Pidżama Porno ponownie w trasie – relacja z koncertu w Warszawie

Koncert Pidżamy Porno 29 października w Palladium był pierwszym na krótkiej, obejmującej raptem pięć miast, jesienno-zimowej trasie. Poznański zespół sprezentował warszawskiej publiczności cudowną, sentymentalną podróż w przeszłość, wykonując najważniejsze utwory ze swojego repertuaru.

Pierwszym supportem poznańskiej grupy była artystka AnnMe, czyli Anna Mysłajek. Wokalistka, śpiewająca także w grupie Buenos Agres, zaprezentowała publiczności spokojniejsze kompozycje, ale nie zabrakło także takich, które porwały publiczność. Muzyka Anny to świetne połączenie interesujących tekstów z subtelną, ale bardzo klimatyczną muzyką, urozmaicaną funkowymi brzmieniami. Warto śledzić karierę wokalistki, ponieważ muzyka, którą tworzy, jest bardzo interesująca. Drugim supportem był zespół Marne Szanse — mieszanka rocka i elektroniki. Przez ponad pół godziny skutecznie rozgrzewali publiczność i zarażali swoją ogromną energią, co skutkowało dobrą zabawą pod sceną. Jednak muzyka zespołu po dłuższym czasie drażniła, głównie ze względu na zbyt dużą dawkę elektroniki, rodem z popowych przebojów, i proste teksty śpiewane przez wokalistę z wstawkami typu „dziś w klubie będzie bang„.

Po ponad godzinie supportów, na scenie pojawił się zespół, na który wszyscy czekali. Wielu fanów zgromadzonych w Palladium miało szczęście być na koncertach Pidżamy Porno w przeszłości. Jednak młodsze osoby, które zaczynały swoją przygodę z muzyką zespołu w wieku 15-18 lat, czyli już po zawieszeniu działalności zespołu, nie miały okazji być na występie grupy. I zarówno dla tej pierwszej, ale przede wszystkim dla drugiej grupy, sobotni wieczór był pewnego rodzaju powrotem do młodości, nieważne czy tej sprzed 20, 10 czy 5 lat. Koncert w Palladium pozwolił na nowo poczuć się jak na spotkaniu ze znajomymi, kiedy głośno słuchało się Twojej generacji, ponownie przeżywało się dawne rozterki miłosne przy akompaniamencie Stąpając po niepewnym gruncie czy dedykowało się bliskiej osobie 28 (One Love). Widząc na scenie zespół w doskonałej formie, czuło się bijącą od nich energię, ale jednocześnie luz i pozytywne nastawienie, co przenosiło się także na publiczność. I jak przystało na punk rockowy koncert, nie zabrakło skór, glanów, pogo i ludzi niesionych na rękach tłumu. Sam Grabaż wyglądał, jakby miał ochotę rzucić się w falujący tłum, wielokrotnie nachylając się w stronę publiczności. Grabażowi, a także reszcie zespołu, zależało na interakcji z publicznością — wokalista zapowiadał każdą z piosenek, czasami krótko je komentując, a podczas Gdy zostajesz u mnie na noc gitarzysta Andrzej Kozakiewicz zaaranżował tradycyjne klaskanie na trzy we wstępie piosenki. Na koncercie nie zabrakło politycznych aluzji, ale trudno o ich brak, bo, jak wiadomo, Grabaż w swoich tekstach często komentuje absurdy rzeczywistości. Posłuchanie ich na żywo, przy obecnej sytuacji w Polsce, było ciekawym doświadczeniem, bo jak się okazuje, teksty sprzed lat wciąż są aktualne i poruszają sedno obecnych problemów.

Pidżama Porno działa na polskiej scenie 29 lat i zyskała miano zespołu kultowego. Na koncercie nie czuło się ani czasu jaki upłynął od debiutu, ani też „wyższości” ze strony zespołu w kontakcie z publicznością. Występ był świetną okazją do tego, żeby przypomnieć sobie piosenki, które dla zgromadzonych fanów z pewnością wiele znaczyły i wciąż znaczą. Tego dnia, jak wspomniał Grabaż, miały miejsce w Warszawie koncerty dwóch innych ważnych zespołów: Kultu w Stodole i Placebo na Torwarze. Pomimo tych okoliczności, koncert w Palladium się wyprzedał, co jest tylko potwierdzeniem, że Pidżama Porno bezsprzecznie wiele znaczy w polskiej muzyce i mimo upływu lat, twórczość zespołu wciąż brzmi aktualnie i świeżo.
Setlista z koncertu

fot. Agnieszka Tudek
fot. Agnieszka Tudek
fot. Agnieszka Tudek
fot. Agnieszka Tudek
fot. Agnieszka Tudek
fot. Agnieszka Tudek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.