Staliśmy się watahą

Słowa „zmęczenie”, „niemożliwe” i „niebezpieczeństwo” zdaje się, że dla nich nic nie znaczą. Wręcz przeciwnie, działają jak magnes. Agata i Przemek – zapaleni podróżnicy, pasjonaci wspinania i nurkowania w ciągu dwóch miesięcy przeszli 500 kilometrów przez Himalaje. Wyprawa o tyle niezwykła, że tak długi dystans przez najwyższe góry świata przemierzyli ze swoim psem Diuną. Relację i zdjęcia z wyprawy zamieścili na blogu, który zdobywa coraz większą popularność. Rozmowa z podróżnikami odbyła się w szpitalu, dzień po operacji Agaty.

 

Skąd nazwa „Wataha w podróży. 3 wilki”?

Agata: Gdy byliśmy w Indiach wszyscy znajomi pytali o to, jak nam tam jest. Stwierdziliśmy, że najłatwiej będzie zacząć pisać bloga. Jasne było dla nas, że blog musi nazywać się „wilczo”. Ja wymyśliłam „wataha w podróży”, Przemek „3wilki”. W ramach konsensusu połączyliśmy obie nazwy.

 

Co znaczy bycie watahą?

A: Po pierwsze bycie wilkiem to bycie kimś dzikim, wybierającym własną drogę, kimś blisko natury, a zarazem stworzeniem stadnym, dbającym o młode. Wataha to dla nas rodzina, tylko trochę bardziej „dzika”.

 

himalaje_agi_diuna_bednibugial2.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

Wasza podróż rozpoczęła się w Delhi. Spędziliście tam dwa miesiące u swojego znajomego. Według początkowego planu po tym okresie mieliście wrócić do Polski. Dlaczego zostaliście w Indiach?

A: Okazało się, że wymagane jest badanie serologiczne krwi Diuny na obecność przeciwciał wścieklizny. Zrobienie takiego dokumentu trwa trzy miesiące od momentu pobrania krwi (nie wiedzieliśmy, że jest wymagane). Jeśli wrócilibyśmy do kraju Unii Europejskiej w tym czasie, bez dokumentu, ryzykowalibyśmy zabraniem psa na przymusową (płatną przez nas) kwarantannę lub nawet uśpieniem Diuny na lotnisku. Takie są przepisy, ryzyko było duże.

 

Jaka była wtedy wasza pierwsza myśl?

A:  Załamaliśmy się, kombinowaliśmy na różne sposoby. Był pomysł, że Przemek wraca, a ja zostaję z Diuną. Chcieliśmy również kupić tani, używany samochód i objechać Indie. Ale okazało się, że kupienie samochodu przez turystę jest bardzo trudne. Tanie samochody nie nadawały się do użytku. Zdecydowaliśmy, że przez trzy miesiące będziemy spać w „hotelu” pod wieloma gwiazdami, bo to najtaniej. (śmiech)


I wtedy rozpoczęliście trekking?

A: Nie mieliśmy mieszkania i pieniędzy, żeby spędzić 3 miesiące w Delhi, bo jest ono bardzo drogim miastem.

Przemek: Przykładowo, Dehradun to jedna z większych miejscowości pod Himalajami w Indiach. Żeby dostać się z jednego miejsca w drugie wystarczy zapłacić 8 rupii, czyli 50 gr. A w Delhi cena wynajęcie dwuosobowej rikszy zaczyna się od 50 rupii za przejechanie 1 km! Tak samo jest z żywnością. Poza tym zaczęło się robić coraz bardziej gorąco. W styczniu, gdy przylecieliśmy, w ciągu dnia było 20–23 stopni. Latem w Delhi temperatury sięgają 40–45 stopni, co z psem jest ciężkie do zniesienia. Więc zdecydowaliśmy, że wyruszymy na północ.

 

himalaje_wataha_shivling.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

W ciągu 55 dni przeszliście z Diuną 500 km. Nie myśleliście, że będzie to dla niej uciążliwe?

P: Cały czas się z tym liczyliśmy. Prowadzimy bardzo aktywny tryb życia i dlatego wybraliśmy wilczaka. Długo się zastanawialiśmy nad rasą. Są to psy bardzo wytrzymałe, dużo wędrują, szybko się regenerują i nie są podatne na wysokie temperatury,jak na przykład husky.

 

A dla was Diuna nie była dodatkowym obciążeniem?

P: Decydując się na Diunę wiedzieliśmy, że nasze życie się zmieni. Nawet z dzieckiem jest łatwiej podróżować. Ale od zawsze chcieliśmy mieć psa i podróżować backpackersko.

A: Broniła nas w Himalajach. Spaliśmy w namiocie w różnych miejscach. Cokolwiek się działo, czy podchodzili obcy ludzie czy półdzikie zwierzęta Diuna pierwsza ich wyczuwała. Wędrowanie z nią było bezpieczne.

 

Niestety zakończyło się wypadkiem.

A: Tak, chcieliśmy podróżować przez 2,5 miesiąca, ale zostałam pociągnięta przez Diunę, upadłam na skały i złamałam obojczyk. Musieliśmy wracać. Początek był trudny, kręciło mi się w głowie, ale potem było OK.

 

1044812_291092981028067_867847159_n.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

Byliście wtedy na dużej wysokości. Dotarła do was jakaś pomoc?

P: W Himalajach Gharwalu nie ma służb ratowniczych. Poza tym nie mieliśmy nawet jak wezwać helikoptera, bo tam nie ma zasięgu. Na bramce parku narodowego pracował jakiś człowiek, ale my byliśmy 18 km wyżej.

 

Agi schodziłaś ze złamanym obojczykiem 18 kilometrów?

A: Tak, a Przemek z dwoma plecakami: ze swoim 30 kilogramowym, moim 20 i z psem, którego zwykle ja miałam przypiętego do siebie.

P: Szliśmy kilka ładnych godzin. Po drodze spotkaliśmy Hindusów, którzy zamiast udzielić pomocy chcieli nas wykorzystać. Oferowali nam muła za 2 tysiące rupii! Dopiero następnego dnia dotarliśmy na ostry dyżur.

 A: To wszystko okazało się szczęściem w nieszczęściu, bo tego dnia kiedy złamałam obojczyk zmieniła się pogoda. Dzień później zaczęły schodzić lawiny błotne spowodowane himalajskim tsunami. Zginęło wtedy parę tysięcy osób. 

P: Co roku zalewa Himalaje, są powodzie, wszystkie drogi i mosty są zatopione. I co roku je odbudowują. Ale monsun przyszedł miesiąc wcześniej niż powinien. W dodatku czerwiec to okres pielgrzymkowy. Setki tysięcy ludzi jedzie lub idzie do źródeł Gangesu aby obmyć się rytualnie. Hindusi pielgrzymują w czwarte święte miejsca Gharwalu, czyli tam gdzie my byliśmy.

 

himalaje_agi_diuna_panch_chuli.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

Zdjęcia, które przywieźliście z podróży pokazują nie tylko piękne krajobrazy Himalajów, ale często chwile zwątpienia i wyczerpania. Co było najcięższe w tej wyprawie?

A: Schudliśmy po 8 kg (śmiech). Mam zdjęcie na którym to widać, śmiałam się dopóki nie zobaczyłam swojego odbicia. Dla mnie najcięższa była psychika i perspektywa, że nie mieliśmy innego wyjścia. Po pierwszym tygodniu myśleliśmy: „Boże, mamy przed sobą jeszcze 2 miesiące takiego życia! Namiot, plecak, namiot”. Trudne było bycie ze sobą w parze, w tak małym namiocie, ciągle przez 24 godziny.

Trudne było również dla mnie bycie ze sobą samą, w swojej głowie. Codziennie rano wstajesz, robisz posiłek, składasz namiot, pakujesz rzeczy i 10 godzin idziesz, będąc sam ze sobą. Potem okazało się to zbawienne, oboje bardzo zmieniliśmy się po tej podróży. Człowiek dojrzewa.

P: Jesteśmy razem ponad 6 lat. Tam byliśmy ze sobą 24h na dobę i nie było gdzie od siebie uciec. Byliśmy uzależnieni od siebie. Nie było opcji, że ktoś nagle rezygnuje i zostawia resztę.

A: Właśnie tam staliśmy się watahą.

 

946429_283779445092754_1600513937_n.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

Pomysł na bycie watahą promujecie na swoim blogu, który ma coraz więcej fanów. Wiecie dlaczego jest on tak popularny?

A: Zastanawialiśmy się dlaczego ludzie tak bardzo się nim zainteresowali. Może to co robimy jest wariactwem i czymś niecodziennym, ale naprawdę wystarczy wyjść domu, zamknąć za sobą drzwi i to po prostu zrobić. Mniej osiągalne jest pojechanie na biegun albo wejście na ośmiotysięcznik. Chcemy pokazywać, że to, co robimy nie jest zupełnie proste, ale jest do zrealizowania. To nie jest coś co robią tylko INNI. Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak nasi znajomi. No, może trochę bardziej szalonymi i bardziej aktywnymi. Jedyny problem to kajdany, które nas trzymają, mówią, że masz pracę, dom, kredyt, dzieci, psa, nie teraz, nie możesz. Możesz.

 

himalaje_khati_kobiety_pracujace.jpgfot. Przemek Bucharowski

 

Chińskie przysłowie w jednym z wpisów na waszym blogu brzmi: „uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni”. Czy teraz, będąc teraz w szpitalu po operacji, uważasz, że warto było podjąć ryzyko i wyruszyć w podróż?

A: Oczywiście! Ani przez chwilę nie zwątpiłam. Jedyną obawą była myśl czy będę mogła się dalej wspinać. Zawsze chcieliśmy podróżować i przeżywać przygody. Jak czegoś sobie zażyczysz to naprawdę może się spełnić. Trzeba uważać.

 

Agata Agi Włodarczyk, 29 lat, z wykształcenia teatrolożka i socjoterapeutka, z pasji – aktorka teatrów nieprofesjonalnych, koordynatorka działań artystycznych, ekolożka, wegetarinka. Pracowała jako pedagożka ulicy, koordynatorka biura jednego z warszawskich teatrów, w Fundacji Greenpeace i wydziale promocji UD Białołęka. Ostatnio głównie pisze (blog, artykuły do gazet), zajmuje się administrowaniem stron FB i poszukuje pracy.

Przemek Bucharowski, 32 lata. Z wykształcenia informatyk, z pasji wspinacz i speleolog. Instruktor wspinaczki i współzałożyciel Centrum Sportów Ekstremalnych 2Wieże w Warszawie. Fotograf i podróżnik.

 

Blog Watahy:  http://3wilki.pl/ 

W 2014 roku Wataha zamierza wyruszyć rowerami do Mongolii.  Celem jest przejechanie 8000 kilometrów i dotarcie do podnóża Ałtaju. Ruszyła zbiórka na projekt „Mongolia na 4 łapach”. Więcej na stronie: http://polakpotrafi.pl/projekt/wataha-w-podrozy