Dalsza część rozmowy z Genowefą Kośka pochodzącą z małej wsi Roszkowa Wola na Mazowszu, odnosząca się do wiejskich zabobonów i rytuałów, w które dawniej wierzono.
Zakazane w ciąży
Genowefa: Nie wolno było przez dyszle przechodzić od woza. Jak koniem się jechało to musiał być wóz do czegoś przyczepiony. I wtedy taki dyszel był, i nie Wilno było przechodzić. Przez płoty, siatki żadne bo to mogło dziecko wyjść w pępowinę obrośnięte. A ja uważałam na to nie patrzałam, bo nie wierzyłam i przechodziłam, to matka (córka) była poowijana i jeszcze z lewą ręką przy głowie się rodziła.Potym dopiero babcia Julka zobaczyła to to zaczyli na mnie wrzeszcyć. Ale to tylko pierwsze początki takie są że nie wolno. Nie można było sobie nitki na szyję zakładać też, bo tak samo. Położna jak zobaczyła to się wydarła, aż zabluźniła. Bo ja naturalnie rodziłam nie miałam cesarki.
Przy konaniu
G: Jak ktoś umierał to nie można było płakać. Bośmy tak z siostrą przerwali dziatkewi Antkowi, bo tak żeśmy płakały, to potem dziadek nie mógł skunać. Modliła się długo ciotka Ceranowa za niego, ale i tak oczy się nie do końca zamknęły i tak żeśmy pieniążki kładli na oczach, żeby się oczy domkły. No i zergar się zatrzymywało. Żeby dusza mogla ulecieć.
G: Ciało w trumnie w domu leżało, to potym jak się już wychodziło do kościoła to trzeba było wszystkie krzesła poprzewracać, kanapę zaścielić. Żeby nie usiadł, powrotem nie został. Okna tyż trzeba było otworzyć, żeby dusza nie została. Żeby mogla ulecieć z domu.
G: Nieboszczyk przychodzi na trzeci dzień… no, dusza przychodzi na plac. Na trzeci dziń po pochówku. I to może być prowda, bo dziadek to na trzeci dziń, a my przy oknie spałyśmy. Psy zaczęły tak szczekać, jo wyjrzałam do tego okna spojrzała, tak jakbym widziała bez to okno. Mi się przewinął dziadek Józiek.
Powrót do mieszkania
G: To się zawsze jak się czegoś zapomni z domu przed wyjściem albo jak się gdzieś jedzie to zawsze trzeba przystanąć, usiąść i się pomodlić. Żeby ani z chałupą nic się nie stało i w drodze żeby wszystko bezpiecznie było.
