Życie na cmentarzu

Reporter z fotografem polecieli na Filipiny. Nie do hotelu pod palmami, lecz na cmentarz, gdzie żyją ludzie. A konkretnie śpią na grobach, między nimi, tam gotują, myją się, kochają i rodzą dzieci. Najnowsza książka Wojciecha Tochmana „Eli, Eli” zabiera do jednego z najgorszych miejsc, do świata slumsów.


True Manila to slums-wycieczka dla białych turystów na cmentarz. Organizuje ją Edwin N., Filipińczyk mieszkający na Onyksie, głównej ulicy slumsów. Ogłoszenie tej przygody wisi w hostelu, gdzie przybywają bogaci turyści. Edwin N., jako organizator, dla zwiedzających przygotowuje jedzenie w torebkach – trochę ryżu i sardynek by mogli karmić dzieci Onyxu podczas przechadzki. Turyści z kawałkami jedzenia i aparatami fotograficznymi wyruszają oglądać biedę.

Tochman wypady te nazywa bieda-wycieczkami, podglądaniem nędzy. Filipiny można oglądać z perspektywy grubych portfeli i klimatyzowanych apartamentów, można być przez chwilę dobroczyńcą z zachodu i nakarmić dziecko, które nie miało nic w ustach przez cały dzień, a potem wrócić do jacuzzi z bąbelkami i spłukać z siebie smród slumsu. Wojciech Tochman i Grzegorz Wełnicki, autor zdjęć, zostawili za sobą przyzwyczajenia zachodniego świata, luksusy i uprzedzenia i  zanurzyli się całkowicie w niebezpieczną otchłań cmentarzy.

 

fot. Grzegorz Wełnickifot. Grzegorz Wełnicki

 

Reportaż „Eli, Eli” powstał z wielu rozmów z mieszkańcami Onyxu i Cmentarza Południowego – dzielnic biedy. Rozciągają się one tuż pod szklanymi wieżowcami zachodnich firm. Ludzie mieszkają na starych, betonowych grobach, także w nich lub między nimi, komu jak wygodniej. Budują „domy” – baraki z dykt i drewien przykrytych falistą blachą. Tochman rozmawia z nimi, daje głos wykluczonym, tym z marginesu, zapomnianym przez społeczeństwo. O swoim życiu między innymi opowiada mu kobieta cała w purchlach, dużych wciąż rosnących bąblach, obrastających jej całe ciało. Nazywana kobietą drzewem. To Josephine Vergara mieszkanka Onyxu. Mimo, że żyje na wyspie nigdy nie widziała morza. Albo, dopiero wypuszczony z więzienia, Danilo Hernandez, który potrafi zamordować na oczach innych. O sobie mówi również trzynastoletni Christan de Leon, sierota, który mieszka w sarkofagu i codziennie pali 10 papierosów. Na Filipinach żyje dwa miliony sierot. Reporter porusza kwestie handlu dziećmi, bo bez opieki dorosłych są najłatwiejszą zdobyczą. Nikt się nie troszczy o to czy dostaną coś do jedzenia i czy mają gdzie spać. Edukacja? Szkoły? Priorytetem dla dzieci jest zdobycie jedzenia, na które trzeba zarobić. Przejmujący jest temat turystyki seksualnej. Interes ten kwitnie na Filipinach dzięki bogatym białym turystom z zachodu. Kobiety są przekonywane wizją lepszej pracy, a następnie sprzedawane do burdelu, gdzie następuje „ujeżdżanie”, jak pisze Tochman, czyli zamykanie w pomieszczeniu, bicie, głodzenie, gwałcenie, faszerowanie narkotykami. Po tym okresie kobieta gotowa jest do obsługiwania klientów.

„Eli, Eli” to początek zdania, które wypowiedział Jezus umierając na krzyżu. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Filipińczycy są narodem mocno wierzącym, słyną ze scen publicznego krzyżowania podczas Świąt Wielkanocnych. Jak to możliwe, że na tak kochających Boga ludzi spada tyle nieszczęść? Czy Bóg zapomniał o tych najbardziej potrzebujących?

 

4_800.jpgfot. Grzegorz Wełnicki

 

Historie te szokują i wprowadzają niepokój, nie pozwalają spojrzeć na Filipiny w łagodny sposób, przez pryzmat białych plaż i lazurowej wody. Ta książka, mimo że jest kolejną pozycją o krzywdzie i wyzysku najbiedniejszych daje promień nadziei. Bowiem reporter i fotograf wyszli poza swoje zawodowe kompetencje i zorganizowali zbiórkę pieniężną. Dzięki niej dwójka maluchów – Pia i Buboy dostali wyposażony w toaletę dom, sfinansowano im również wizyty u lekarza i półroczne żywienie. Udało się także wymienić dach domu Josephine – kobiecie z purchlami.

Kropla w morzu potrzeb, a może uratowane trzy życia? Czytając o tysiącach, a nawet milionach osób, które żyją w skrajnej nędzy liczba ta jest jedynie blaskiem, iskierką wśród mroku. Jednak dziennikarz wypełnia swój obowiązek, jedzie do tych, którzy nie mają prawa głosu, o których nikt się nie troszczy. Razem z fotografem zbliżają się na tyle do swoich bohaterów, że ci powierzają im swoją historię, opowieść o sobie, czyli wszystko co posiadają. Są przez chwilę głównymi bohaterami, mają pięć minut, to na nich padają światła. „Eli, Eli” jest świadectwem dziennikarskiej misji, podczas której reporter zagląda do tych miejsc, o których sam nigdy nie chciałby usłyszeć. 

 

3_800.jpgfot. Grzegorz Wełnicki

 

icon_Tochman_-_Eli_Eli_-_front_prev.jpg„Eli, Eli”

Wojciech Tochman

Wydawnictwo Czarne 2013

Liczba stron: 152