Świetlane czasy fotografii ślubnej

Przemysł fotografii ślubnej w ciągu ostatnich lat rozwija się w zawrotnym tempie. Wystarczy zajrzeć do internetu – powstało już tysiące stron dotyczących fotografii ślubnej, a z każdym dniem przybywają nowe. Oferta jest tak szeroka, że problem wyboru osoby, mającej uchwycić „najważniejszą chwilę w życiu” urasta często do rangi problemu numer jeden w wirze przygotowań ślubnych. Fotografowie prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych ofertach, a i lista klientów chcących słono zapłacić za profesjonalną pamiątkę ze ślubu czy wesela wciąż rośnie.

 

A przecież jeszcze całkiem niedawno, bo ok. 150 lat temu, fotografia ślubna ograniczona była do studia, a jedyną pamiątką, na jaką mogli liczyć nowożeńcy, był mały portrecik w postaci dagerotypu. Historia fotografii ślubnej za czasu ‘camera obscura’ mało miała wspólnego z tym, co obecnie dzieje się w kościołach i na salach weselnych. Wielu z nas pamięta portrety ślubne dziadków – w ich czasach niezwykle popularne były tzw. monidła, czyli portrety namalowane na podstawie zdjęcia. Postaci na nich przedstawione miały zazwyczaj podkreślone czerwonym kolorem usta oraz lazuorowo-niebieskie oczy. Fotografie naszych rodziców również nie mają wiele wspólnego z rozmachem współczenego przemysłu ślubnego. Dopiero nasze pokolenie – pokolenie lustrznek cyfrowych i kompaktów – może się poszczycić pamiątką ślubno-weselną w postaci setek, a nawet i tysięcy zdjęć. I nieważne, jak fantazyjne mamy wymagania wobec fotografów i czy przysięgę składamy w powietrzu czy pod wodą… Aparaty są dziś w stanie towarzyszyć nam wszędzie i zawsze – rozpoczynając od sesji narzeczeńskiej przed ślubem, a na miesiącu miodowym kończąc. Wszystko jest kwestią grubości portfela i zasobów naszej wyobraźni.

 

Przeglądając portfolia różnych fotografów, można śmiało stwierdzić, że fotografia ślubna rozpięta jest między prawdziwym artyzmem i kiczem. Trudno powiedzieć, co decyduje o pięknie bądź nieatrakcyjności ślubnych zdjęć w oczach klientów. Niektórzy nowożeńcy zwracają większą uwagę na sam artyzm zdjęcia, jego atmosferę, inni – na samych siebie i czy obiektyw był dla nich wystarczająco łaskawy. Od 2009 roku działa w Polsce Stowarzyszenie Fotografów Ślubnych, zrzeszających ludzi zawodowo zajmujących się sesjami fotograficznymi. Jego celem jest rozpropagowanie polskiej fotografii ślubnej oraz integracja osób działających w tym temacie. Jednak ani dlugość stażu ani parametry posiadanego sprzętu nie gwarantują, że wykonane zdjęcia spełnią oczekiwania młodej pary i zachwycą co bardziej wymagające oko. Sukces fotografa ślubnego to składowa różnych czynników: oczywiście talentu, ale połączonego z zacięciem reporterskim, umiejętności pozostania niezauważonym oraz zdolność do szybkiego nawiązywania kontaktu z ludźmi, wzbudzenia w nich zaufania oraz – rzecz jasna – dobrego sprzętu, który poradzi sobie w co trudniejszych warunkach (nie zapominając o Photoshopie…). Jeżeli do tego wszystkiego doda się wiedzę marketingową, dobrą reklamę i przebojowść… internet oraz spragnieni zdjęć narzeczeni czekają!

 

A co na temat swojej pracy sądzą sami fotografowie?

 

– Na co zwracam największą uwagę podczas robienia zdjęć kościelnych i weselnych? Wykonując zdjęcia w kościele najbardziej skupiam się na tym, aby pozostawać praktycznie niezauważalnym. Uważam, że w trakcie nabożeństwa fotograf swoim zachowaniem nie może zwracać na siebie uwagi. Jest to bardzo istotne z kilku względów: po pierwsze, fotograf powinien godnie uczestniczyć w liturgii, a po drugie, nie być kolejnym czynnikiem powodującym stres u Pary Młodej. Jeżeli o tym pamiętamy, mamy duże szanse na dobre, naturalne, niepozowane zdjęcia. Praca fotografa w trakcie przyjęcia weselnego ma już zupełnie inny charakter. W momencie wejścia na salę staję się fotoreporterem i stawiam sobie za zadanie wykonanie solidnego reportażu z wydarzeń, które będą miały miejsce w trakcie przyjęcia. Najważniejsze stają się emocje i walka o kadry, które je uwiecznią. Oczywiście nadal trzeba pamiętać, że najważniejsza jest Para Młoda i ich goście, jednakże swoboda fotografa w poruszaniu się po sali, a nawet kształtowaniu biegu zdarzeń jest dużo większa.

Mariusz Czykwin (devstudio.pl/portfolio/) 

zdjecie ślubne - Mariusz Czykwin.jpgfot. Mariusz Czykwin


Czego najczęściej oczekują ode mnie klienci? Odpowiem przewrotnie – jakby od drugiej strony, cieszę się z tego, że moi klienci nie oczekują ode mnie skatalogowania gości i z tego, że nigdy nie dostałam od klientów listy ujęć, które „muszą być”. Widziałam taką listę krążącą po forach internetowych dla panien młodych i przyznam, że biedne są te, które będą wymagały skrupulatnego jej przestrzegania od swoich fotografów. Zwykle jedyną prośbą, jaką słyszę, jest prośba o np. zdjęcie grupowe – cała reszta jest zostawiona mojemu doświadczeniu i wrażliwości. Wyjątkowe zlecenie, jakie chyba na długo zapamiętam, miałam w poprzednim sezonie. Trafiła mi się odważna i oryginalna para, która całkowicie zerwała z tradycją bieli i czerni przy ołtarzu. Panna młoda miała obłędną fioletowo-czerwona suknię, czerwone dodatki, przepiękny melonik z woalką. Pan młody też miał czerwone elementy przy swoim smokingu. Wyglądali zjawiskowo, a jednocześnie nie zgubili nic z naturalności i odświętności. Marzę o tym, by trafiało mi się więcej takich odważnych par.

Ewa Brzozowska (www.perfectmoment.pl)

IMG_8739b.jpgfot. Ewa Brzozowska



Czy korzystam z fotografii analogowej? W moim przypadku Hasselblad to właściwie zabieg marketingowy. Rzadko kiedy udaje mi się namówić na zdjęcia średnioformatowym aparatem. Wydaje mi się, że miejsce fotografii analogowej odsuwane jest w przestrzeń działań niekomercyjnych. Sam z wielką chęcią wykorzystuję tę technologię do działań na polu fotografii artystycznej. Niestety, ale właściwie z jej użycia wynikają same niedogodności: potrzeba więcej czasu, otrzymujemy mniej zdjęć, a trzeba ponieść większy koszt.

 Wojciech Blindman (www.blindman.pl)                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    

Blindman.jpgfot. Wojciech Blindman


Czy w dobie łatwiejszego niż kiedyś dostępu do sprzętu fotograficznego, tłumu zainteresowanych upamiętnieniem ślubu i wesela narzeczonych i otwartości internetu można się dziwić, że fotografowie ślubni wyrastają jak grzyby po deszczu? Wszystko zależy wyłącznie od prywatnych gustów klientów i od zasobności ich portfeli. Współczesne „monidła”, które kiedyś podziwiać będą nasze dzieci, gwarantują, że chociaż przez ten jeden dzień w życiu staniemy się idealni, szczęśliwi i zakochani. I że prawdopodobnie zapamiętamy każdy szczegół naszej ślubnej przygody. A o to przecież chodzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Muzycy to też ludzie
Czyżby historia dwojga ludzi, którzy mieli odwagę, by marzyć, stała...
Do Budy i do Pesztu
Spacer po Budapeszcie to spacer przez historię. Zacząć go można...
Powinni tego zabronić!
Ameryka, sylwester 1922 roku. Mimo formalnej prohibicji, alkohol leje się...
Z Katatonią przez śniegi

Katatonia kolejny raz gości na półkach sklepów muzycznych. Jak zawsze...