Sputnik: w imię miłości

Miłość jest jednym z najczęściej poruszanych tematów w kinie. Jest to jednocześnie temat trudny – przy jego realizacji bardzo łatwo jest popaść w banał. Dlatego dobrze, by miłosna historia była tylko pretekstem do opowiedzenia o czymś więcej. Czy zdają sobie z tego sprawę twórcy filmów prezentowanych w sekcji konkursowej tegorocznego Sputnika?

Dwa filmy, walczące w tym roku o nagrodę Grand Prix przedstawiają historię kobiet, które w imię miłości są w stanie poświęcić wiele. Mają odwagę, by za ukochanym wyruszyć na drugi koniec świata, narażając się na bycie „obcą” w zupełnie nowym środowisku.

 

Samotność pośród fiordów

Główną bohaterką „Wstydu” w reżyserii Jusypa Razykowa jest Lena – żona marynarza łodzi podwodnej. Pochodząca z Sankt Petersburga kobieta zmuszona jest zamieszkać w małej wiosce pośród fiordów Półwyspu Kolskiego, gdzie żyją rodziny pozostałych żołnierzy. W miejscowości-bazie przez większość czasu w roku znajdują się tylko kobiety i dzieci z niecierpliwością wyczekujące na powrót do domu ukochanych mężczyzn.

wstyd.jpgfot. materiały prasowe

 

Lena to świeżo upieczona żona, w wiosce jest jeszcze tą „nową”. Próbuje przystosować się do życia w trudnych dla pochodzącej z wielkiego miasta dziewczyny warunkach – miejscowość zamieszkuje niewielka liczba osób, wszyscy znają wszystkich. W jedynym sklepie często brakuje podstawowych produktów, najbliższa apteka oddalona jest o kilkanaście kilometrów. Lena od samego początku nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Szybko okazuje się, że tak naprawdę nie kocha swojego męża – na ślubnych fotografiach pozuje z przygnębioną miną, po wyjeździe mężczyzny na misję szybko odnajduje pocieszenie w ramionach miejscowego rybaka. Tego samego z pewnością nie można powiedzieć o pozostałych kobietach zamieszkujących wieś. To prawdziwie oddane żony, samotnie wychowujące dzieci i codziennie podnoszące trud zmagania się z ciężką rzeczywistością.

wwsrt.jpgfot. materiały prasowe

Przełomowym momentem w filmie jest informacja o katastrofie, jaka wydarzyła się na łodzi podwodnej marynarzy. Okazuje się, że mężczyźni najprawdopodobniej nie żyją. Kobiety reagują przeróżnie, wspólnym mianownikiem jest ogromna rozpacz i bezsilność. Od normy odstaje Lena, która w zaistniałej sytuacji dostrzega szansę na powrót do dawnego życia i zmierzenie się z nękającymi ją demonami przeszłości.

 

Trudna codzienność emigrantki

Zupełnie inną historię opowiada film w reżyserii słynnej Łarisy Sadiłowej – „Ona”. Obraz zrealizowany został z perspektywy pochodzącej z Tadżykistanu młodej muzułmanki, która podążając za ukochanym przeprowadza się do Rosji. Dorywczo pracujący na budowie chłopak nie jest w stanie zapewnić minimum przyzwoitych warunków do życia dla siebie i swojej narzeczonej. Mieszkają w skupisku rozpadających się baraków, gdzie brakuje bieżącej wody i śpi się w wieloosobowych pomieszczeniach. Młodzi naiwnie wierzą, że ich miłość pokona wszystkie przeszkody.

ONA.jpgfot. materiały prasowe

Szybko zmuszeni są skorzystać z pomocy krewnego chłopaka, który przygarnia parę pod swoje skrzydła. Dziewczynie jest ciężko – barierą w asymilacji jest nie tylko brak znajomości języka rosyjskiego, ale także różnice kulturowe. Zwrot akcji w filmie następuje, gdy okazuje się, że presja rodziny chłopaka powoduje, iż decyduje się on na powrót do ojczyzny, gdzie czeka już na niego zaaranżowane małżeństwo. Dziewczyna zmuszona jest poradzić sobie sama.

 

Razykow czy Sadiłowa?

Oba filmy opowiadają historie kobiet, które były w stanie poświęcić swoje życie w imię miłości. Zrobiły to jednak z zupełnie innych pobudek. Bohaterka obrazu „Ona” jest młodą, niedoświadczoną dziewczyną, która ślepo wierzyła w siłę pierwszego zauroczenia. Lena ze „Wstydu” jest postacią zupełnie inną: zimna, wyrachowana oraz, jak okazuje się w miarę rozwoju akcji, posiadająca trudną przeszłość. Dla niej małżeństwo było ucieczką, próbą zapomnienia o tym, co było. Dla obu bohaterek miłosne historie nie zakończyły się klasycznym happy-endem. Filmy Razykowa i Sadiłowej łączy jeszcze jedno – w obu obrazach tło opowieści dotyka istotnych społecznie problemów. We „Wstydzie” reżyser kreśli obraz kobiet, które całe swoje życie podporządkowały temu, by ich mężowie mogli spełniać się w służbie ojczyźnie. Sadiłowa natomiast swoją historię umieściła w środowisku emigrantów, żyjących na skraju ubóstwa.

wstydn.jpgkadr z filmu „Wstyd” (fot. materiały prasowe)

 

W pojedynku Razykow vs. Sadiłowa zdecydowanie wygrywa film „Wstyd”. Przedstawiona w nim historia jest ciekawa i wielowątkowa, postaci – niebanalne, o skomplikowanych portretach psychologicznych, niedające się sklasyfikować „na pierwszy rzut oka”. Ponadto, zachwyt powodują zdjęcia Jurija Mihajliszyna. Sfilmowane przez niego zimowe krajobrazy są przepiękne, ukazują cały urok i majestatyczność groźnej natury. Bohaterowie filmu „Ona” wydają się zbyt płytcy, bardzo łatwo jest przewidzieć bieg akcji. W niektórych momentach montaż wydaje się być też niedopracowany technicznie. Niljufar Fajzijewa i Maksim Abdułajew – odtwórcy głównych ról, nie popisali się aktorskim kunsztem. Można tłumaczyć to młodym wiekiem artystów, jednak od tak doświadczonej reżyserki, jaką jest Łarisa Sadiłowa należy wymagać więcej.

Sekcja konkursowa:

„Wstyd” (2013)

reż. Jusyp Razykow, 90 min.

„Ona” (2013)

reż. Łarysa Sadiłowa, 98 min.