Porozmawiajmy. Lubię to

Brzmi znajomo? Pewnie tak. Codziennie logujemy się na swojego Facebooka, przeglądamy posty, niektóre lajkujemy. Czasami zdarza nam się nawet dodać komentarz pod wpisem. Jednak musi być to coś naprawdę wyjątkowego. Wpisanie kilku literek zajmuje przecież tak dużo czasu. A dzisiaj każdy się śpieszy. Próbuje łapać chwile i wyciskać z nich tyle, ile się da. A pisanie jest tylko bezużytecznym zajęciem.

 

 

wrzutka_pl_zdjecie_w_tle_94.jpg

 

Migacz

– Wiesz, że Piotrek był w Paryżu?

– Wow, pewnie zabrał swoją dziewczynę?

– Nie, jego rodzice pojechali tam na wycieczkę w rocznicę ślubu i wzięli go ze sobą.

– Opowiedział ci o tym, podzielił się wrażeniami?

– Nie, nie rozmawiałam z nim. Widziałam tylko zdjęcia na fajsie.

 

***

– Nie wiesz co się dzieje z Kaśką?

– Z Kaśką? Nie rozmawiałam z nią, nie wiem. Coś się stało?

– Dawno nie widziałam jej na czacie.

 

***

– Wczoraj pokłóciłam się z Bartkiem. Padło kilka niemiłych słów. Chyba się na mnie obraził.

– Czemu tak sądzisz?

– Od rana nie odpisuje na mojej sms – y.

 

„Ludzie listy piszą, zwykle polecone…”

Czy naprawdę nie potrafimy się inaczej komunikować? Dlaczego to, co chcemy sobie przekazać, ogranicza się tylko do tego, co wpiszemy za pomocą klawiatury komputera czy telefonu? Kiedyś technologia nie była tak rozwinięta, jak dziś, ludzie żyli bez laptopów i smartfonów. I mieli się bardzo dobrze, może nawet lepiej, niż obecnie. Kiedy chcieli porozmawiać, umawiali się na spotkanie, przychodzili w odwiedziny z czekoladkami i kwiatami. Wspólnie pili kawę, herbatę czy jakikolwiek inny trunek. I rozmawiali. Dzielili się zmartwieniami i radościami. A przy tym patrzyli sobie w oczy. Dzięki temu wszystko było szczere i prawdziwe. Jeśli kogoś dzieliła duża odległość – wysyłano listy. Wtedy nawet charakter pisma potrafił powiedzieć wiele. Widząc niedokończone litery i rozmazany tusz można było stwierdzić, że ktoś był zdenerwowany i pisał pod wpływem emocji. Piękne i ozdobne znaki odzwierciedlały spokój i zadowolenie. Człowiek nieszczęśliwy nie robi przecież ślimaka z ogonka pisząc „g”. Treści listów były więc szczere. Dzisiaj wysyłając maila możemy usunąć każde słowo w każdej chwili. A w liście? Człowiek nie wstydzi się tego, co pisze. Nie skreśla tego, co przed chwilą przelał na papier. Przecież poskreślany tekst wyglądałby tak nieestetycznie.

 

Jednym wleci, drugim wyleci

Świat ciągle pędzi do przodu. Czy to znaczy, że wkrótce nie będziemy już nawet mogli zdążyć ze sobą porozmawiać? Dlaczego nie odwiedzimy znajomego, który właśnie wrócił z Paryża? Czemu nie damy sobie okazji, aby wyrazić swój zachwyt i widzieć, jak jego oczy stają się coraz bardziej radosne z każdą kolejną opowieścią? Teraz idziemy na łatwiznę. Klikniemy na łapkę w górę i po wszystkim. A za kilka chwil zapominamy o całej sprawie.

Czy nie rozmawiając, sami sobie nie szkodzimy?

 

A, lajknę

Przycisk „lubię to” pozwala wyrazić aprobatę względem czegoś bez używania słów. Lubimy post przyjaciółki, nową kawiarnię, w której wypiliśmy wyśmienite late, promocję w Zarze. Jak pisze prof. Mirosława Wawrzak – Chodaczek w książce „Komunikacja – (po)rozumienie – obecność społeczna”: W ostatnim czasie „Lubię to” to nie tylko zwykła aplikacja wpisująca się w komunikację na Facebooku. To pewien styl, a także symbol skrótowej komunikacji. (…) można dostrzec w tym pewne zagrożenie dla pełnej komunikacji, której fundamentalnym elementem jest dialog. Z drugiej jednak strony „Lubię to” ma pozytywne strony. Gdy temat poruszany w rozmowie nie wymaga dłuższych komentarzy, pozwala zostawić po sobie ślad, jasną sugestię, że popieramy dane stanowisko.

 

Stoliki, nie stoły

Czy ktoś, kto kiedyś wymyślił kawiarenki, oczyma wyobraźni widział tylko filiżanki wypełnione kawą wszelkiego rodzaju? Z pewnością nie. Widział przede wszystkim ludzi tę kawę pijących. Siedzących przy stolikach i rozmawiających. Stolikach, nie stołach. Odległość między dwiema osobami nie może być przecież duża. Bliskość pozwala bowiem być szczerym. Bliskość pozwala się otworzyć. Aby kawiarnie nie upadły, potrzebują ludzi. Ludzi, którzy chcą ze sobą rozmawiać.

 

Ania

„Każdy wpis rodzi się z jakiegoś przeżycia. Czasami ktoś uśmiechnie się do mnie w autobusie, innym razem nie wezmę parasolki i akurat w drodze na uczelnie lunie deszcz. To prowokuje mnie do przelania swoich emocji na ekran. Nieraz, kiedy mam jakiś problem i nie potrafię sobie z nim poradzić, stwarzam historię. Wymyślam bohaterkę, dajmy na to Anię, pod którą kryję się ja. Ania ma np. jakiś dylemat, nie wie, którą drogę wybrać. Jej przypadek pojawia się na moim blogu. Nie muszę długo czekać na komentarze. Czytelnicy potrafią napisać coś, co naprawdę mi pomoże. A przecież nie wiedzą, że Ania to ja. Zresztą, nawet gdyby wiedzieli – nie znają mnie osobiście. Wśród moich czytelników jest tylko 5 koleżanek z liceum. Reszty albo nie znam wcale, albo pośrednio, śledząc ich blogi.”

 

To słowa jednej z blogerek będące odpowiedzią na moje pytanie, skąd czerpie inspiracje na wpisy. Dlaczego zamiast wyżalić się komuś na ramieniu i zapytać o radę moja rozmówczyni woli stworzyć historię na blogu i sugerować się komentarzami osób, które nawet jej nie znają? Czy nie mamy już przyjaciół, z którymi możemy porozmawiać o wszystkim? A może ich mamy, ale nie chcemy rozmawiać? Czy na końcu tego tunelu nie stoi zaniknięcie więzi międzyludzkich?

 

Selfie, wzruszenie ramion i „zadzwoń do mnie”

to emotikony, które pojawią się w przyszłym roku. Pracują nad nimi producenci Apple i Google. W ankiecie, którą przeprowadził portal Yahoo, wśród 40 tys. swoich użytkowników, 82% przyznało, że stosuje emotikony w codziennych rozmowach. Aż 72% Brytyjczyków uważa, że dzięki nim łatwiej wyrażać emocje.

Skoro powiększa się zasób emotikonów, z których możemy korzystać, może niedługo będziemy porozumiewać się tylko za pomocą buziek?

 

Dwie strony medalu

Wg prof. Stanisława Juszczyka („Człowiek w świecie elektronicznych mediów”): W pewnym stopniu rzeczywistość wirtualna sprzyja rozwojowi pośrednich kontaktów interpersonalnych. To Internet stał się dla wielu ludzi „miejscem” spotkań i nawiązywania nowych znajomości, szczególnie dla ludzi nieśmiałych i mających z różnych powodów problemy w podtrzymywaniu kontaktów interpersonalnych. Z drugiej jednak strony: (…) długotrwałe komunikowanie w świecie wirtualnym sprawia, że następuje wirtualizacja bądź odrealnienie tego, co rzeczywiste czy też naszego rozumienia rzeczywistości. Młody człowiek może zatracić umiejętność komunikowania się w grupach społecznych, szczególnie w rodzinie oraz umiejętność empatii do środowiska ludzi, z którymi obcuje.

 

Słowa, pomimo tego, że są jednym z najlepszych nośników, jakie mamy, wcale nie są najłatwiejsze w użyciu. Ale to nie znaczy, że nie mamy się nimi w ogóle posługiwać. W końcu nie nauczono nas mówić po to, abyśmy teraz milczeli.