Między teatrem a muzeum

Spektakl „Shot/Get Treasure/Repeat” wystawiony na festiwalu „Da, da, da”, to coś pomiędzy teatrem a wystawą muzealną. Widowisko składa się z szesnastu luźno związanych ze sobą etiud, wystawianych w oddzielnych salach, które widz może oglądać w dowolnej kolejności. W ten sposób może sam złożyć pojedyncze, krótkie scenki w monumentalną, trwającą 5 godzin opowieść.


shootget.jpgźródło: materiały prasowe


Ciężko określić, czy spektaklowi bliżej do przedstawienia czy wystawy muzealnej. Z jeden strony jest klasyfikowane jako sztuka teatralna, z drugiej – na ulotce informacyjnej widnieje napis „muzeum szesnastu sztuk”. Występują w nim aktorzy, ale ich gra jest bardzo statyczna. Na scenie praktycznie nie ma ruchu a dialogi zwykle są odtwarzane z taśmy lub wyświetlane w formie tekstu. Dodatkowo akcja nie rozgrywa się na jednej scenie, ale w czterech oddzielnych salach, między którymi widzowie muszą przechodzić niczym w muzeum.

Autorem tego odważnego eksperymentu artystycznego jest Mark Ravenhill, brytyjski dramaturg, aktor i dziennikarz. Jak przyznaje, chciał on połączyć dwa sprzeczne oczekiwania współczesnego odbiorcy. Z jednej strony wciąż potrzebuje on epickich opowieści, ogarniających całość złożonego świata, z drugiej – przyjmuje tylko krótkie formy przekazu, jakie dominują we współczesnych mediach.

Początkowo tytuł brzmiał „Ravenhill for Breakfast”, ale jego ostateczna wersja lepiej oddaje specyfikę widowiska. Najpierw jest „Shoot” – w tym wypadku chodzi nie o „strzał”, lecz o potoczne określenie niewielkiej porcji alkoholu, którą pije się naraz. Podobnie jednym haustem łyka się pojedynczą etiudę. Następnie „Get Treasure” – czyli nie tyle materialny skarb, co skarb duchowy, przesłanie tej etiudy. Wreszcie „Repeat” czyli wielokrotne powtarzanie całej sekwencji.

Scenki są ze sobą luźno powiązane. Wspólnym tematem jest wojna cywilizacji Zachodu z islamem, jaka rozpoczęła się po 11 września 2001 roku. Żołnierze z Europy i USA, którzy mają nieść „wolność i demokrację” (traktowane niemalże jak religia) w rzeczywistości mordują ludność miejscową lub skazują ja na głód i cierpienie. Zwykli obywatele żyją w strachu przez terrorystami, dając się manipulować mediom i rządowi, aby tylko zyskać złudne poczucie bezpieczeństwa. Matki po obu stronach frontu opłakują poległych synów.

telewizory.jpgźródło: materiały prasowe


Jedna z ciekawszych scenek przedstawia małżeństwo podczas obiadu. Dwoje aktorów siedzi i i spożywa prawdziwy posiłek, a pomiędzy nimi na ścianie wyświetlany jest tekst dialogu (aktorzy się nie odzywają.) Rozmowa dotyczy ich relacji małżeńskich a także dziecka, które ponoć w snach boi się żołnierza bez głowy, którego widziało w telewizji. Pod koniec etiudy dziecko przebudza się. Następna scenka toczy się właśnie w pokoju dziecięcym, gdzie chłopak rozmawia z widmem bezgłowego żołnierza, które planuje wymienić karabin na głowę, ale chłopiec się na to nie godzi. Aktorzy leżą w ciemności i rozmawiają.

Inna ciekawa scena dotyczy mediów, które manipulują współczesnymi społeczeństwami. Po obu stronach sceny siedzą aktorzy udający prezenterów telewizyjnych i każdy ma przed sobą kamerę skierowana na twarz. Obraz z tych kamer wyświetlany jest na telewizorach, stojących na środku sceny. Podobny zabieg był stosowany w przedstawieniu bardzo często, dzięki czemu można oglądać aktorów z różnych perspektyw. Dziennikarze w etiudzie próbowali przekonać ludzi do konieczności prowadzenia wojny z terroryzmem, i postulowali piętnowanie żelazkiem tych, którzy uznają ten konflikt za niepotrzebny.

Ostateczną formę sztuce Ravenhilla nadali Siemion Aleksadrowski, Dmitrij Wołkostriełow i Aleksander Wartanow z petersburskiego „Teatru Post”. Dlatego spektakl został wystawiony jako rosyjski, na festiwalu „Da da da” 18 maja 2013 roku Niestety, wywołuje to pewien dysonans. Poruszane problemy są typowe dla cywilizacji zachodniej, a ściślej anglosaskiej. Dziwnie brzmią rozmowy na ten temat prowadzone po rosyjsku. Zwłaszcza że imiona i nazwy nie są zmieniane i mały Alex mówi „pa ruskij” że jego rodzice pracują w londyńskim City… Jest to po prostu dziwne.

dadada.jpgplakat festiwalu „Dadada”

Sytuacje komplikuje jeszcze konieczność tłumaczenia na polski, które odbywa się przez specjalne słuchawki bądź w formie napisów wyświetlanych przez projektor. Powoduje to, że widz skupia się głównie na czytaniu tekstu, co jest męczące i odwraca uwagę od gry aktorów. Ponadto tłumaczenie nie zawsze jest symultaniczne, przez co można się pogubić. Dużo lepiej byłoby wystawić sztukę po angielsku, może nawet bez tłumaczenia, gdyż język ten jest dużo powszechniej znany niż rosyjski.

Abstrahując od kwestii językowych, tak awangardowa formuła przedstawienia jest po prostu męcząca. 16 etiud po 20 minut sprawia że całość trwa ponad pięć godzin i trzeba naprawdę dużej wytrzymałości, aby zobaczyć wszystkie scenki. Konieczność przemieszczania się między salami, brania i oddawania słuchawek, zmian scenografii i przestawiania krzeseł po prostu rozprasza widownie, i niepotrzebnie przedłuża spektakl.

Dobrze, że autorzy pozwolili widzom wybrać w jakiej kolejności obejrzą etiudy, ale i tak większość wybrała układ proponowany przez reżysera. Ponadto, sztuki były wystawiane bez przerwy, więc chęć jakiegokolwiek odpoczynku równała się rezygnacji z części widowiska. Można oczywiście obejrzeć tylko część scenek, ale po co robić przedstawienie z założeniem, nikt nie da rady zobaczyć go w całości?

Dużo lepiej byłoby pokazać te etiudy na jednej scenie, w kolejności proponowanej przez autorów. Trwało by to dużo krócej, a w trakcie można by zrobić klasyczną przerwę, lub nawet dwie. Jeśli już zdecydowano się na taką, muzealną formę, należało wystawić spektakl dwukrotnie jednego dnia, aby mniej wytrzymali widzowie mogli nadrobić to, co stracili idąc na przerwę.

 

Tytuł: Shoot/Get Treasure/Reapet

Scenariusz: Mark Ravenhill

Reżyseria: Siemion Aleksadrowski, Dmitrij Wołkostriełow i Aleksander Wartanow

Premiera: Podczas festiwalu „Da da da” 18 maja 2013 roku

Centrum Sztuki Cartonovnia