Fikcji dziękujemy

Ci, którzy czytają „Duży Format” fragmentami, aby przez cały tydzień dawkować sobie przyjemność, a do „Gottlandu” Mariusza Szczygła wracają jak do starego, rozgadanego przyjaciela, którego monolog nigdy nie nudzi, mają teraz szansę dostać się do ziemi obiecanej na stałe. Nazwa raju: „Wrzenie świata”. Adres: Warszawa, ul. Gałczyńskiego 7. Zapraszający: Goźliński, Szczygieł i Tochman.

Rajski charakter „Wrzenia świata” – księgarni Instytutu Reportażu połączonej z klubokawiarnią – wynika nie tylko z atmosfery panującej w tym miejscu. Ma również inne, całkiem dosłowne uzasadnienie. To właśnie tam, w niedzielę 19 września, usłyszeć można było fragmenty nowej książki Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”. Dwa dni wcześniej Danuta Stenka i Andrzej Chyra czytali „Dzisiaj narysujemy śmierć” Wojciecha Tochmana. Przedpremierowo, lecz nie dla wybrańców, bo posłuchać mógł każdy, kto przyszedł na czas i zdołał znaleźć dla siebie miejsce siedzące lub stojące. Z kolei w październiku przy Gałczyńskiego 7 można było spotkać między innymi Wojciecha Jagielskiego, Irenę i Jerzego Morawskich czy Angelikę Kuźniak – laureatkę Nagrody im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy w 2009 r., autorkę książki „Marlene”. Pod koniec listopada „Wrzenie świata” stanie się jednym z przyczółków festiwalu „Warszawa bez fikcji”. Tak w skrócie przedstawia się bilans dwóch miesięcy działania księgarni, od której miłośnicy literatury faktu uzależniają się szybko i – na szczęście – nieodwracalnie.

Przede wszystkim książki

– Nie lubię określenia „klienci”, wolę słowo „goście” – tak na pierwsze moje pytanie reaguje prowadzący księgarnię Leonard Talmont. Kim są zatem goście „Wrzenia świata”? – To zarówno osoby młode, studenci jak i ci trochę starsi; czasem przychodzą całe rodziny. Ludzie lubią tu wracać, często widzę te same twarze kilka, kilkanaście razy – opowiada „gospodarz”.

Trudno się jednak dziwić tym powrotom, bo we „Wrzeniu” książkę reporterską można nie tylko kupić, ale też spokojnie przejrzeć, a w przypadku typowego dla studentów „chwilowego” braku funduszy, nawet przeczytać. Jest w czym wybierać: poza książkami reporterskimi w ofercie księgarni znajdują się także biografie, wywiady-rzeki, dzienniki, pamiętniki oraz albumy z fotografią dokumentalną. To uświadamia jak szerokim pojęciem jest literatura non-fiction. Na eleganckich półkach oznaczonych nazwiskami reporterów lub nazwami krajów sąsiadują ze sobą dzieła, których czasami jedyną, ale za to niezwykle wyrazistą cechą wspólną jest szacunek autorów wobec faktu. – Staramy się sprowadzać książki, które uważamy za warte przeczytania. Nie mamy ambicji, aby zebrać w jednym miejscu wszystkie interesujące pozycje, bo to byłoby po prostu niemożliwe. Jednego czytelnik może być pewien: u nas znajdzie to, co w dziedzinie reportażu najbardziej intrygujące i wartościowe – wyjaśnia Leonard Talmont. A pół żartem, pół serio dodaje także, że powodem, dla którego nie martwi się o ekonomiczny los księgarni jest prosty mechanizm: kiedy widzisz ciekawą książkę, po prostu musisz ją kupić. Zresztą już wkrótce opuszczenie „Wrzenia świata” z pustymi rękami będzie całkowicie nierealne – właściciele planują uruchomienie antykwariatu, do którego sprowadzone zostaną prawdziwe reporterskie rarytasy: pozycje rzadkie, trudno dostępne, niewznawiane od lat.

Dla dużych kawa, dla małych łoś

Jedną ze stałych bywalczyń księgarni jest Justyna Wodzisławska: – Lubię „Wrzenie świata” z kilku powodów. Po pierwsze: z powodu właścicieli. Po drugie, uważam, że to miejsce stanowi alternatywę dla księgarń-supermarketów. Po trzecie – podają tutaj świetną kawę, której markę osobiście wybrał Wojciech Tochman – tłumaczy.

Po kilku wizytach na Gałczyńskiego rzeczywiście łatwo dojść do wniosku, że życie bez książek, ciastek, koktajli mlecznych i oczywiście kawy nie byłoby może szczególnie straszne, ale na pewno dużo uboższe. Są jednak i tacy, którym wiek nie pozwala na razie docenić jakości cappuccino, latte lub espresso. „Wrzenie świata” i na takich gości jest przygotowane:

– Dzieci się u nas nie nudzą. Mogą rysować, bawić się klockami i ujeżdżać drewnianego łosia. Rodzice nadrabiają w tym czasie zaległości książkowe – opowiada Leonard. Pytam, czy można palić, choć odpowiedzi raczej się domyślam. – Nie. Ale nie dlatego, że jesteśmy jakimiś szczególnymi przeciwnikami palenia. Po prostu w obu pomieszczeniach znajdują się książki, a one bardzo szybko przechodzą wonią dymu papierosowego.

Inaczej niż w zwykłej księgarni, we „Wrzeniu świata” równie łatwo można natknąć się na świetne reportaże jak i na ich autorów. Co więcej – zawsze skorych do rozmowy i podpisywania książek. Czytelnik spragniony kontaktu nie tylko z Mariuszem Szczygłem, ale nawet z Hanną Krall (!) może też zostawić im wiadomość w jednej z zawieszonych na ścianie i oznaczonych nazwiskami reporterów skrzynek pocztowych.

Wygląda na to, że reporterska kluboksięgarnia zapełniła lukę dotkliwie odczuwaną przez coraz większe grono osób zainteresowanych literaturą faktu. Pozbawieni do tej pory miejsca spotkań czy po prostu osobnej, „tematycznej” księgarni, dostali do dyspozycji dwie sale, których właściciele oferują bardzo dużo, nie narzucając niczego. Dlatego poza czytaniem, piciem kawy i poszerzaniem wiedzy na temat reportażu, przy Gałczyńskiego 7 można po prostu odetchnąć. Tym bardziej, że parę kroków dalej, tuż za bramą, znacznie mniej przyjaźnie i o wiele bardziej hałaśliwie wrze Nowy Świat.