Dlaczego wojna jest zawsze przegrana?

Nie wszyscy reporterzy wojenni dobrze znoszą widok zabitych, odgłosy bomb, które lecą nad głowami mówi Honorata Zapaśnik, autorka książki „Wojna jest zawsze przegrana” złożonej z rozmów z reporterami wojennymi. – Niektórzy sobie zwyczajnie z tym nie radzą.

Honorata Zapaśnik jest absolwentką Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (obecnie Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW). Pisała m.in. dla „Zwierciadła”, „Nowego Dziennika” i „Dużego Formatu”. Jej najnowsza książka „Wojna jest zawsze przegrana”jest zbiorem wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami wojennymi. 

Mateusz Godlewski: W książce „Wojna jest zawsze przegrana” przeprowadziłaś wywiad z ośmioma reporterami wojennymi, którzy mówią ci, co widzieli w miejscach konfliktów. To wyjątkowo trudny temat. Dlaczego się na niego zdecydowałaś?

Honorata Zapaśnik: W czasie studiów robiłam wywiady z byłymi więźniami obozów koncentracyjnych i żołnierzami AK. Byli to starsi ludzie, ale bardzo chętnie ze mną rozmawiali. Mieli nadzieję, że nigdzie indziej na świecie nie dojdzie do tego, co wydarzyło się w Polsce w czasie II wojny światowej.  Tymczasem wojny cały czas mają miejsce i jest to powód, dla którego potrzebni są dziennikarze wojenni. Ktoś musi pokazywać nam prawdę, żeby strony konfliktu nie uprawiały propagandy i nie pozwalały sobie na przekroczenie pewnej granicy. Kiedy zaczęłam pracować nad książką, kilku moich kolegów było już wcześniej w miejscach konfliktów zbrojnych. Zainteresowali mnie tematem i stwierdziłam, że byłoby ciekawie pokazać czytelnikom ich perspektywę.

Twoi rozmówcy często wspominają w książce m.in. o cierpieniu dzieci oraz doświadczaniu realnego zagrożenia życia. Opowiadają ze szczegółami co widzieli. Czy przeprowadzanie rozmów nie było dla ciebie dużym obciążeniem psychicznym?

Rozmowy były dla mnie sporym obciążeniem ze względu na moją osobistą sytuację. W trakcie pracy nad książką straciłam dwie bliskie mi osoby i sama przeżywałam żałobę. Nie wiedziałam, czy będę w stanie dokończyć wywiady, bo pisałam o tym, jak inni ludzie tracą bliskich. Okazało się jednak, że dzięki moim doświadczeniom dużo lepiej rozumiałam sytuację tych, o których pisałam. Pamiętam, że Bianka Zalewska opowiadała mi, że jakaś mama po wojnie napisała do niej przez Facebooka z pytaniem, czy ma zdjęcia jej syna, ukraińskiego żołnierza, który zginął na froncie. Ona wcześniej zrobiła reportaż telewizyjny z jego udziałem. W komórce znalazła jego zdjęcia, na których bawił się z kociakami. Nie jest to najbardziej wzruszający moment naszej rozmowy, ale bardzo się wzruszyłam. Byłam sobie w stanie wyobrazić, co czuła matka zabitego żołnierza. Oczywiście szybko zdałam sobie sprawę z tego, że to, o czym piszę, nie jest zwyczajnym tematem. Pamiętam jak na koniec jednej z rozmów Radek Kietliński, wieloletni reporter wojenny telewizji Polsat, zapytał mnie: „Czy opowiadałem ci o mojej znajomej, której bomba urwała głowę?”. „Nie” – odpowiedziałam ze spokojem. „To przypomnij mi, żebym ci o tym opowiedział następnym razem”. Miałam wrażenie jakbyśmy rozmawiali o pogodzie, a przecież chodziło o ludzkie życie.

Czy dla bohaterów książki rozmowa była pomocna?

Bianka Zalewska, jedna z moich bohaterek, prawie zginęła w czasie wojny na Ukrainie, cudem uratowano jej życie, a potem musiała poradzić sobie z trudnymi emocjami. Powiedziała mi wprost, że rozmawianie o tym przynosi jej ulgę. Inni rozmówcy też uważają, że powinni pokazać czytelnikom jaka jest wojna, bo to ich obowiązek. Być może w ten sposób komuś pomogą. Ludzie docenią to, co mają i zacznie bardziej im zależeć na pokoju.

W książce rozmawiasz z Janem Naukowiczem, operatorem filmowym. Na czym polega specyfika jego pracy?

Jan Naukowicz opowiada w książce o swojej współpracy z Waldemarem Milewiczem, który był ikoną dziennikarstwa wojennego. Wielu dziennikarzy wzorowało się na nim. Kiedyś byli razem w Strefie Gazy i usłyszeli, że jacyś młodzi Palestyńczycy wysadzili się w powietrze. Gdy się o tym dowiedzieli, pojechali do szpitala, żeby zobaczyć, co się stało. Koledzy zabitych chcieli pokazać, co z nich zostało. Janek nie chciał zejść do prosektorium, ale Waldek nalegał, więc nie mógł odmówić. Przeżył wstrząs. Wszystkie ciała były rozczłonkowane, ktoś nie miał głowy, a on musiał to nagrywać. Na tym polega praca operatora filmowego. On zawsze musi być obecny na miejscu zdarzenia. Nie może zrobić materiału na podstawie relacji innych ludzi, bo jego językiem jest obraz.

Reporterzy wojenni różnie radzą sobie ze stresem na wojnie. Jedna z twoich rozmówczyń, Anna Wojtacha, wspomina, że w czasie kryzysowych sytuacji zdarzało jej się żartować z operatorem, żeby rozładować napięcie. Było to dla ciebie zaskoczeniem?

Tak, opowiada między innymi, że idąc ulicą, zobaczyła męski członek. „O patrz, członek partii Baas” – zażartowała, mając na myśli partię Saddama Husajna. Zaskoczyła mnie tą opowieścią, ale rozumiem, że na wojnie ludzie różnie odreagowują stres. To nie jest praca dla każdego. Nie wszyscy dobrze znoszą widok zabitych, odgłosy bomb, które lecą nad głowami. Niektórzy sobie zwyczajnie z tym nie radzą. Rafał Stańczyk wspomina w wywiadzie, że o dziennikarzach wojennych mówi się, że są „roztrzęsieni, rozwiedzeni i rozpici”. Na szczęście dodaje, że nie musi tak być. On sam jest przykładem dziennikarza, któremu wykonywanie tego zawodu udaje się pogodzić z życiem osobistym.

Dlaczego zdecydowałaś się umieścić cytat jednego z Twoich rozmówców w tytule książki?

Każdy z moich bohaterów uważa, że wojna tak naprawdę nie ma sensu i że konflikty trwają dlatego, że istnieje pewna grupa ludzi, która czerpie z niej jakieś korzyści, często finansowe. Michał Zieliński spuentował naszą rozmowę mówiąc, że wojna jest zawsze przegrana, bo to cywile płacą za nią najwyższą cenę. Na wojnie tracą bliskich, domy, pracę. Nawet jeżeli jedna ze stron ostatecznie konflikt wygrywa, mieszkańcy muszą zmierzyć się z jej konsekwencjami. Zwycięstwo nie przywróci życia ich ojcom i nie zwróci im tego, co utracili. Prawdopodobnie skutki wojny będą odczuwać jeszcze ich dzieci, a nawet wnuki. Moim zdaniem o tym jest ta książka.

Jak długo pracowałaś nad książką?

Znalezienie bohaterów i napisanie wywiadów zajęło mi około dziesięciu miesięcy, ale nie był to jedyny projekt, nad którym pracowałam w tamtym momencie. Miałam deadline i wiedziałam, do kiedy muszę oddać gotowy materiał. Stresowałam się, żeby zdążyć na czas.

Udało się?

Miałam dość niespodziewaną sytuację. W trakcie wywiadu z jednym dziennikarzem wojennym dowiedziałam się, że cierpi na depresję. Szczerze mi o tym opowiedział. Oczywiście rozumiem, dlaczego ostatecznie nie zgodził się na publikację tego wywiadu. Dla niego ten temat nadal jest za trudny. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Na szczęście wydawnictwo zareagowało bardzo wyrozumiale i dali mi czas na znalezienie innego rozmówcy.

Jak dobierałaś rozmówców?

Zależało mi na tym, aby pokazać, jak wygląda praca korespondenta wojennego z różnej perspektywy. W książce są rozmowy z reporterami, którzy pracują dla prasy, radia, telewizji. Każdy z nich wykonuje ten sam zawód, ale ich praca różni się. Operator ma trochę inne obowiązki niż redaktor, który musi znaleźć bohatera oraz szukać historii.

Jesteś autorką wielu reportaży. Czy miało to wpływ na twój sposób pracy przy wywiadach?

Myślę, że tak. Nie lubię atakować pytaniami, wymądrzać się, stawiać jakichś gotowych tez. Chcę jedynie wysłuchać rozmówcy. W tych wywiadach jest też dużo obrazów pełnych szczegółów, dzięki czemu książkę czyta się jak reportaż. Zależało mi na tym, żeby czytelnicy odnieśli wrażenie, że są na wojnie i przeżywają te same sytuacje co bohater.

Co zmieniło się w tobie po przeprowadzeniu tych rozmów?

Wydaje mi się, że stałam się bardziej empatyczna. Opisałam historie ludzi, którzy widzieli rannych, zabitych, schodzili do masowych grobów i musieli odpowiedzieć sobie na tak fundamentalne pytania jak: „Po co my to robimy?”, „Czy życie ma sens? A jeśli ma, to jaki?”. Szukałam odpowiedzi razem z nimi. Po napisaniu tej książki poczułam, jakbym właśnie wróciła z wojny.

Zamierzasz jeszcze kiedyś powrócić do tego tematu?

Nie boję się trudnych tematów. W czasie studiów współpracowałam przy projekcie książki „Europa według Auschwitz” Uniwersytetu Warszawskiego i też pisałam o cierpieniu ludzi. Często podróżuję do Meksyku i od dłuższego czasu chodzi ze mną taki temat, by zrobić cykl wywiadów z ofiarami wojny narkotykowej.

Fot. Wydawnictwo Znak