„Nasza przyszłość w Waszych rękach” – relacja z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny 15 marca zablokował centrum miasta i przypomniał dorosłym o ekologii.

Deszczowo, błotniście i zimno, a jednak przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Królewskiej 15 marca zebrał się tłum młodych ludzi. Tak duży, że zamknięto ulicę Marszałkowską, czego wcześniej służby nie miały w planach. Protest przeszedł dwoma zamkniętymi pasami w stronę Alei Jerozolimskich. Punktem docelowym było Ministerstwo Energii przy ul. Kruczej, gdzie zorganizowano pikietę.


Chcemy się uczyć o ekologii

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny był międzynarodową akcją, zaplanowaną i zorganizowaną przez nastolatków. Miała ona pokazać, że młode pokolenie wyraża sprzeciw wobec polityki klimatycznej rządów na całym świecie. Gniew spowodowało ignorowanie raportu IPCC opracowanego przez Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu, mówiącego m.in. o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą globalne ocieplenie.

Protestujący mieli sześć postulatów, a w tym – nauka o ekologii w szkole, zmiany dotyczące wykorzystywanych źródeł energii i nagłośnienie w mediach problemu zmian klimatycznych.

Główną bohaterką transparentów i skandowanych haseł była Greta Thunberg, nastolatka nominowana do pokojowej nagrody Nobla za działalność na rzecz klimatu, inicjatorka MSK.

– Wszyscy wiedzą, co się dzieje z planetą, ale robi się dalej za mało. Trzeba o tym mówić, trzeba dalej uświadamiać – tłumaczyła piętnastoletnia Ola Wójcik, która brała udział w proteście.

– Idę w marszu, bo chcę pokazać, że jestem wkurzona bezczynnością i liczę, że zostaniemy wysłuchani – opowiadała Nina.


Puste ławki w szkole

Strajk był inicjatywą młodzieży, ale dołączyli się do niego rodzice i nauczyciele.

– Usprawiedliwiam dzisiejszą nieobecność córek, bo uważam, że strajk jest ważniejszy niż jeden dzień w szkole – przekonywała mnie Marianna, która maszerowała razem z córkami, dziewięcioletnią Anią i jedenastoletnią Gabrysią.

– To nasi uczniowie zainicjowali wyjście. My jesteśmy tu po to, by ich wspierać, bo wiemy jakie to dla nich ważne – tłumaczyła Aneta Sobieraj, nauczycielka szkoły podstawowej z Milanówka, która przyjechała do Warszawy ze swoją klasą.

Większość uczestników miała ze sobą plecaki. Na strajk przyszli ze szkoły, urywając się z popołudniowych zajęć.

– To nie jest tak, że nam się nie chce iść do szkoły, jak niektórzy insynuują – mówił do mikrofonu główny organizator Tytus Kiszka. – Chcemy chodzić do szkoły, ale chcemy też mieć wpływ na to, czego się tam uczymy – odpierał ataki sceptyków pytających o „prawdziwe” motywacje opuszczania lekcji.

Protest został zorganizowany celowo w godzinach lekcyjnych, by puste ławki pokazały, jak spora część młodzieży opowiada się przeciwko ekologicznej ignorancji.


Organizacja

Na świecie strajk zorganizowano w 128 krajach i łącznie w ponad dwóch tysiącach miast. W Warszawie za akcję odpowiadała grupa licealistów, nienależąca do żadnej partii ani organizacji, zainspirowana wypowiedziami Grety.

– Większość wolontariuszy dowiedziała się o wszystkim pocztą pantoflową. Mnie wciągnęła znajoma. Spotykaliśmy się i ustalaliśmy przebieg na naszych zebraniach. Były one otwarte dla wszystkich uczniów, więc każdy mógł dołączyć do organizacji – mówiła wolontariuszka Dorota Wiktorowicz.

W trakcie przemarszu z okien wyglądali gapie z telefonami i relacjonowali na żywo. W odpowiedzi na to protestujący zainicjowali hasło: ”Chodźcie do nas, nie patrzcie z okien”.

Alicja Wolanin