Youtube płatny? A jednak

Rynek mediów internetowych zadrżał w posadach. Wszystko za sprawą YouTube. 10 maja 2013 roku serwis ten przestał być w pełni bezpłatny.

 

Od tego dnia serwis wprowadził płatną subskrypcję, którą objęte zostały 53 kanały (na razie amerykańskie), a stawki za ich oglądanie oscylują pomiędzy 0,99 a 2,99 dolara w zależności od zamieszczanych treści i popularności kanału. Płacąc przykładowo 2,99 dolara za YouTubowego Jim Henson Family TV, będziemy mogli oglądać Ulicę Sezamkową przez 14 dni, wykorzystując dowolne urządzenie, na którym się zalogujemy, gdyż subskrypcja przypisywana jest do użytkownika, a nie do „odtwarzacza”. Jednakże, obecnie płatne treści YouTube nie są dostępne w Polsce, ponieważ wspomniane 53 kanały należą do programu pilotażowego, który na razie jest w fazie rozwoju i obejmuje tylko obszar USA. Jednego możemy być pewni – liczba płatnych subskrypcji i ich zasięg będzie stale rósł.

 

niekrytykkrytyk.jpgNiekryty krytyk – najpopularniejszy vloger polskiego YouTube`a na razie zarabia na sprzedaży książek i koszulek

 

Nasuwa się więc pytanie – czy użytkownik, któremu będą podobały się treści publikowane w więcej niż na jednym płatnym kanale, będzie skłonny je wszystkie zasubskrybować? Wątpliwe, bo póki co, internauci przyzwyczajeni są do darmowych zasobów Internetu i trudno będzie im się pogodzić z nowym systemem subskrypcyjnym. Jedynym plusem wynikającym z wprowadzonych zmian jest tworzenie nowych, lepszych jakościowo programów przez właścicieli kanałów objętych subskrypcją, gdyż część zebranych pieniędzy będzie trafiała do ich kieszeni. Wg. YouTube to właśnie od właściciela kanału zależeć będzie czy zostanie wprowadzona opłata za oglądanie treści zamieszczanych na jego koncie czy też nie. Natomiast YT decyduje tylko o tym czy danego użytkownika objąć programem partnerskim i subskrypcyjnym.

 

adbuster.jpgCzy kanał Adbustera, demaskującego reklamy produktów będzie wkrótce płatny?

 

Wprowadzenie mechanizmu pobierania opłat przez YouTube jest zrozumiałe. Rozwój usług dostarczających treści na żądanie stale rośnie i to jest chyba przyszłość YT. Ponadto amerykański gigant, w obliczu wyhamowującego rynku reklam, nie chce cały czas uzależniać wysokości swoich dochodów od kaprysów i ilości reklamodawców. Czy system ten się przyjmie? Jak zostanie odebrany przez polskich internautów? Dowiemy się tego zapewne w ciągu paru następnych miesięcy.