy na zdjęciach piękno sterylne, wysublimowane tak dalece, że postaci wydają się nie całkiem realne. Ale czy patrzące na nas z dawnych płócien, mitologiczne boginie i chrześcijańskie święte, były zawsze takie realne? To piękno jest trochę niedotykalne, jak wszystkie ideały, ono jest tylko do oglądania i cieszenia naszych oczu a potem całej reszty.

W tych współczesnych wizjach piękna zdarzy się zobaczyć współczesną Venus Boticcellego, Dianę Tycjana lub Bouchera, „Kobietę z papugą” Delacroixa, a nawet „Damę z łasiczką” genialnego Leonarda. Autorzy zdjęć nie wstydzą się powinowactwa z wielkimi dziełami wyobrażającymi piękno dawnych czasów. Dziś jest ono nieco inne i jego artystyczne wyobrażenia też realizowane są nieco inaczej. Każdy okres w dziejach tworzy własne modele piękna i odpowiednie do czasu sposoby jego ukazywania.

 

Nick Knight Sculpturem Classfot. Nick Knight Sculpture Class / fot. Solve Sundsbo

 

Dziś fotografia, młodsza siostra, mocno spracowanych już sztuk plastycznych, przejęła pałeczkę i dalej propaguje piękno, o może trochę innym charakterze, choć jak dawniej także niedostępne ale demokratyczniejsze, bo możliwe do oglądania przez wszystkich. Zdjęcia modowe pojawiają się wszędzie. Cieszą oko w magazynach life-stylowych, tygodnikach społeczno politycznych a nawet w dodatkach do dzienników. Nie we wszystkich tytułach prasowych są one tak samo wyrafinowane. Po trosze to efekt demokracji – dla każdego coś pięknego, gust i potrzeby bywają wszak różne. Współczesny widz nie ma takich barier jak dawny. Niegdysiejsi mistrzowie dłuta i pędzla pracowali dla królów, książąt, kardynałów i biskupów i tylko ci i ich najbliżsi mogli delektować się pięknem. To dzisiejsze jest dla wszystkich.

 

Phillip Toledanofot. Phillip Toledano

 

Publikacja zdjęć ze względu na charakter serwisu, jak i wydawcę ma charakter edukacyjny.

%d bloggers like this: