Rowerem przez Niemcy?

Dlaczego nie? Kraj ten oferuje nie setki, a tysiące kilometrów świetnych tras rowerowych, prowadzących przez najbardziej atrakcyjne tereny turystyczne. W dodatku niemieckie kempingi należą do najtańszych w całej Unii Europejskiej.

Na początek: Szwajcaria Saksońska
Jedną z najciekawszych tras jest licząca ponad osiemset kilometrów Elberadweg. Ciągnie się przez całe Niemcy wzdłuż Łaby – od granicy z Republiką Czeską po Cuxhaven na wybrzeżu Morza Północnego, do którego rzeka uchodzi.

1

Kto choć raz widział na własne uczy lub choćby na zdjęciach, jak niezwykłe, urokliwe krajobrazy zdołała rzeka ta wyrzeźbić przez miliony lat w wapiennym podłożu, czy to na terenie Niemiec, czy Czech, ten wie, że pobyt w tych miejscach wart jest każde pieniądze. Wiedzieli o tym doskonale artyści malarze, którzy całymi zastępami przemierzali w minionych wiekach te tereny ze sztalugami i farbami, by utrwalać nieprzemijające piękno nadłabskiego krajobrazu na płótnie. I już wtedy, nawet w XVIII w., znajdowali się przedsiębiorczy osobnicy, którzy dla ich wygody budowali coś, co dziś nazywa się infrastrukturą: zajazdy, karczmy i drogi.

2

Szczerze? Te ochy i achy wzbudzał i wzbudza do dziś głównie odcinek Łaby płynący przez tzw. Szwajcarię Saksońską (jej część po drugiej stronie granicy zwie się oczywiście Szwajcarią Czeską). Nie znaczy to, że tereny nadrzeczne na terenach nizinnych brzydną, nabierają tylko innych cech – kto się z biegiem rzeki zapuści w głąb Niemiec, sam się o tym przekona. Ale turystyczna Ścieżka Malarzy powstała właśnie na terenie Szwajcarii Saksońskiej i turysta nic na to nie poradzi – chce ją pokonać, musi jechać do Saksonii.
Sam dojazd to oddzielne zagadnienie. Pociągiem lub samochodem do Drezna? Proszę bardzo, tylko że wtedy trzeba pojechać na dwóch kołach na południe, ku czeskiej granicy i zawrócić. Chyba że ktoś weźmie kurs na Pragę – jego wybór (dla porządku: stolica Czech nie leży nad Łabą, ale w pewnym od niej oddaleniu). Tuż za granicą zaczyna się bowiem kolejny odcinek tej europejskiej trasy rowerowej. Można też zacząć przygodę z Elberadweg od strony Republiki Czeskiej. A jak tam dojechać? Cóż, tu już trzeba trochę pokombinować. Warto pamiętać, że trasą wzdłuż Łaby jeździ na tym odcinku pociąg z Pragi do Drezna i dalej do Berlina.

4

Pierwsza stacyjka po stronie niemieckiej, od której można zacząć przemierzać Niemcy na rowerze, nazywa się Schmilka. Miejscowość niewielka, wypoczynkowa, wystarczy popatrzeć i jechać dalej. O ile ktoś nie zapragnie tam zanocować. Hotel „Helvetia”, w wiekowym budynku tuż nad brzegiem Łaby, szczyci się swoją ekologicznością. Wszystko tam jest „bio”: wystrój, filozofia działania, a przede wszystkim posiłki. Zupa z pokrzyw, sałatka z liści mleczu, szpinaki, zioła z własnego ogródka, lody z zamrożonego jogurtu, miejscowe produkty nieskażone chemią – te klimaty. No i pokoje: ani kawałka metalu, nawet gwoździa w meblach, ściany wykładane glinką pochłaniającą szkodliwe promieniowanie i zdrowymi, nielakierowanymi dechami, farby ekologiczne, łóżka zdrowotne, blat stołu z miejscowego piaskowca, na nim nawet pół telewizora (chyba że ktoś specjalnie sobie zażyczy, wtedy dostaje cały). Turysta wypoczęty i naenergetyzowany może stąd wyruszyć pieszo Ścieżką Malarzy.
Lecz chyba nie po to wsiadamy na rowery celem taniego zwiedzania, żeby bulić dwieście euro za noc w bio-pościeli (na szczęście dla rzesz turystów takie pokoje, cieszące się nadzwyczajnym powodzeniem zasobniejszych gości, mają tylko cztery – reszta normalna, po ok. 70 euro). Nas przecież interesuje nocleg na kempingu. W tym celu pedałujemy dalej. Widoki – wspaniałe.
Bad Schandau – pierwsza większa miejscowość na trasie. Kilka hoteli dla statecznych kuracjuszy, warsztat rowerowy, a przede wszystkim centrala Parku Narodowego Szwajcaria Saksońska. To właśnie ten park i jego atrakcje oraz nieodległa twierdza Königstein są magnesami nieustannie przyciągającymi w te okolice tysiące turystów.

3

Zanim jednak weźmiemy się za zwiedzanie i podziwianie, warto pomyśleć o noclegu. Nasz cel – kemping Königstein – ulokował się na brzegu Łaby. W warunkach kempingowych można tam przenocować prawie dziesięciokrotnie taniej niż w bio-hotelu, a gdy się ma swój namiot, wystarczy zapłacić cztery euro za miejsce i pięć pięćdziesiąt od osoby ponad 15-letniej. Dzieciaki płacą mniej albo wcale. Niemieckie kempingi słusznie zaliczane są do najtańszych w Unii Europejskiej (tańsze są tylko węgierskie i polskie).
Mając zapewnioną bazę wypadową, można bez obciążeń udać się na trasy turystyczne.

%d bloggers like this: