Porozmawiajmy nieetycznie o etyce

Poziom etyki w polskich mediach jest coraz niższy. Świadczą o tym liczne przykłady: jak nierzetelna publikacja o trotylu na tupolewie, niekończący się „serial” tabloidowy z Katarzyną W. w roli głównej, czy publikacja zdjęcia zwłok Jadwigi Kaczyńskiej w „Super Ekspresie”. Jakie są przyczyny tego zjawiska? I co zrobić aby polskie dziennikarstwo było bardziej etyczne?

 

Odpowiedzi na postawione wyżej pytania szukano podczas specjalnej konferencji poświęconej etyce medialnej, która odbyła się w Domu Dziennikarza. Sprowadzała się ona do dyskusji nad książką Macieja Iłowieckiego „Pilnowanie strażników: Etyka dziennikarska w praktyce”. De facto była to promocja tej książki, mająca na celu zwiększenie jej sprzedaży. Plakaty informacyjne mówiły jednak, że będzie to konferencja o etyce dziennikarskiej, natomiast informacja o promocji książki była zapisana na dole plakatu małymi literami. Stawia to pod znakiem zapytania etyczność działania samych organizatorów.

Główna teza książki zawarta jest właściwie w samym tytule. Dziennikarze są „strażnikami demokracji” patrzącymi na ręce politykom i biznesmenom, kontrolującymi ich poczynania i piętnującymi błędy. Jednakże sami dziennikarze, aby dobrze wykonywać swoje zadanie, muszą być jakoś kontrolowani, czuć nad sobą jakiś nadzór. Jednak nie można zrobić tego w sposób instytucjonalny np.: poprzez cenzurę, gdyż wówczas rola „strażników demokracji” będzie niemożliwa do zrealizowania. Jedyną sensowną forma kontroli jest więc etyka dziennikarska zawarta w licznych kodeksach.

Czy jednak to co w kodeksach znajduje się również w sumieniach dziennikarzy? Uczestnicy analizowali jak wygląda przestrzeganie w praktyce 17 zasad etyki dziennikarskiej zawartych w książce Iłowieckiego. O ile np.: „wspieranie walki o wolność słowa” realizowane jest jeszcze dobrze to już ze „służbą prawdzie” albo „walką o niezależność mediów” jest dużo gorzej.

Michał Kobosko upatrywał przyczyn niskiego (choć jeszcze nie zerowego) poziomu etyki w uzależnieniu mediów od polityki i biznesu. Jak więc dziennikarze mają pilnować tych, od których są uzależnieni? Dyskutanci zgodzili się, że obecnie znacznie większe znaczenie mają naciski ekonomiczne niż polityczne. To właśnie przez nie zanika dziennikarstwo śledcze, najskuteczniejsza broń „strażników demokracji”.

Po pierwsze, sporządzenie rzetelnego tekstu śledczego wymaga dużo czasu i pieniędzy, dlatego też wydawcy rezygnują z tej formy na rzecz tekstów mniej kosztownych. Po drugie, jak uważa Rafał Ziemkiewicz, firmy nie chcą zamieszczać reklam obok kontrowersyjnych tekstów śledczych, aby nie budziło to złych emocji i skojarzeń. Dlatego właśnie zdaniem Macieja Iłowieckiego „do mediów różnymi drogami wkracza tandeta”.

 

Emocje, nie fakty

Najciekawszą tezę postawił jednak Rafał Ziemkiewicz. Stanął on w opozycji do głównego założenia książki Iłowieckiego, że „światem rządzi informacja” (Tak brzmi tytuł pierwszego rozdziału). Zdaniem publicysty „Rzeczpospolitej” obecnym światem rządzą emocję.

Teza ta, choć lekko uproszczona, może mieć w sobie sporo prawdy. Rolą mediów w liberalnej demokracji jest skłanianie ludzi do dokonywania odpowiednich wyborów – czy to politycznych (w głosowaniu) czy to ekonomicznych (kupno danego towaru). A w chwili wyboru zawsze decyduje spontaniczny impuls emocjonalny, niezależnie jak długo by wcześniej sprawę analizować merytorycznie. A tego punktu widzenia ważniejsze jest kreowanie odpowiednich emocji niż sięganie po racjonalne argumenty.

„Dziennikarz przestaje być kimś kto służy jakkolwiek rozumianej prawdzie materialnej (…)” – mówi Rafał Ziemkiewicz – a staje się albo chearliderem, albo organizatorem takich orwellowskich godzin nienawiści. W każdym razie ma sprawiać żeby jego odbiorcy byli podkręceni. Bo jak są podkręceni to kupują (…) i słuchają więc można nimi zarządzać. A zatem można i sprzedawać i realizować cele polityczne, a więc media wówczas działają najmocniej”. – kończy publicysta „Rzeczpospolitej”.

Teza ta bardzo dobrze wyjaśnia wszelkie skandale tabloidowe, jak ten z matką Madzi z Sosnowca. Po prostu łamanie etyki budzi większe emocje niż zachowania z nią zgodne. Co prawda brukowce nigdy nie przejmowały się specjalnie etyka dziennikarską, ale robienie celebrytki z kobiety oskarżonej o dzieciobójstwo, jest przekroczeniem pewnych granic nawet jak na standardy bulwarowe. To samo tyczy się zdjęć wynoszenia ze szpitala zmarłej Jadwigi Kaczyńskiej.

media.jpg

Podobnie niestety ma się sprawa z trotylem w „Rzeczpospolitej”. Ta niesprawdzona informacja została rzucona właśnie po to, aby wywołać emocję wśród zwolenników teorii o zamachu smoleńskim. W tym wypadku rację ma także Michał Kobosko, mówiąc o zależności mediów od polityki i biznesu. Być może Cezary Gmyz nie chciał publikować tej informacji w tak radykalnej formie (tak twierdził „post factum” na portalu „natemat.pl”). Decyzja o jej ostatecznym kształcie zapadła na etapie redakcji tekstu, a poprzedzały ją kuluarowe rozmowy Grzegorza Hajdarowicza i Pawła Grasia.

Teoretycznie powinno się odróżniać dwa zjawiska: nierzetelność w przypadku „Rzeczpospolitej” oraz łamanie zasad moralnych w przypadku „Super Expresu” jednak w gruncie rzeczy oba mieszczą się w ramach szeroko pojmowanej etyki dziennikarskiej. A ściślej – są naruszeniem zasad tej etyki.

W jednym z prawicowych pism znaleźć można tekst polemizujący z wynikami badań, które mówiły że ludzie o lewicowych poglądach są bardziej inteligentni. Jednakże autor, zamiast przytaczać jakieś rzeczowe argumenty, uderzał w tony stricte emocjonalne, wyliczając głównie ofiary kolejnych lewicowych reżimów w historii. Właśnie na taki, czysto emocjonalny poziom coraz częściej schodzi dyskusja i to nawet w poważnych mediach.

Weźmy choćby przykład dyskusji o zmienie ustawy aborcyjnej. Prawica mówiła o „rozrywaniu na strzępy nienarodzonych dzieci” i „niedawaniu prawa do życia niepełnosprawnym”, a lewica o „odebraniu prawa do własnego brzucha” i „zmuszaniu do rodzenia martwych dzieci”. Rzetelne argumenty, wyniki badań czy wypowiedzi ekspertów były na drugim planie.

Obniżający się poziom etyki dziennikarskiej jest więc w dużej mierze spowodowany reorientacją mediów. Zamiast informacji i rzeczowych argumentów coraz częściej używa się sformułowań które mają zruszać, oburzać, rozśmieszać lub smucić. Nie oznacza to, że dziennikarstwo powinno być suche i beznamiętne. Ale granie na emocjach dużo łatwiej prowadzi do łamania zasad etycznych, przeinaczania lub wyolbrzymiania faktów, oraz spłyca dyskurs medialny.

 

17 zasad czyli dekalog dziennikarza:

  1. książka.jpgWspierać walkę o wolność słowa na świecie
  2. Walczyć o niezależność mediów
  3. Być odpowiedzialnym za słowo
  4. Służyć prawdzie
  5. Nie pozoruj obiektywizmu i neutralności
  6. Nie zwiększaj obszaru rzeczywistości kreowanej
  7. Nie odbieraj informacjom rzetelności
  8. Nie baw się opinią publiczną
  9. Nie niszcz hierarchi autorytetów i problemów
  10. Nie wykorzystuj ludzkich emocji
  11. Nie ulegaj terrorowi poprawności politycznej
  12. NIe ulegaj terrorowi rozrywki
  13. Dostrzegaj różnice między kłotnią a debatą
  14. Broń słabszych i upośledzonych
  15. Propaguj dobre wzory
  16. Zawsze broń demokracji kontroluj władzę
  17. Uznawaj istnienie wartości uniwersalnych, trwałych i niezbywalnych
%d bloggers like this: