Kobiety rozbierają się chętnie

O tym, gdzie leży granica między pornografią a aktem, o akcie, w którym nie ma nagości opowiada Maciek Macak

 

lgok.jpgfot. Maciek Macak

 

 

Co to za zdjęcie?

Dziewczyna na krakowskim Kazimierzu, wieczorem, w ciepłą lipcową noc. Zdjęcie ma „historycznie” dwie wersje. Pierwsza opowiada o tym, co naprawdę miało miejsce. Druga opowiada o emocjach, jakie ono we mnie budzi teraz.

Współpracowaliśmy już ze sobą. Ona jest świadoma swojej kobiecości, nie ma kompleksów. Na zdjęciu nie widać tłumu, nie ma też radiowozu policyjnego, który zatrzymał się obok nas. Obawialiśmy się, że mogą nas zatrzymać za dosyć odważne ujęcia. Ale oni tylko zatrzymali się i zapytali, czy nie potrzebujemy ochrony.


A ta druga historia?

Druga historia wiąże się z odbiorem tego zdjęcia. Przypomina mi stare francuskie fotografie. Dla mnie wygląda jak paryska uliczka: piękna kobieta, w powietrzu unosi się romans, bez eksponowania ciała… Tutaj nie ma nagości, tak charakterystycznej dla aktu.


Nie eksponuje zbyt wiele. Gdzie leży granica między pornografią a aktem?

W głowie.


Fotografującego?

W głowie odbiorcy. Można pokazać genitalia, nawet akt seksualny, w sposób zupełnie nie pornograficzny. Zresztą dziś zdjęcia, więcej odsłaniają niż kiedyś…


Ich „odbiór” nieco zelżał?

Myślę, że tak. Nagość jest już niemal  wszędzie.


Planowałeś uzyskanie „efektu francuskiej uliczki”?

Nie, wyszło całkiem spontanicznie. To było małe przedstawienie. Efekt francuskiej uliczki pojawił się po wywołaniu. Często tak jest, że robię zdjęcie, mam jakieś założenie, które realizuję, ale wychodzi z tego coś zupełnie innego, zdarza się, że znacznie lepszego.


Czy są jakieś reguły kompozycji zdjęć aktu?

Tu zastosowałem zasadę złotego podziału. Najmocniejszy akcent, znajduje się w jednym ze „złotych punktów”. Horyzont jest na jednej trzeciej. Ujęcie jest dobre, mimo że postać jest w centrum, a więc wbrew szkolnym zakazom.


Widzisz te wszystkie reguły, robiąc zdjęcie?

Nie myślę wtedy świadomie o kompozycji.

 

Czy kobiety chętnie się rozbierają przed obiektywem?

Nie zdarzyło mi się, żeby kiedykolwiek kobieta odmówiła mi bycia sfotografowaną. Myślę, że każda kobieta w głębi duszy marzy o byciu sfotografowaną nago. Nie wszystkie dają się ponieść, ale w ogromnej większości chcą być fotografowane nago, chcą mięć pamiątkę „dla wnuków”. Myślę, że z każdej kobiety można wydobyć naturalne piękno.


Jak można ogólnie określić akt?

Nie lubię tego słowa…


Dlaczego?

Bo ono jest niepełne, zbyt płytkie. Nie da się go tak łatwo zdefiniować. Jest tyle uczuć, które określają akt. Są fotografie zimne w sensie emocjonalnym. Są akty, które nie pokazują wiele, a są naładowane emocjami, nie mówię tu o emocjach seksualnych. Mogą być prowokujące, romantyczne, one zależą od odbiorcy.


Na pewno warunkiem koniecznym do zaistnienia aktu musi być zawsze osoba pozbawiona ubrania…

Niewątpliwie, chociaż bywa, iż jest to jedynie fragment ciała.


Czy myślisz, że fotografowanie kobiet przez kobiety, różni się od fotografowania ich przez mężczyzn?

Technicznie, zdecydowanie tak, zwłaszcza ze względu na „solidarność płci”. Kobiecie łatwiej jest „obnażyć” się przed inną kobietą. Kobieta również inaczej (przeważnie) widzi nagość niż mężczyzna.


Wiem, że z aktem wiążę się pewna historia…

– W ogóle moja przygoda z fotografią zaczęła się od fotografowania nagości. Ostatnia klasa szkoły podstawowej. Wtedy było mało możliwości do zdobycia zdjęć nagich kobiet, nie było internetu. Jeden z kolegów miał ojca, który przywoził z Zachodu gazety ze zdjęciami nagich kobiet. Wykradaliśmy te gazetki, a ja je fotografowałem. Wtedy też założyłem ciemnię w łazience. Moi rodzice byli zachwyceni, że mały Maciuś ma interesujące hobby. Tak zaczęła się moja przygoda z fotografią…


Ale to nie były akty wykonane przez ciebie…

Powiedzmy, że to były reprodukcje.