Opuścić wyścig szczurów

Na początku nie chodzi wcale o pieniądze. Chodzi o rozwijanie inteligencji finansowej. Jak zarządzać swoimi funduszami i uciec z „wyścigu szczurów” podpowiada Marek Trawiński – założyciel warszawskiego klubu gry „Cashflow”. 

Zacznijmy od początku. Robert Kiyosaki jest m.in. autorem książki „Biedny ojciec, bogaty ojciec”, która odniosła niebywały sukces komercyjny na całym świecie. Przedstawia on proste rady, których stosowanie zwiększa szansę na odniesienie sukcesu finansowego. Książka, jak zwiastuje to już jej tytuł, oparta jest na antagonizmach. Kiyosaki przeciwstawia sobie rady, których synowi udziela bogaty ojciec oraz biedny ojciec (podobno tę postać autor wzorował na własnym ojcu, który posiadał „małą wartość rynkową”). Trudno uznać tę publikację za kompendium wiedzy i sprawdzony przepis na sukces. Kiyosakiemu zarzuca się, że sam nie korzysta ze swoich rad, a głównym źródłem jego sukcesu jest sprzedaż tego typu książek motywacyjnych. Mimo takich zarzutów autor w uproszczony sposób naświetla problem samoświadomości finansowej. W oparciu o tę i inne książki autora ukazała się seria gier edukacyjnych, uczących inteligencji finansowej.
Gra Cashflow to przede wszystkim zabawa. Towarzyska gra planszowa, na pierwszy rzut oka przypominająca popularną grę Monopoly. Pionki, kostki, żetony, a nawet pole „szansa”. Struktura gry jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Cashflow do złudzenia przypomina prawdziwe życie. Plansza podzielona jest na dwa tory. Na małym torze gracze prześcigają się, żyjąc od wypłaty do wypłaty, ponosząc niespodziewane wydatki, jak np. narodziny dziecka. Mogą stracić pracę, ale przede wszystkim mogą inwestować. – Na początku gry kaliber naszych wydatków i potencjalnych zysków jest niewielki. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Stopniowo, zarabiając coraz większe pieniądze, kupując akcje, inwestując w nieruchomości, zbliżamy się do opuszczenia „wyścigu szczurów” i przejścia na duży tor. Aby to uczynić, musimy osiągnąć pożądany dochód pasywny – tłumaczy Marek Trawiński. Gdy wydostaniemy się z „małego toru”, stawki znacząco rosną i maleje ryzyko utraty majątku. – To dokładnie jak w prawdziwym życiu. Najważniejsze, aby zdać sobie sprawę, czym są pasywa i aktywa. Jeśli kupujemy dom, to wbrew pozorom nie jest to inwestycja. Inwestycją staje się on dopiero w momencie, gdy go sprzedajemy za wyższą cenę, lub go wynajmujemy, uzyskując stały, comiesięczny dochód bez absolutnie żadnej naszej pracy – dodaje z satysfakcją.

Trudno jednak myśleć o inwestowaniu, mając niewielki miesięczny budżet. – Bzdura numer jeden. Nie ma dolnej granicy, która zabraniałaby komukolwiek inwestować – oburza się Marek Trawiński. – Mniejsza kwota wygeneruje po prostu mniejsze zyski, ale to zawsze jednak zyski. Nie namawiam do przeznaczania na inwestycje kwoty, która załamie nasz budżet, lecz takiej, którą my sami zdecydujemy się odłożyć – dodaje.
Inwestowanie nie polega jednak tylko i wyłącznie na odmawianiu sobie przyjemności. Odpowiedzialne oszczędzanie, a co za tym idzie – inwestowanie, to przede wszystkim umiejętność przeznaczenia danej kwoty na fundusz inwestycyjny i wytrwanie w deklarowanej dyspozycji przez określony czas.

Czy zatem powinniśmy uprawiać hazard? – Bzdura numer dwa. Jak zatem wybrać odpowiedni fundusz? – Aktualnie na polskim rynku jest ponad 80 banków i ponad 50 funduszy. Jeśli ktoś chce, może przeprowadzić dokładną analizę każdego z nich; zazdroszczę takiej osobie nadmiaru czasu. Dlatego doradzam korzystanie ze sprawdzonych firm zajmujących się doradztwem finansowym. Jeśli ktoś chce, może przeprowadzić dokładną analizę każdego z nich; zazdroszczę takiej osobie nadmiaru czasu. Obawiam się jednak, że i tak koszt będzie niezadowalający. Jeśli hipermarket kupuje 100 tys. opakowań sera, to oczywiste jest, że za jedną sztukę płaci mniej, niż gdybym ja poszedł do hurtowni i chciał kupić jeden plasterek. Taka sama sytuacja obowiązuje w finansach. Dlatego doradzam korzystanie ze sprawdzonych firm zajmujących się doradztwem finansowym.

Patrząc racjonalnie, gdy ma się zaledwie kilkaset złotych dochodu miesięcznie, trudno myśleć o inwestowaniu. – Bzdura numer trzy. Im szybciej, tym lepiej – pointuje Marek Trawiński. Do Warszawy przyjechał dwa lata temu i od razu stwierdził, że studia studiami, a zarabianie zarabianiem. Jako najbliższy przykład podaje zakup gry Cashflow. W tym przypadku źródłem dochodu pasywnego jest zwykła plansza do gry. Owszem, dla studenta utrzymywanego przez rodziców był to olbrzymi wydatek, jednak już po kilku tygodniach się zwrócił. – Przy jednej planszy może siedzieć maksymalnie 6 osób. Mamy w klubie 3 gry i na każdym spotkaniu komplet graczy. To nie jest ani popularna gra, ani popularna tematyka, ale jak widać chętnych nie brakuje – dodaje.
Gra Cashflow to lekka i przyjemna forma edukacji, która potrafi wyćwiczyć pewne zdolności w sposobie zarządzania pieniędzmi. Być może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, zdolności te pozwolą nam przejść na „duży tor” i zostać czterdziestoletnimi rentierami? Dzisiaj na pewno Cashflow pozwoli nam miło spędzić wieczór.