Komedia pomyłek

Kuba Nieścierow w swoim pełnometrażowym debiucie postanowił sięgnąć po rzadko w Polsce eksploatowaną formę czarnej komedii. Niestety, wiele wskazuje na to, że film „Kochanie, chyba cię zabiłem” nie zostanie rodzimym klasykiem gatunku.

Głównym bohaterem tej komedii pomyłek jest Jan (Zbigniew Zamachowski), nudny i poukładany doradca finansowy. Pewnej nocy, gdy przyłapuje żonę (Izabela Kuna) in flagranti ze swoim szefem, wywiązuje się sprzeczka, podczas której kochankowie przypadkowo giną. Wkrótce dowiaduje się, że znajomy detektyw uwiecznił jego zbrodnię i żąda za nagranie pokaźnej sumy pieniędzy.

Tropem Jana ruszają wyjątkowi policjanci: tchórzliwy i przesądny Graś (Arkadiusz Jakubik) oraz naśladujący Clinta Eastwooda pechowiec Wierzbowski (Ireneusz Czop). Motyw nieudolnych gliniarzy to tylko jeden z przykładów braku oryginalności twórców. Zresztą reżyser stara się czerpać pełnymi garściami ze światowego kina. Wspomniany detektyw jest jak postać z filmów noir – szemrany cwaniak z whisky, cygarem i problemami finansowymi. Od chwili, kiedy makabryczne nagranie trafia w ręce pracownika wypożyczalni DVD, mamy do czynienia z kinem drogi. Bohaterowie zmierzają bowiem do Sopotu, gdzie czekają na nich duże pieniądze.

kochanie.jpgNieustraszonych policjantów grają Ireneusz Czop i Arkadiusz Jakubik

Film kręcono w ekspresowym tempie – 17 dni – i faktycznie sprawia wrażenie, jakby nie było zbyt wielu dubli. Ze świecą szukać w nim kreacji choćby porównywalnych do tych stworzonych przez Mirosława Zbrojewicza czy Macieja Stuhra w „Chłopaki nie płaczą”, będącym widoczną inspiracją Nieścierowa. Akurat nawiązania do znanych polskich filmów są mocną stroną filmu. Podobnie jak w komedii Olafa Lubaszenko porywacz i jego zakładnik słuchają „starej polskiej muzyki” jadąc samochodem. Powtarza się też motyw wypożyczalni filmów. Z kolei po pewnym niefortunnym strzale Zamachowski wypowiada tę samą, słynną już, kwestię, co szeregowy Dolas po rozpętaniu drugiej wojny światowej. Miłym akcentem są też filmowe rebusy, rozrywka pracowników rzeczonej wypożyczalni.

Scenariusz musiał chyba powstawać w podobnym, jak zdjęcia, pośpiechu, co sugerują rażące niekonsekwencje i uproszczenia. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn dwaj skłóceni policjanci nagle zaczynają się lubić, a stateczny finansista staje się psychopatą, by potem powrócić do łask widzów. Kiedy film tego wymaga, okazuje się, że warszawski glina zna skrót do portu w Sopocie. Całość przypomina kompilację przypadkowo ze sobą połączonych skeczów.

W dodatku są one pozbawione polotu. Absurdalne zwroty akcji, jak czyjaś śmierć od rykoszetu, są bardziej żenujące niż śmieszne. Zaginiony humor starają się ratować wulgaryzmy, w wielu miejscach dodane na siłę. Film, który z założenia miał być komedią, raczej nie zachwyci wielbicieli tego gatunku.

Kinowego debiutu reżysera nie można nazwać udanym. Film nie sprawdza się ani jako czarna komedia, ani jako film akcji, którym usiłował być. Jest co najwyżej komedią pomyłek. Pomyłek twórców, które – niestety – nie śmieszą.

 

plakat kochanie chyba cie zabilem.jpg„Kochanie, chyba cię zabiłem”

reżyseria: Kuba Nieścierow

premiera: 4 kwietnia 2014 (Polska), 4 kwietnia 2014 (świat)

Polska, 85 min.