W obronie czarnego krążka

W dzisiejszych czasach artysta nie utrzyma się z wydawania albumów. Sprzedaż płyt od kilku lat dramatycznie spada, zamykane są kolejne sklepy muzyczne. By bronić świat przed wszechobecnym MP3, rzesze muzyków dołączają do kampanii Record Store Day.


Od 2008 roku trzecia sobota kwietnia to międzynarodowy protest przeciwko odczłowieczaniu muzyki. W ramach Record Store Day (RSD) artyści zakopują wojenne topory i zabierają się do tworzenia. Gatunki i potencjalny target nie mają znaczenia. Do akcji przyłączali się m.in. Foo Fighters, Blur, Red hot Chilli Peppers, Lady Gaga czy Daft Punk. Edycja 2011 była komercyjnym sukcesem. Wzięło w niej udział ponad 600 artystów, zarówno tych z pierwszych stron gazet, jak i lokalnych wykonawców.

 

Bez tytułufot. Maciek Główka

Twórcy z całego świata udowadniają, że namacalny krążek, który można przytulić i pogłaskać, wciąż jest lepszy od zimnego i sztywnego pliku z iTunes. Record Store Day próbuje ratować tragiczne statystyki sprzedaży. Według magazynu Billboard, w zeszłym roku sprzedano 182 tys. nowych płyt w ciagu właśnie tego jednego dnia. Święto sklepów z płytami jest celebrowane w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii itd. O dziwo, w Polsce w akcji bierze udział zaledwie 6 polskich sklepów, tylko jeden – SideOne – z Warszawy.
-Braliśmy już rok temu udział w Record Store Day. Impreza z roku na rok się rozwija, przyłączył sie do nas m.in. Red Bull. W sobotę będziemy prezentowali różne labele z Polski, muzykę z tych wytwórni. Przewidzieliśmy też specjalne promocje. Płyty z nagraniami ogłoszonymi na stronie Record Store Day pewnie tu trafią, ale cześć z nich dopiero z opóźnieniem  – zdradził szef SideOne.

Co roku RSD ma swojego ambasadora. W poprzednich edycjach byli to m.in. Ozzy Osbourne (Black Sabbath) i Josh Homme (Queens of the Stone Age). W ubiegłym roku tego zaszczytu dostąpił sam Iggy Pop.

– Jako ambasador „Record Store Day” czuję się jak przedstawiciel jakiejś egzotycznej dżungli pełnej życia i śmierci, seksu i złości, ubrany w futro z lamparta i wysłany, aby tłumaczyć czym jest radość, wszystkim w tym martwym świecie… – komentuje w swoim stylu lider The Stooges.

W 2012 roku, 21 kwietnia doczekaliśmy się wielu premier nowych utworów, reedycji paru odgrzewanych kotletów i cudownych odnalezień zaginionych staroci. Świeżego materiału dostarczą m.in. Franz Ferdinand, The Black Keys, Miles Davis, Sigur Ros i Mastodon. Moby zdecydował się remiksować twórczość Davida Lyncha. Damon Albarn zamierza przerabiać hit „Born to Die” Lany Del Ray. Nawet Abba przygotowała remiksy na ten dzień. Muzycy z Public Image LTD chcą wykorzystać RSD do pormocji pierwszego od dwudziestu lat nowego materiału. 

Bez tytułufot. Maciek Główka

Z okazji Record Store Day prawdziwe cuda przygotowało Third Man Records. Zwariowana wytwórnia z Nashville specjalizuje się głównie w wydawaniu winyli. Szef firmy, Jack White inspirował się chyba Willym Wonką, planując premiery na święto płyt. Nie zabraknie krążków świecących w ciemności, wypełnionych cieczą, elastycznych, zawierających ukryte ścieżki lub inspirowanych mlekiem i miodem. Dystrybucja też nie mogła być zwyczajna. By zdobyć jeden z singli, trzeba będzie go… zestrzelić. Płyty będą rozprowadzane za pomocą balonów z helem. Główne atrakcje są zaprezentowane na filmie poniżej:

http://www.youtube.com/watch?v=qtOtNKHbBNY

Święto sklepów płytowych to doskonała okazja, by ratować przemysł muzyczny i samych muzyków. To ostatnia deska ratunku dla wielbicieli namacalnych albumów i miejsc, w których godzinami można buszować między półkami. Szkoda, że Polska znów pełni funkcję muzycznej Narnii i poza nielicznymi (choć pozytywnymi) wyjątkami, bagatelizuje akcję RSD.
Pełna lista wydawanych albumów i więcej info o na:
WWW.recordstoreday.com
www.facebook.com/RecordStoreDay