Prywatna firma Facebook i jej regulaminy

Drukarz, kierując się swoimi poglądami, odmawia przyjęcia zlecenia na wydruk ulotek dla fundacji działającej na rzecz społeczności LGBT – narodowcy bulwersują się, że sąd śmie karać grzywną właściciela prywatnej firmy, argumentując, że to jego sprawa. Moderatorzy Facebooka usuwają strony narodowców na podstawie jasno wyłożonych regulaminów – nagle portal przestaje być firmą prywatną, a zaczyna być siedzibą lewactwa i wszystkiego, co złe.

W świetle ostatniego dramatu, który rozegrał się na scenach portalu społecznościowego Facebook, a którego bohaterami zostali mimowolnie polscy narodowcy, rozgorzała w narodzie debata o tym, co panu Zuckerbergowi wolno, a co nie. Niestety, jak to w Polsce bywa, stanowisko zajmowane w debacie przez jej uczestników zależy od ich poglądów politycznych. Merytorycznej dyskusji szukać zaś można ze świecą w ręku. A trzeba jednak parę rzeczy na ten temat powiedzieć.

Zwłaszcza to, że Facebook musi pozostać prywatną firmą, z dala od kaprysów użytkowników i rządów całego świata. Dlaczego? O tym dalej.

Cenzura stron narodowców

Nikt nie zaprzecza, że treści zamieszczane na stronach narodowców mają często charakter ksenofobiczny czy homofobiczny, jednak od oceny tego, czy materiały te przekraczają normy prawne jest prokuratura — nie Facebook. — pisze Adam Pawluć w swoim komentarzu do całej sprawy. I w zasadzie klucz tkwi w pierwszej połowie tego zdania – treści zamieszczane na fanpejdżach prowadzonych przez organizacje narodowe były ksenofobiczne, homofobiczne, rasistowskie. Nie wszystkie, owszem. Ale większość z nich.

To wszystko jednak jest subiektywne. Najistotniejsze jest to, że te treści łamały prawo portalu, na którym zostały opublikowane. Jak potwierdza w swoim liście otwartym Richard Allan (wiceszef Facebooka ds. polityki publicznej w naszym regionie), Strona Marszu Niepodległości została usunięta z naszej platformy [FB – przyp. aut.] po publikacji szeregu postów naruszających Standardy Społeczności w zakresie mowy nienawiści.

Dodatkowo, każdy, kto się spotkał z karami wydzielanymi przez Facebooka, wie, że usunięcie całej strony rzadko, jeśli nie nigdy, następuje niespodziewanie. Jeśli ktoś opublikuje rasistowski post na swoim fanpage’u, najprawdopodobniej dostanie najpierw ostrzeżenie, potem bana na dzień; następny będzie na dłużej. Wprawdzie administratorzy stron narodowców nie zdradzili, czy otrzymywali już wcześniej jakieś ostrzeżenia czy kary, więc można tu tylko spekulować, ale jednocześnie wątpliwym jest, aby portal społecznościowy podjął decyzję o usunięciu stron „bo tak”.

Wszystkiego tego można było uniknąć, gdyby tylko narodowe fanpejdże bazowały na patriotyźmie i innych szlachetnych wartościach, które – oficjalnie – chcą promować. Nieoficjalnie – dużo na nich pewności swoich poglądów, braku empatii i dyskusji z drugą stroną, a przede wszystkim ziejącej nienawiści do wszystkiego, co nie sympatyzuje z falangą. Ale to tylko moja osobista opinia – przypominam, że decyzja o usunięciu tych stron została podjęta tylko i wyłącznie na podstawie arbitralnego regulaminu Facebooka, nie zaś jakichś mitycznych uczuć czy emocji. Obrzucanie epitetami polskiej pracowniczki portalu społecznościowego nie miało sensu, zwłaszcza w świetle odwołania decyzji o usunięciu stron i ich przywróceniu do świata mediów społecznościowych.

Facebook a prawo międzynarodowe

Racji nie ma jednak Adam Pawluć, twierdząc, że nie uznaje się regulaminu Facebooka za prawo międzynarodowe, nadrzędne nad polskim i taki stan rzeczy trzeba wyraźnie podkreślić.

Facebook, znajdujący się na serwerach amerykańskich i pod jurysdykcją Stanów Zjednoczonych, w teorii podlega tylko prawu amerykańskiemu, niezależnie od tego, w których krajach się go używa; zaś użytkownicy tego portalu podlegają tylko regulaminowi strony. Pozwolenie na interpretację tego problemu w sposób zasugerowany niewprost przez redaktora naczelnego PDF-u, abstrahując od problemów technicznych, może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji.

Wystarczy zadać sobie parę pytań. Gdyby francuskich użytkowników na portalu obowiązywało prawo francuskie, czy mieliby oni dostęp do treści łamiących przepisy prawne ich kraju? W jaki sposób portal miałby to kontrolować? Co z Francuzami przebywającymi w danym momencie na terenie Stanów Zjednoczonych?

Ten przykład można podstawić pod każdy naród i każdy kraj. W przypadku Polski, nawet jeśli przypomnieć, że siedziba Facebooka na Europę Środkowo-Wschodnią znajduje się w Warszawie, to wciąż problem pozostaje: dlaczego prawo polskie miałoby obowiązywać wszystkich użytkowników Facebooka w tym regionie?

Jakiekolwiek dopuszczenie do tego, aby krajowe prawo miało wpływ na to, co się dzieje wewnątrz przestrzeni zarządzanej przez prywatną firmę, sprawiłoby, że media społecznościowe, które w wielu sytuacjach stały się narzędziem do zwalczania reżimów i tubą wolności, byłyby pod butem autokratycznych władz. Jak to działa, widzimy już częściowo na Twitterze, który – ugiąwszy się pod prośbami władz niektórych krajów – zaczął banować wskazanych przez nie aktywistów społecznych. Co ciekawsze, czyni to w nieco perfidny sposób – dana osoba dalej twittuje i nie odczuwa zmian w swoim twitterowym ekosystemie, z tym, że nikt nie widzi jej wiadomości. Czyli Twitter czuje, że to co robi, jest trochę słabe, ale nie ma ochoty się do tego przyznawać.

Łatwo wyobrazić sobie konsekwencje oddania portalu pod jurysdykcję poszczególnych państw i kaprysów ich obecnych przywódców; nie mówiąc już o sytuacji krajów, które mają problem z uznaniem. Czy Macedończycy mieliby ustawowo zablokowane wszelkie greckie strony? Co z Kosowem, Tybetem, Naddniestrzem? Czy PiS potraktowałoby polskiego Facebooka w ten sam sposób, w jaki obecnie obchodzi się z mediami państwowymi?

Adam Pawluć wychodząc z założenia, że portal społecznościowy nie powinien być firmą prywatną i traktowanie go jako takową jest błędne, wywołuje nie tylko wyżej ukazany problem, ale też zmusza do stawiania pytań. Jaka jest granica, przy której uznajemy, że dana firma już nie może być prywatna, nawet jeśli jest w rękach prywatnych? Kto powinien właściwie zarządzać Facebookiem – ONZ? Wspólna rada krajów świata? I, finalnie, dlaczego Zuckerberg ma płacić za to, że z usług jego przedsiębiorstwa korzysta tak wielu ludzi?

Filtry Facebooka

Problem z Facebookiem i jego filtrami w publicznej debacie polega nie na tym, co robi administracja, tylko na tym, że różne osoby mają różne wizje tego, jaką rolę powinien pełnić największy portal społecznościowy na świecie. Czy powinna to być funkcja edukacyjna – za którą szłoby usuwanie treści uznawanych „obiektywnie” za złe, czy może po prostu społecznościowa – użytkownicy powinni móc się wymieniać swoimi poglądami, niezależnie od tego, jak bardzo byłyby one chamskie, rasistowskie, etc.?

W pierwszym przypadku, jak łatwo się domyślić, powstaje problem ze zdefiniowaniem obiektywizmu. W drugim portal umożliwia zamykanie się we własnej bańce informacyjnej, zależnej od naszych poglądów na świat. Już teraz jest tak, że jeśli lajkujemy strony o określonym profilu, to portal, nie oceniając naszych poglądów, będzie nam podsuwał nowe strony o podobnych treściach, grupy, w których są ludzie, których poglądy są zgodne z naszymi, i tak dalej; zakładając, że właśnie to nas interesuje. Właściwie to przecież sami tworzymy zawartość naszych tablic, decydując o tym, co lajkujemy, które strony śledzimy i kogo mamy w znajomych.

W tym kontekście w zasadzie decyzja Facebooka o usunięciu stron narodowców, mimo że już nieaktualna, staje się niezrozumiała; jako prywatna firma wszakże powinien starać się dotrzeć do każdego klienta, nie zaś zniechęcać do siebie ich część. Więc być może jednak Zuckerberg posiada pewien kręgosłup moralny?

Prywatna firma

Facebook stał się ponadnarodowym fenomenem, to prawda. Tym niemniej, to wciąż prywatna firma ze swoim własnym regulaminem, którego należy przestrzegać, aby móc korzystać z platformy. Jeśli narodowcom nie odpowiada to, że firma reaguje na rasizm, homofobię i inne zjawiska, które uważa za niestosowne, nie powinni opierać swojej działalności na jej platformie. Tylko tyle i aż tyle.

A to, że pokrzywdzeni nacjonaliści uciekali się do obrzucania polskiej pracowniczki Facebooka epitetami różnej maści, apelowali do minister ds. cyfryzacji i robili pikiety pod siedzibą portalu, właściwie tylko potwierdza tezę o tym, że żadna prokuratura ani rządy państw nie powinny mieć wpływu na to, co robi prywatna osoba w swojej równie prywatnej firmie.

Zauważmy, że prywatne przedsiębiorstwo zwykle jest lepiej zorganizowane i działa dla korzyści materialnych, a nie poglądów politycznych. A przede wszystkim – nie bierze na siebie fałszywej roli arbitra człowieczeństwa, moralności i obiektywizmu. I przynajmniej w tym jest uczciwe – wszak my jesteśmy konsumentami, którzy mogą zrezygnować z usług Facebooka, jeśli przestaną nam one odpowiadać.

źródło zdjęcia wyróżniającego

Broncos player produces TD consisting of timely happinessDanny Trevathan, A functional second yegamblingr against linebcker Kentucky, Intercepted a putting up for sale Flacco pass advanced during his employees season garage door opener hardware the particular Baltimore Ravens along outright defined vacationing to the finish sector. He chosen there’s lots of bowling ball near the 30, Had been free about the 20 together with all of those other Ravens at home your ex 10. Trevathan first football landing had become rather simple every as well may possibly transfer colorado up 49 17 the actual other protecting wonderful pan champs.When traversing inside end region, Trevathan chosen the wholesale football jerseys china hot dog option and so droped the sacked that he might have been Kanye lowering a microphone, Because if score our first football landing was no fuzz. The program wasn as they didn Trevathan removed the softsphere before the bridging issues the plane, There’s no landing. And also, since use of hauled the sacked in neuro-scientific carry out, Baltimore cheap nfl jerseys found closet back again again by itself 20 landscape course. Trevathan first cheap nfl jerseys shop bushes at american footbal fame relatively become his own Leon Lett time of truth.”Up to now a idiotic run within just hindsight, Trevathan told me wedding ceremony game, With regard to canada right away athletics lindsay lohan l. Jones. Struggle to feasible once more, I only agreed to be so in the minute. That it had become somewhat egoistic of me personally. Authentic Jerseys Sale I happen to be soaring of the usb ports, And i am not distributed to provide nobody keep me when i say coming via improving,Trevathan, Which in turn had identified he explain to you the end sector and fingers the sacked to an admirer as long as at this time a next occasion, Was screamed at from Broncos safety planner jack port delete Rio during a cut that had been been confirmed in the media many times. This particular error in judgment eventually triggered a Ravens landing. www.cheapjerseys-nfl.com Just what exactly ought to have been a wholesale football jerseys impossible 49 17 teather and surprisingly, somewhat changed into a better 42 24 video games. Not so good associated with, Opening linebacker Wesley Woodyard was basically suffering in pain online participation trying to accummulate Trevathan remember footballing. With Trevathan single rub of fortune for the night time, Woodyard personal pain been seen mild and got in the game further in the fourth quarter. http://www.cheapjerseyssalestore.com

Dodaj komentarz