Azja smakuje melancholią

Dwa główne pasma 5. Festiwalu Filmowego Pięć Smaków prezentowały filmy z Tajwanu oraz Korei. Właśnie głównie dzięki nim w jesienny nastrój Warszawy wmieszały się subtelne, przepełnione duchem azjatyckich kultur, refleksje. Zetknięcie się z nimi było bardzo inspirujące.

Organizowany przez fundację Arteria po raz piąty festiwal, a właściwie – by precyzyjniej go scharakteryzować – przegląd filmów azjatyckich, to inicjatywa szczególna. Rokrocznie wybierany jest temat przewodni kina danego kraju, co ma na celu jak najlepsze przybliżenie widzom najważniejszych jego cech. Najlepszym pomysłem przedstawienia ich jest retrospektywa jakiegoś wybitnego reżysera i tym razem dotyczyła Hsiao-hsiena Hou, a krajem był Tajwan.

Wybrano najważniejsze obrazy Hsiao-hsiena Hou spośród trzech stylistyk, w których poruszał się przez swoją dotychczasową twórczość. Pokazy ułożone chronologicznie począwszy od „Miasta smutku” – najbardziej reprezentatywnego dla nowofalowej (długie, statyczne ujęcia, plany ogólne, niespieszna narracja) i czerpiącej z historii Tajwanu części filmów tego reżysera. Można było także zobaczyć arcydzieło estetyczne, czyli „Kwiaty Szanghaju” opowiadające o dziewiętnastowiecznych „kwietnych domach” szanghajskich kurtyzan, którego akcja dzieje się w zamkniętych pomieszczeniach i zachwyca zmysłowością. Pojawiły się też tytuły, w których Hou zawarł swoją fascynację młodymi ludźmi i współczesnością, a mianowicie „Cafe Lumiere” oraz „Millenium Mambo”. Na podsumowanie retrospektywy tajwańskiego reżysera wyświetlono zaś „Trzy miłości” – trzyczęściową opowieść w różnych stylistykach, w której Hsiao-hsien Hou rozlicza się ze swoich wcześniejszych filmów. Organizatorzy Pięciu Smaków zadbali, by widzowie mogli zakosztować każdego elementu fascynacji towarzyszących twórcy od początku jego kariery. Filmy nie tylko okazały się piękne wizualnie, ale też niezwykle subtelne w narracji i pouczające fabularnie.

219630.1.jpg

kadr z „Trzech miłości” w reż. Hsiao-hsiena Hou

Drugim z głównych pasm festiwalu było Taste Of Korea przedstawiające bogactwo koreańskiego kina. Nie obyło się bez nocy grozy, a także dwóch filmów jednego z najważniejszych współczesnych reżyserów koreańskich, Sang-soo Honga. W „Oki”  przyglądał się środowisku szkoły filmowej, zaś „Hahaha” było pełną humoru refleksją na temat przypadkowości w ludzkim życiu. W tej sekcji zaprezentowano również odkrycie rotterdamskiego festiwalu – debiut fabularny Sung-hyuna Yoona „Posępna noc” będący wielopłaszczyznowym dramatem psychologicznym o przyjaźni i samobójstwie młodych ludzi. Zdumiewał i zachwycał dojrzałością reżyserską, jak również wizualną precyzją, a przecież twórcy dopiero co skończyli szkołę filmową.

Nie zabrakło także japońskiego kina samurajskiego, które pierwszy raz gościło na Pięciu Smakach, a także tajwańskiej, jednak kręconej w Japonii, adaptacji powieści „Norwegian Wood” Harukiego Murakamiego, które zapierało dech zdjęciami i budziło podziw zgrabnością narracji. Filmy te pojawiły się w sekcji Nowe Kino Azji, natomiast ostatnia – Sushi Typehoon – pokazywała kino z pogranicza erotycznego i akcji.

224009.1.jpg

kadr z „Norwegian Wood” w reż. Anh Hung Trana

To udowadnia bogactwo tegorocznego repertuaru Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, który raz jeszcze zadbał o to, by pokazać jak najciekawsze tytuły badające kondycję współczesnego kina azjatyckiego. Organizatorom należy się szacunek za dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, a także uświetnienie całego przedsięwzięcia bankietem na rozpoczęcie i zakończenie wydarzenia, gdzie podawano oryginalne azjatyckie jedzenie. Poza kulinarnymi smakami, można było jeszcze obejrzeć wystawę ilustracji-interpretacji do wszystkich pokazywanych w Kinie Muranów i KINO.LAB-ie filmów, autorstwa Doroty Podlaskiej. Minimalistyczne w formie, a przy tym niewielkie, pełne jednak były osobistych emocji artystki, która chciała w tej formie stworzyć recenzje poszczególnych produkcji. Warto było skonfrontować z nimi własne ich interpretacje.

Festiwal smakował w tym roku refleksyjną melancholią, bowiem z wielu przejmujących filmów wychodziło się zamyślonym bądź przejętym. Historie, czy to osadzone w przeszłości czy współczesne, częstokroć poruszały do głębi, a także zapierały dech formą. Ci, którzy zdecydowali się uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu, nie powinni narzekać. Jedynym mankamentem była niewielka ilość czasu potrzebna na przemieszczenie się między dwoma kinami, co owocowało spóźnianiem się na seanse, ale wobec tak szerokiego wyboru filmów można to organizatorom wybaczyć. Ten jesienny tydzień na pewno nie był stracony.

%d bloggers like this: