WFF 2013: Co kraj, to obyczaj

Filmy są jednym z tych środków przekazu, które w bardzo trafny sposób odzwierciedlają narodowego ducha twórców. Na Warszawskim Festiwalu Filmowym publiczność ma szansę obejrzeć dzieła z wielu państw na całym świecie. Czy w dobie globalizacji, to, z jakiego kraju pochodzi autor obrazu ma jakieś znaczenie?

Francja i Rosja – to kraje zupełnie odmienne, różni je kultura, sposób życia mieszkańców, postrzeganie przez nich rzeczywistości. Jaki obraz obu państw wyłania się z filmów zaprezentowanych na tegorocznym WFF? Czy rzeczywiście Francuzi, jak żaden inny naród, w piękny sposób potrafią opowiadać o miłości? Czy faktycznie ważną częścią rosyjskiej kultury jest rytuał picia wódki? Na warsztat bierzemy dwa filmy – francuski „Happiness” w reżyserii Fabrice’a Grange’a i rosyjski „Geograf przepił globus” autorstwa Alexandra Veledinskiego.

Miłość po francusku

„Happiness” (oryginalny tytuł „Le Bonheur”) prezentowany jest w sekcji „Konkurs 1-2”, która gromadzi pierwsze i drugie pełnometrażowe filmy fabularne w dorobkach reżyserów. Scenariusz został napisany na podstawie książki Denisa Roberta o tym samym tytule. To historia dwojga ludzi, mieszkających w Paryżu, których codzienność zmienia się diametralnie po przypadkowym spotkaniu w kawiarni. Oboje zadowoleni ze swojego dotychczasowego życia, w miarę rozwijania się znajomości, odkrywają nowe wymiary szczęścia i przyjemności. Stopniowo zatracają się we wzajemnej miłości, uczuciu, które staje się coraz bardziej namiętne, a zarazem niebezpieczne.

happiness.jpg„Happiness” fot. materiały prasowe

Głównym tematem filmu Fabrice’a Grange’a jest miłość. Temat ten został poruszany w kinie już tyle razy, że wydaje się, iż trudno jest stworzyć coś nowatorskiego, zdumiewającego świeżością. Francuskiemu reżyserowi udało się to jednak znakomicie. „Happiness” jest dziełem wyjątkowym. To obraz minimalistyczny: jest czarno-biały, nie ma w nim dialogów – cała historia jest opowiedziana przez główną bohaterkę, a ścieżkę dźwiękową tworzy jedynie perfekcyjnie dobrana muzyka – film pozbawiony został odgłosów życia miasta, padającego deszczu czy kroków. Zauważalne są inspiracje kinem niemym – każdy gest, spojrzenie bohaterów są bardzo wymowne, wyraźnie zarysowane. Wszystko to sprawia, iż jest to obraz bardzo poetycki, chwytający za serce w najbardziej niespodziewanych momentach, poruszający najgłębsze emocje. Relacja dwojga bohaterów fascynuje, sprawia, iż widz razem z nimi zatraca się w nieprzewidywalnym szaleństwie. Jednocześnie, ich związek został przedstawiony z niezwykłym wyczuciem, odważne i częste sceny miłości, zahaczające momentami o soft-porno nie szokują, a jedynie zachwycają swoim pięknem.

happines.jpg„Happiness” fot. materiały prasowe

Rosyjska lekcja picia wódki

Zupełnie innym obrazem jest rosyjski „Geograf przepił globus” Alexandra Veledinskiego, na WFF zaprezentowany w ramach sekcji „Pokazy Specjalne”. To tragikomiczna historia nauczyciela Wiktora. Bohater, przeprowadziwszy się do miasta Perm, położonego na głębokiej prowincji u stóp Uralu, staje się coraz bardziej rozczarowany swoim życiem – nie jest w stanie zapanować nad niesfornymi uczniami w szkole; żona prosi go, aby pozwolił jej odejść do jego najlepszego przyjaciela. Mężczyzna zapija smutki kolejnymi butelkami mocnych trunków. Pewnego dnia zobowiązuje się do zabrania swoich uczniów na wycieczkę. Przygoda goni tam przygodę, a seria niespodziewanych i coraz bardziej absurdalnych zdarzeń przysparza widowni coraz więcej śmiechu.

geo.jpg„Geograf przepił globus” fot. materiały prasowe

To właśnie absurd jest tym, na czym głównie opiera się film „Geograf przepił globus”. Widzowie z niedowierzaniem obserwują poczynania głównego bohatera, który z wielkim poczuciem humoru brnie w coraz bardziej komplikujący się splot momentami niewiarygodnych wręcz zdarzeń. Przez cały czas pozostaje optymistą, jego sympatia i lekkie podejście do rzeczywistości sprawia, iż ciężko jest zauważyć jego problem – nieustannie wypijane kolejne litry wódki. „Geograf przepił globus” jest więc historią alkoholika, jednak opowiedzianą w niezwykle nietypowy sposób. W filmie próżno szukać tragicznych scen przemocy czy przerażającego alkoholowego delirium, do których przyzwyczaiły widzów filmy traktujące o podobnej tematyce. Obraz Alexandra Veledinskiego jest dziełem pozytywnym, obfitującym w komiczne sceny prowokujące salwy śmiechu. Film ten jest także satyrą współczesnego rosyjskiego społeczeństwa, w bardzo zabawny sposób obnażająca słabości dzisiejszej Rosji. Wszystko to z domieszką wszechobecnego absurdu.

geooo.jpg„Geograf przepił globus” fot. materiały prasowe

„Happiness” i „Geograf przepił globus” to dwa, zupełnie różne filmy. Odmienny jest sposób prowadzenia narracji – w „Happiness” jest on zrównoważony, poetycki; zdjęcia zachwycają swoim pięknem, a tematyka wzrusza, budzi w widzu głębokie emocje. Tempo wydarzeń w „Geograf przepił globus” nie zwalnia ani na sekundę. Absurd goni absurd, tragiczne wydarzenia przedstawione zostały w komediowy sposób; nieustanne żarty nie dają publiczności nawet chwili na refleksję, pozostawiając ten proces dopiero na czas po filmowej projekcji. Oba obrazy łączy jedno – są to dzieła znakomite. Zarówno Francuzi, jak i Rosjanie udowodnili, że najlepiej wychodzą im filmy, o rzeczach, na których znają się najbardziej.