Po drugiej stronie kamery



Na liście najniebezpieczniejszych zawodów świata z pewnością powinien znaleźć się zawód filmowca. Przeprawy przez góry, jazda nad przepaścią czy możliwość bycia zbombardowanym podczas snu to tylko niektóre z przygód, jakie przeżył dokumentalista dr. Krzysztof Kopczyński podczas pracy nad swoimi filmami. A wyprodukował ok. 50 dokumentów, które były pokazywane w telewizjach i na festiwalach, w co najmniej 70 krajach, zdobywając 130 nagród. Jest on także członkiem m.in. Europejskiej Akademii Filmowej i Polskiej Akademii Filmowej.

Który film ze swojego dorobku darzy Pan szczególnym sentymentem?

„Kamienna cisza”, film zrealizowany w 2005 i 2006 roku w wysokich górach w północnym Afganistanie, opowiadający historię Aminy, zamordowanej przez krewnych posądzających ją o cudzołóstwo. Był dotąd pokazywany w 38 krajach. Robiąc ten film zrozumiałem lepiej niedostatki aksjologii otaczającego mnie świata. Zrozumiałem też lepiej kobiety. Przeżyłem sporo przygód. Rozmawiałem po pokazach z widzami w 20 krajach. To wszystko dużo mnie nauczyło.

 

kopczynski.jpgfot. Piotr Małecki

 

Od czego zaczęła się przygoda z „Kamienną ciszą”?

Prowadziłem warsztaty „Polska-Rosja. Nowe spojrzenie” w Moskwie w maju 2005 roku. Z Moskwy leciałem do Kabulu, na dokumentację filmu jednej z uczestniczek warsztatów – Beaty Dzianowicz. Film nosi tytuł „Latawce” i opowiada o kursie dokumentalnym, jaki prowadzili polscy filmowcy w szkole artystycznej w Kabulu. Spotkaliśmy się na lotnisku. Poprzedniej nocy miałem dziwny sen. Przyśnił mi się anioł, który zwrócił się do mnie: „Krzysztofie, cieszę się, ze jesteś odnoszącym sukcesy producentem filmów dokumentalnych, ale jeśli chcesz być prawdziwym filmowcem, musisz zostać reżyserem”.

 

ddddKadr z filmu „Kamienna cisza”

Spełnił się ten sen?

W samolocie Beata powiedziała mi: „Byłeś tydzień w Moskwie i nie mogłeś śledzić bieżących informacji, dlatego zrobiłam wydruki z Internetu”. Pierwszym, co zobaczyłem była wiadomość z BBC o kobiecie, którą ukamienowano w północnych górach Afganistanu za podejrzenie cudzołóstwa. Wtedy przypomniałem sobie anioła ze snu i zrozumiałem, że to jest temat, który muszę podjąć.

 

Jak dalej potoczyła się praca?

Zapytaliśmy tłumacza, czy w to miejsce da się w ogóle dostać. Okazało się, że trzy razy w tygodniu lata tam samolot. Jest jednak odcinek, który trzeba przejść pieszo przez góry. Potrzebna nam była jeszcze ekipa, a przede wszystkim operator obrazu. Miał do nas przylecieć Jacek Petrycki, operator filmów Krauzego, Kieślowskiego czy Holland. Nie znaliśmy go jednak i nie wiedzieliśmy, czy zgodzi się narażać na niebezpieczeństwo. Poprosiliśmy go tylko, aby na wszelki wypadek zabrał buty górskie. Te buty krótko przed śmiercią podarował mu Krzysztof Kieślowski. I on w tych butach poszedł z nami na miejsce ukamienowania Arminy.

 

fgKadr z filmu „Kamienna cisza”

Spotkało tam Pana coś niebezpiecznego?

Najgroźniejsza sytuacja miała miejsce, gdy ostatecznie udaliśmy się realizować zdjęcia w wiosce Spingul. Samoloty już nie latały, więc trzeba było jechać samochodami. Nie było nas stać na ochronę, mieliśmy tylko dwóch ludzi. Po zrobieniu materiału postanowiliśmy tam zanocować. Miejscem noclegu stał się mały meczet. Wieczorem do naszych gospodarzy przyszli mieszkańcy sąsiedniej wioski, którzy dowiedzieli się o naszym pobycie i oznajmili, ze jest to niedopuszczalne, aby biali mieszkali w dolinie. Powiedzieli też, że obrzucą nasz meczet granatami. Nasi gospodarze wyjęli karabiny maszynowe i powiedzieli, że będą nas bronić. A to, dlatego, że prawo muzułmańskie mówi, że gościa należy na jedną noc przyjąć, nawet, jeżeli jest wrogiem. Dużą rolę w tym zajściu odegrał jeden z ochroniarzy, mówiący językiem tych górali. My nie zdawaliśmy sobie z niczego sprawy. O całym zajściu dowiedzieliśmy się następnego dnia podczas powrotu.

 

nnnhhKadr z filmu „Kamienna cisza”

Jak wyglądała dalsza dokumentacja?

Pojechaliśmy do więzienia, gdzie siedzieli mężczyźni oskarżeni o zabójstwo Aminy. Po drodze spotkaliśmy czołg niemiecki i sierżanta, który opowiadał o tym, jak bardzo tęskni za Europą i mimo tego, ze dużo zarabia, nie chce dłużej być w Afganistanie. Powiedział też, że nie wolno im jeździć w te tereny, gdyż jest tam zbyt niebezpiecznie. Później dowiedzieliśmy się, ze w tej miejscowości, gdzie znajdowało się wiezienie, jest największa na świecie fabryka heroiny. Te interesy są odpowiednio chronione, dlatego tez nikt tam nie jeździ. W Afganistanie największa częścią gospodarki jest produkcja narkotyków, które rozchodzą się stamtąd na cały świat.

 

nnnKadr z filmu „Kamienna cisza”

Jak dalece reżyser może ingerować w opowiadaną historię?

Gdy nagraliśmy półtora dnia zdjęciowego nie mieliśmy kawałka napisanego tekstu. Historie opowiadamy montując ją. Nie trzeba mieć zahamowań. Nie jest oszustwem dokręcenie jakiegoś materiału czy skrócenie wypowiedzi. To jest przekaz filmowy, tu nie ma mowy o jakimś odwzorowaniu prawdy. Film jest zawsze interpretacją. Wartość przekazu zależy nawet od tego, gdzie się postawi kamerę.

 

Skoro nie istnieje prawda w kinie jak to się ma do stwierdzenia Kieślowskiego, ze życie pisze najlepsze scenariusze?

Rzeczywiście Kieślowski uważał, że nie trzeba wymyślać historii, bo wystarczy sfilmować te, które napotykamy w życiu. Jeśli jednak ktoś woli filmować to, co mu się przyśniło, albo to, co sobie wyobraził, albo dokonać adaptacji literatury – proszę bardzo. Prośba tylko, by nie zapominał o widzach.

 

A co jeśli nie ma się pomysłu na film lub sytuacja zmusza do jego zmiany?

Wojciech Kasperski pojechał na Ałtaj, aby zrobić film o szamanach. Okazało się, że jest to niemożliwe, ponieważ zwykle od rana są oni pijani. Filmowanie ich w takiej sytuacji byłoby nierycerskie i mało atrakcyjnie. Musiał jednak wrócić z jakimś materiałem. Przechodził wraz z ekipą przez wieś i zobaczył chłopca bawiącego się płonącymi drzazgami. Był to bardzo filmowy obraz- zachodzące słońce podświetlające góry, chłopiec skupiony na ogniu. Wtedy wyszła z chaty matka chłopca i zaprosiła ich do środka. Spędzili u tej rodziny 3 tygodnie. Tak powstał film pt. „Nasiona”. Zrobili ten film bez żadnego pomysłu, nie wiedząc, jaka historia wydarzyła się w tej rodzinie.

 

Jak długo robi się film dokumentalny?

Najdłuższy czas produkcji, o jakim słyszałem to ok. 31 lat. Tyle czasu powstawał obraz Mariana Marzyńskiego, pt. „Anya”. Zaczął on zdjęcia w dniu urodzin tytułowej bohaterki, swojej córki, a zakończył, kiedy ona sama urodziła córeczkę. Prace nad filmem, który obecnie kręcę zacząłem 6 lat temu, a na ekrany trafi on w przyszłym roku.

 

Co to będzie za film?

To film dokumentalny, pt. „Dybuk. Rzecz o banalności świata”, opowiadający o chasydach przejeżdżających do Humania i Bracławia na Ukrainie świętować Rosz Haszana, żydowski nowy rok. Pomysł przyszedł poniekąd z TVP Kultura – redaktorzy stamtąd zapytali mnie, czy nie zrobiłbym dokumentu o Michale Waszyńskim, twórcy klasycznego filmu „Dybuk” z 1937 roku. Nie zrobiłem, ale zainteresowałem się chasydami.

 

Skoro kręcenie filmu zajmuje czasem tyle lat to, czy da się przewidzieć,  jak w tym czasie zmieni się sytuacja w mediach?

Tego nie da się przewidzieć. Nie wiemy nawet jak będą wyglądały media za 3 lata. Możemy tylko sobie wyobrażać pewne tendencje. Na pewno będzie się rozwijać telewizja na żądanie i mniej będziemy skazani na oglądanie programów w ciągłych pasmach. Poza kanałami informacyjnymi.