Dlaczego założyła TikToka i czy miłość do samej siebie to egoizm? Wywiad z Julią Pośnik

Byłam wielokrotnie postawiona w sytuacjach, gdy musiałam być silna i mówić „nie” – mówi piosenkarka

Rozmawia Aleksandra Jaworska


Julia Pośnik – piosenkarka, którą jeszcze nieraz zobaczymy na liście Top 50 Poland Spotify’a. Autorka letniego przeboju ,,Wakacje w Warszawie” i hitu ,,Julia W Mieście”. Influencerka, którą na TikToku obserwuje ponad 450 000 osób
. W lipcu 2021 r. ukazała się jej debiutancka płyta „Egoistka”.


Aleksandra Jaworska: W pandemię zaczęłaś swoją przygodę z TikTokiem. Co cię do tego skłoniło?


Julia Pośnik: Tak, na początku nagrywałam trochę dla żartu, ale potem zorientowałam się, że ta aplikacja ma ogromny potencjał. Wtedy jeszcze to nie było popularne, ale zaczęłam więcej nagrywać z myślą, że kiedyś będę chciała tam promować swoją muzykę. No i tak się stało, zbudowałam sobie mały following i zaczęłam pokazywać swoją muzykę. To jest bardzo opłacalna strategia, zwłaszcza w pandemii, kiedy nie ma możliwości pokazać się w żaden inny sposób. To internet jest naszym językiem. Naturalnym wydawało się sięgnąć po TikToka — on wciąż szuka nowych twórców w przeciwieństwie do You Tube’a, który się już zamknął w swojej bańce.

Co sama oglądasz na TikToku?


Oglądam dużo TikToka. On dopasowuje się do ciebie i to jest świetne. Wyświetlają mi się filmiki w tematyce historii, sztuki, profesjonalnego tańca i ,,content” spirytualny, czyli rzeczy, które mnie interesują. Lubię obserwować, co dzieje się w Stanach i na tej podstawie mogę porównać, co aktualnie popularne jest w Polsce a co za granicą. To pomaga mi tworzyć moje własne filmiki.


O czym są Twoje filmy?

mat. Universal Studio


Chcę poprzez nie zarażać ludzi pozytywną energią. Sprawy, które teraz mają miejsce — walka o prawa kobiet — czuję, że to jest mój obowiązek nagłaśniać i mówić o tym. Czuję, że przeszłam już swoją drogę. Ludzie się śmieją, że mój ,,content” sugeruje, że jestem singielką, ale ja jestem od ponad roku w szczęśliwym związku — treści, które zamieszczam rezonują z moją przeszłością, a nie teraźniejszością. Chcę pomóc innym na podstawie swoich doświadczeń. Mówię ludziom to, co sama chciałabym móc kiedyś od kogoś usłyszeć.


Często spotykasz za to w mediach hejt?


Wydaje mi się, że na razie nie zrobiłam nic na tyle kontrowersyjnego, by wzburzyć ludzi. Nie spotkałam się w kwestii mojej muzyki z większą krytyką. Ale zdarza mi się doświadczyć hejtu, kiedy użtkownicy nie rozumieją moich intencji. Choć jest tego ogólnie coraz mniej — zwłaszcza w dobie ,,girls supporting girls” — to niektórzy wciąż nie są w stanie odróżnić egoizmu od ,,self-love”. Ludzie nie mogą przyjąć tego, gdy mówię, że nasze własne szczęście jest najważniejsze — mówią na to, że to jest toksyczne. Ale to nieprawda, bo dopóki ty nie będziesz szczęśliwy, to druga osoba też z tobą nie znajdzie szczęścia. Mężczyźni mogą tak robić, a u kobiet to jest toksyczne — boli mnie takie myślenie. To nie jest egoizm. I to nie jest toksyczne.


Te słowa korespondują z twoim medialnym wizerunkiem kobiety odważnej, buntowniczej i, jak sama się nazywasz, ,,powerful” – czy te cechy są przydatne w branży muzycznej?

Bardzo. Byłam wielokrotnie postawiona w sytuacjach, gdy musiałam być silna, musiałam mówić nie i decydować. Jeżeli nie masz w sobie instynktu, by stawiać na swoim, to będzie ci trudno, bo ludzie będą chcieli ci coś narzucić albo wykorzystać. Zaufanie jest ważne, ale samoświadomość jest jeszcze ważniejsza, bo bez tego nie znajdziesz siły przebicia.


Zaczynałaś przygodę z muzyką od licealnych festiwali muzycznych, czy uważasz, że tam także można szlifować samoświadomość?

To jest trochę jak taki test, czy ktoś podoła, bo inaczej jest śpiewać w pokoju a inaczej dla ludzi. Zwłaszcza, jeśli chodzi o własne utwory. Nigdy nie chciałam być gwiazdą, chciałam bardziej przekazać moją historię i muzykę, ale wszystkim, którzy chcą eksperymentować z publiką i sceną polecam udział w takich festiwalach. Warto zobaczyć, jak inaczej głosem operuje się na scenie. Nie wszystkie festiwale są na super poziomie, ale zawsze to jakiś eksperyment.


Twój styl muzyczny rozwinął się od czasu grywania na takich licealnych festiwalach?


On nie tyle się rozwija, co raczej modyfikuje. Jest jak taka masa, która przybiera różne kształty. Ja osobiście nie wierzę w jeden, sztampowy styl do końca życia, bo to dla mnie nie jest rozwój. Jasne, że można mieć własną stylistykę, ale ja na przykład mam ogromną chęć poszukiwania własnego brzmienia. Chciałabym spróbować wszystkiego. Czuję się jak takie dziecko na placu zabaw, które chce się pobawić na każdej zabawce po trochu. To, co na pewno się od wtedy zmieniło, to język, w którym tworzę — teraz jest to tylko polski. Śpiewałam po angielsku trochę z pewnego lęku przed oceną. Polski był zawsze dla mnie intymny — nawet w rozmowie. Dopiero muzyka pozwala mi ubrać myśli w słowa nie do końca bezpośrednie, ale takie, które każdy rozumie. Pracowałam nad tym, by przestać się bać autentyczności. Teraz czuję, że jestem praktycznie ,,naga”, gdy śpiewam.


Rzeczywiście mogłabyś spróbować absolutnie wszystkiego?


Prawie. Nie mogę słuchać death core metalu. Ten gatunek mnie przeraża. Jazz, folk, nawet disco polo mogłabym spróbować, ale metal to coś czego nie pojmuję i to jest dla mnie abstrakcyjny świat muzyczny. Mogłabym nawet spróbować rapu, na którym w zasadzie się wychowałam. Lubię, gdy rap wprowadza w taki stan połączenia i ,,groove” — ludzie wspólnie przy perkusji i słowach jednoczą się ze sobą.


Przy rapie ludzie się jednoczą, a czy ciebie i twoich znajomych podzieliło to, że stałaś się rozpoznawalna?

Wydaje mi się, że nie miałam takich negatywnych doświadczeń. Trudno ocenić czasem prawdziwy powód rozłamu relacji. Ale na razie nic takiego nie odczułam. Mam tych samych znajomych od podstawówki, oni są moją rodziną, więc trudno byłoby mi uwierzyć, gdyby nagle chcieli mnie wykorzystać. Znamy swoje najszersze i najciemniejsze możliwości. Takich prawdziwie złych ludzi już dawno pożegnałam.