Czy to zdjęcie może kłamać, chyba nie

Od dawna przy okazji różnych rocznic media przypominają o fotografiach potwierdzających, że omawiane wydarzenie naprawdę miało miejsce. Towarzysząca fotografii aura wiarygodności wręcz wymusza umieszczenie zdjęcia, które przypieczętowuje zaistniały fakt niczym stuprocentowy dowód sądowy.

 

Całkiem niedawno miała miejsce rocznica mało przyjemnego dla Europy Wschodniej zdarzenia, jakim była rewolucja październikowa. Szczęśliwie w większości krajów jej zgubne skutki są już tylko tematem dywagacji historyków. Wśród tegorocznych analiz znalazł się ciekawy tekst Wacława Bartczaka opublikowany w „Gazecie Wyborczej” z 10-11 listopada. Artykuł zilustrowano fotografią opatrzoną podpisem: „Szturm na Pałac Zimowy w Piotrogrodzie 7 listopada 1917”.


Szturm  na Pałac Zimowy.jpg„Szturm na Pałac Zimowy w Piotrogrodzie 7 listopada 1917”

 

Podejrzewam, że to nie autor tekstu wybierał zdjęcie, lecz ktoś z redakcji, zajmujący się na co dzień doborem ilustracji do artykułów, ale niepasjonujący się historią. Zdjęcie robi wrażenie – tłum żołnierzy biegnie w kierunku Pałacu, armaty strzelają, tworząc pełne uroku obłoki dymu, za chwilę żołnierze wedrą się do wnętrza, ale z Pałacu nikt nie strzela, zupełna cisza. Gdyby zanurzyć się w kronikarskich zapiskach z tamtego czasu, to okazałoby się, że atak na Pałac miał miejsce krótko po drugiej w nocy. Walki trwały niecałe pół godziny, a Pałacu bronili niewyszkoleni podchorążowie i batalion kobiecy. Gdy zobaczyli biegnących w ich stronę bolszewików, bez namysłu rzucili się do ucieczki. Aresztowano członków Rządu Tymczasowego i rozpoczęto poszukiwanie trunków zgromadzonych w piwnicach (to te zbiory tak naprawdę interesowały atakujących).

Nie wypada mówić o tym głośno, ale zdaje się, że więcej było ofiar pijaństwa niż strzelaniny. Radzieccy specjaliści od propagandy uznali, że taki obraz bohaterów rewolucji nie powinien przetrwać w pamięci potomnych. Na ich szczęście nie powstała żadna fotografia ani film, ukazujące prawdziwie oblicze całego zdarzenia. Z jednego prostego powodu – wszędzie panował mrok głębokiej listopadowej nocy, a ówczesne materiały fotograficzne nie były w stanie zarejestrować czytelnego obrazu przy tak małej ilości światła. W trzecią rocznicę wybuchu rewolucji urządzono wielkie przedstawienie z udziałem ośmiu tysięcy żołnierzy i wykorzystaniem wielu samochodów, armat, czołgów oraz krążownika Aurora, który, z powodu zakłuceń w kontakcie z szefami inscenizacji, strzelał bez przerwy, zamiast zakończyć na jednej salwie. W spektaklu tym uczestniczyło sto pięćdziesiąt tysięcy widzów, a wszystko oczywiście fotografowano i filmowano. Zdjęcie towarzyszące tekstowi w „Gazecie Wyborczej” pochodzi właśnie z tej maskarady. Zamieszczony obraz doskonale pasował propagandystom do mitologii pierwszych godzin rewolucji i czym prędzej został wykorzystany w podstawowym źródle wiedzy o Kraju Rad – „Historii Wielkiej Komunistycznej Partii Bolszewików”, a za nią we wszystkich podręcznikach szkolnych i to nie tylko w Związku Radzieckim.

Po pierwszej publikacji odezwało się kilku uczestników i świadków nocnego ataku na Pałac Zimowy. Informowali, że, po pierwsze, była czarna noc, po drugie, żołnierzy było niewielu i inaczej wyposażonych, a, po trzecie, z niektórych okien biły światła (podobno obrońcy ogrzewali się przy ogniskach rozpalonych wewnątrz Pałacu). W kolejnej wersji ręka retuszera dodała to, co było potrzebne, ale obraz nie był tak atrakcyjny. Minęły lata, uczestnicy i świadkowie, już nieobecni, nie upomną się o prawdę, więc można powrócić do pięknej ikony, ukazującej atak zdeterminowanych bolszewików na Pałac będący symbolem zła – siedzibą znienawidzonego rządu. Mimo oczywistego fałszu, zdjęcie to cały czas funkcjonuje jako ilustracja wiernie opisująca wybuch rewolucji. Zresztą, podobnie potraktowano jedną ze scen z filmu „Październik” Sergiusza Eisensteina z 1927 roku. Atak na Pałac Zimowy pokazywano jako fragment historycznych kronik filmowych.


Hippolyte Bayard -Autoportret jako topielec, 1840Hippolyte Bayard / Autoportret jako topielec, 1840

 

Czy tylko rewolucja październikowa ma tak naciągane dokumenty wizualne? Ileż jeszcze takich zdjęć z inscenizacją historii funkcjonuje jako źródła informacji? Już na samym początku historii fotografii Hippolyte Bayard, jeden z jej wynalazców, dopuścił się grubego fałszerstwa. Wykonał zdjęcie, na którym wygladał jak wyciagnięty z Sekwany topielec. Był to protest przeciwko nieuznaniu go jednym z ojców fotografii (we Francji obwołano nim tylko Ludwika Daguerrea). Na odwrocie zdjęcia umieścił tekst o samobójstwie zrozpaczonego wynalazcy. Fałszerstwo szybko wyszło na jaw, ale autor, postać niebywale zasłużona dla francuskiej fotografii, nie został odsądzony od czci i wiary.

 

Alexander Gardner - Dead Confederate sharpshooter in the Devils Den, Gettysburg, Pa, 07.1863.jpgAlexander Gardner / Dead Confederate sharpshooter in the Devils Den, Gettysburg, Pa, 07.1863

 

Grzebiąc w historii fotografii, znajdziemy sporo wątpliwych dokumentów. Już w czasie wojny secesyjnej Alexander Gardner przeniósł ciało zabitego żołnierza, odpowiednio je ułożył i ustawił obok broń, by godniej pokazać wojenną śmierć. Fotografowie Komuny Paryskiej, działający po stronie rządowej, bez żenady zatrudniali aktorów do odgrywania dramatycznych scen rzezi, urządzanych na bezbronnej ludności przez komunardów. Równie chętnie sięgali po technikę montażu, łącząc na jednym obrazie postaci, które nie miały okazji spotkać się ze sobą.


1_2_At.jpgfot. Tyler Hicks / The New York Times – Attack in Tyre

 

Czy dziś jest inaczej? Chyba nie. Wojna izraelsko-libańska przyniosła kolejne manipulacje. Od prymitywnie przeprowadzonych zabiegów w programach do cyfrowej obróbki zdjęć do klasycznych inscenizaji. Najgłośniejszej dopuścił się Tyler Hicks z „New York Timesa” (swoją drogą, bardzo dobry fotoreporter). Fotografował grupę ludzi poszukujących ofiar ataku lotniczego na jeden z budynków w Tyrze. Po gruzach biega kilku mężczyzn, gaszą płomienie, zaglądają pod zwalone ściany, nasłuchują, czy spod betonu nie dochodzą głosy. Szczęśliwie, wszyscy opuścili dom przed nalotem i nie ma ofiar. Ale taki reportaż, bez choćby jednego ciężko rannego, nie jest dobry, może nie zdobyć widzów. Jest na to sposób – jeden z biegających po gruzach zmienia się w ofiarę, koledzy przywiązują go do jakiegoś drąga i wychodzi tyrska pieta. Piękny i symboliczny obraz, ale czy prawdziwy?

 

To ledwie kilka przykładów z przepastnej skarbnicy ułudnych obrazów prawdy. Czy, w związku z tym, nie wierzyć fotografii? Ogromna większość to jednak dokumenty wiarygodne, ale niczego już nie można obdarzyć bezgranicznym zaufaniem. Informacja jest niesłychanie istotnym elementem wpływania na świadomość społeczeństw i, jeśli nie będzie taka, jaka akurat jest potrzebna, to aż korci, by ją troszkę podrasować, by była zgodnie z zamówieniem, przekonująca. Każdej władzy i tej czwartej, jaką są media, też ciągle trzeba patrzeć na ręce.

 

 

Publikacja zdjęć ze względu na charakter serwisu, jak i wydawcę ma charakter edukacyjny.