Cyfrowa fantastyka – wilk syty, owca cała

Portal z setkami opowiadań, które można ściągnąć legalnie i bez opłat. Brzmi jak fantastyka? Słusznie! O największej polskiej bibliotece darmowych ebooków fantastycznych, wyłącznie dla PDF opowiada pisarz i fantasta Robert J. Szmidt, założyciel portalu www.fantastykapolska.pl.

 

Leszek Siemiński: Zaczęło się od impulsu czy może dłuższego namysłu?

Robert J. Szmidt: Może to wydać się zabawne, ale inspiracji dostarczył mi mail od byłego czytelnika magazynu Science Fiction. Zapytał mnie w nim, czy istnieją szanse na oficjalne zeskanowanie i umieszczenie w sieci wszystkich wydanych numerów. Odpowiedziałem, że byłoby to trudne, choćby z powodu niemożności uzyskania zgody od autorów nie tylko opowiadań, ale i felietonów, recenzji, ilustracji. To wymagałoby dotarcia do setek ludzi, z którymi współpracowałem w ciągu niemal dziesięciu lat istnienia pisma.

Miałem jednak kontakt z kilkoma pisarzami, postanowiłem więc sprawdzić, czy byliby skłonni wziąć udział w nieco innym projekcie, udostępniając niektóre ze swoich starszych tekstów. Okazało się, że zdecydowana większość tych, których zapytałem, wyraziła zgodę i tak powstały zalążki mojej biblioteki internetowej. Wystartowałem z trzydziestoma opowiadaniami dziewięciu autorów.

Dzisiaj, po roku działalności tekstów jest kilkanaście razy więcej, a czytelnik może wybierać spośród ponad sześćdziesięciu nazwisk, wśród których znajdzie tak znane postacie fantastycznego światka literackiego, jak: Rafał Dębski, Anna Kańtoch, Łukasz Orbitowski, Robert M. Wegner, czy Andrzej Zimniak. Do tej listy niemal co tydzień dochodzą nowe nazwiska.

Jestem jednak dumny, że udało mi się nakłonić kilku znanych pisarzy do udostępnienia swoich opowiadań, mimo że byli zagorzałymi przeciwnikami nie tylko e-booków ale samej idei oddania tekstu za darmo. Musiałem też przekonywać niektórych wydawców, że udostępnienie jednego albo dwóch tekstów z przygotowywanego zbioru opowiadań nie zaszkodzi książce, a wręcz przeciwnie, będzie dla niej reklamą. Zwłaszcza, że autor ma prawo zamieścić na końcu udostępnianego tekstu dowolną liczbę linków do swojej strony i do książek, rzecz jasna bez żadnych opłat.

Dzisiaj mogę przedstawić kilka dowodów na to, że miałem rację. Udostępnienie tekstów w naszej bibliotece w niczym nie przeszkodziło sprzedaniu ich w zbiorku obecnym rok później w pakiecie BookRage.

 

Jaki jest cel istnienia biblioteki?

Przez ponad dziesięć lat prowadziłem chyba jedyne na świecie (poza anglojęzycznym rynkiem) czasopismo prezentujące wyłącznie rodzimą fantastykę i dzięki temu poznałem bardzo dobrze nie tylko ludzi, ale i rynek. Stąd wiem, jak trudno jest dzisiaj przebić się z dobrą książką, jeśli nie ma się wsparcia wydawcy – a to często z przyczyn obiektywnych nie jest zbyt wielkie. Tymczasem dorasta zupełnie nowe pokolenie czytelników, różniące się od ludzi wąchających książki tym, że nigdy nie czuło potrzeby kontaktu ze słowem pisanym w tradycyjnej dla nas formie. Obracając się w sferze tabletów i czytników, nie mieli do tej pory wielkiego wyboru – sięgali głównie po to, co spiratowane, albo po ogólnie dostępne fanfiction.

Tworząc tę bibliotekę, chciałem doprowadzić do zmian, a raczej do przyspieszenia procesu, który pozwoli nam, polskim autorom i czytelnikom, dogonić resztę świata. Starałem się pokazać nowym czytelnikom teksty znanych oraz mniej popularnych autorów, aby utorować im drogę do nowej rzeczywistości, w której będą musieli się znaleźć jeśli nie dzisiaj, to już za lat kilka. Nie oszukujmy się, tradycyjny rynek książki ewoluuje na naszych oczach i nie jesteśmy w stanie tego zmienić.

 

Portal ruszył w styczniu 2013 roku. Ile czasu zajęły przygotowania?

Wbrew pozorom nie był to proces żmudny i długotrwały. Ja tak nie pracuję. Myślę, że portal stanął w miesiąc, może dwa od chwili, gdy na poważnie zacząłem się nim zajmować. Negocjacje z pierwszymi autorami okazały się o wiele łatwiejsze, niż przypuszczałem. Pisarze tacy jak Rafał Dębski czy Romuald Pawlak wiedzieli już dobrze, czym jest rynek e-książki; co ciekawe, więcej trudu kosztowało mnie przekonanie przedstawicieli najmłodszego pokolenia twórców – choć powinno być odwrotnie.

Najtrudniejszym elementem było znalezienie osoby, która umiałaby konwertować pliki tekstowe na formaty przyjazne czytnikom i tabletom. Na szczęście wici rozpuszczone po znajomych przyniosły efekt.

 

Na stronie stwierdza Pan, że teksty profesjonalnych autorów mają zachęcać do sięgnięcia także po ich inne utwory, również płatne. Wygląda to na układ doskonały – czytelnicy dostają dobrą literaturę, a autorzy skuteczną promocję. Gdzie tkwi haczyk?

Nie ma żadnych haczyków, co potwierdzi każdy użytkownik strony www.fantastykapolska.pl. Nikt z zarejestrowanych na niej ludzi nie otrzymuje od nas spamu, ponieważ nie udostępniamy baz danych reklamodawcom. Nikt na tej stronie nie zarabia. Nie ma na niej niemal żadnych reklam.

Czasem udostępniam bezpłatnie baner wydawnictwa, takiego jak RW2010, które pomaga mi w zdobyciu tekstów i w konwersji plików. Moja obecna sytuacja pozwala mi na zrobienie czegoś dla ludzi, z którymi współpracowałem przez kilkanaście lat, więc to robię.

 

Jak wygląda polska „kultura książki elektronicznej”?

Szczerze? Z każdym rokiem lepiej, ale nadal marnie. Jakiś czas temu napisałem felieton, w którym postawiłem tezę, że przełom nastąpi wtedy, gdy szkoły przekonają się do e-podręczników. Ten moment powoli się zbliża, aczkolwiek daleki jestem od huraoptymizmu. Mamy jeszcze wiele przeszkód do pokonania – w tym barierę cenową: czytniki dla przeciętnego mieszkańca USA i Europy Zachodniej są wielokrotnie tańsze niż dla nas.

Ale nie ma co szerzyć czarnowidztwa; w chwili gdy odpowiadam na te pytania, pojawiła się kolejna ciekawa inicjatywa Instytutu Książki w ramach programu Otwarte Zasoby, czyli tworzonej właśnie biblioteki elektronicznej tekstów nowych.

 

Potrafi Pan wymienić inne inicjatywy podobne do Pana bazy ebooków?

Fantastyka Polska i BookRage są fenomenami nie tylko na skalę polską, ale i światową. Serio. Zapytałem niedawno internautów o podobne strony do mojej. Szczerze mówiąc, prócz bibliotek public domain i jednej rosyjskiej strony z tekstami (której autor miał już kilka procesów o piratowanie) nie wskazano mi porównywalnego projektu.

 

Czy poza regularnym dodawaniem kolejnych tekstów ma Pan jakieś szczególne plany rozwoju?

Co do planów, chciałbym namówić wydawców do współpracy z Fantastyką Polską i publikowania fragmentów wydawanych książek, ale nie tak jak to tej pory: stronę albo dwie tekstu. Myślę o zrobieniu konkretnej akcji z udostępnianiem ok. 20% tekstu powieści, aby czytelnik, który sięgnie po takiego e-booka, mógł wsiąknąć w klimat, poznać bohaterów i zyskać pewność, że kupując całość, otrzyma to, za co chce zapłacić. Czy to marzenie ściętej głowy? Czas pokaże.

 

Rozważa Pan wyjście poza fantastykę?

Nie rozważam wyjścia poza fantastykę. Z kilku powodów. Uważam, że człowiek powinien robić to, na czym dobrze się zna: ja jestem fantastą, pozostanę więc przy fantastyce. Nie widzę jednak powodu, dla którego ktoś inny nie miałby stworzyć biblioteki kryminału, romansu czy jakiegokolwiek innego gatunku literackiego. Chętnie takiej osobie pomogę, dzieląc się nabytymi doświadczeniami.

 

robertjszmidt.jpgŹródło: materiały ze strony internetowej wydawnictwa Fabryka Słów

Robert J. Szmidt (ur. 1962) – polski pisarz, tłumacz, redaktor, agent literacki, copywriter i wydawca. Pomysłodawca nagrody fandomu, która wyewoluowała w Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Twórca plebiscytu czytelniczego Nautilus. Pierwszy redaktor naczelny magazynu „Science Fiction Fantasy i Horror”. Założyciel portalu www.fantastykapolska.pl. Autor takich powieści jak Apokalipsa według Pana Jana, Toy Land. Tłumaczył m.in. Dana Browna, Isaaca Asimova, Williama Gibsona, Jacka Campbella i Mike’a Resnicka.