Pogodny realizm kina francuskiego

Przez parę dni Warszawskie kino Muranów opanował duch nowej francuskiej kinematografii. Optymizm i pogoda ducha, która przepływa przez filmy naszych zachodnich sąsiadów naprawdę zdumiewa. Może nie zaszkodziłaby ona naszym polskim twórcom?

W dniach 27 maja-3 czerwca w Warszawskim kinie Muranów odbył się drugi już Przegląd Nowego Kina Francuskiego, organizowany przez Instytut Francuski. Ogólną ideą festiwalu jest przybliżenie polskiemu widzowi szczypty współczesnej francuskiej kinematografii. „To jest próbka tego, co się aktualnie tworzy we Francji” – mówi dla „PDF” organizatorka festiwalu, Anna Walas z Ambasady Francuskiej. „Jednocześnie chcieliśmy pokazać jak najszerszy obraz Francji i problemy, z którymi się obecnie boryka. Oczywiście, klucz doboru filmów był na swój sposób autorski, ale wybraliśmy te dzieła, które są naszym zdaniem najbardziej wartościowe. Większość z tych filmów odniosła we Francji duży sukces popularności” – dodaje Walas. Na festiwalu zaprezentowanych zostało dziesięć filmów, z czego tylko jeden, „Kobiety z 6. piętra” w reżyserii Philippe Le Guay’a wejdzie na polskie ekrany.

 

Artystyczna misja

Po obejrzeniu wszystkich filmów, można odnieść wrażenie, że moda na superprodukcje i kasowe widowiska nie wywarła znaczącego wpływu na francuską kinematografię. Brak filmów akcji, kryminałów oraz jakichkolwiek produkcji wysokobudżetowych wyraźnie pokazuje, że nasi zachodni sąsiedzi zupełnie inaczej podchodzą do kina, niż ich koledzy zza Atlantyku. Jedynym wyjątkiem był zrealizowany z ogromnym rozmachem film dokumentalny „Oceny”. Dzieło, będące wynikiem pięcioletniej pracy, opowiada fascynującą historię o życiu podwodnym mieszkańców oceanów. Twórcą filmów nie tylko udało się uchwycić wspaniałe zdjęcia podwodnego świata, ale i jego swoistą dramaturgię. Obrazy ryb, ssaków, skorupiaków przybierających wszelkie barwy i kształty pokazują, że talent artystyczny matki natury jest nieograniczony. Wszystkie te organizmy trwają w naturalnej symbiozie, tworząc razem harmonijną całość przepięknego, tak egzotycznego dla nas świata. Ukazanie tego obrazu ma jednak swój cel i nie jest to wyłącznie cel estetyczny. Twórcy filmu chcieli bowiem pokazać, jakie zagrożenie płynie dla tego świata z rąk człowieka – od kłusowników okaleczających zwierzęta dla własnej chciwości, całego brudu, który spływa ze świata lądowego. Jeżeli celem filmu była skuteczna przestroga, to z czystym sumieniem można powiedzieć, że został on osiągnięty. Obraz naprawdę porusza. Warto wspomnieć, że dzieło to dostało nagrodę Cezara za najlepszy film dokumentalny.

 

Kadr z filmu „Po nazwisku”- lewicująca Marokanka z francuskim Żydem?

 

Francuzem być…

Twórcy filmów francuskich przede wszystkim jednak stawiają na tematykę obyczajową. Jest nią z jednej strony problem relacji międzyludzkich, współczesnych związków, pytania o miłość w dzisiejszych czasach; z drugiej zaś bardzo silnie zarysowany konflikt społeczny. Niemal w każdym filmie przebijał się problem społeczności imigranckich i pytania o francuską tożsamość. W niektórych, tak jak w „Meczecie”, albo „Ręce w górze” opowiedziany jest trudny los imigrantów żyjących w ekonomicznej biedzie i społecznej alienacji. Strach i poczucie osamotnienia bohaterów, potęgowane jest przez bezwzględne zachowanie francuskiej policji, która traktuje ich jak zwykłych kryminalistów. W innych filmach, tak jak w komediach „Po nazwisku” albo w „Kobietach z 6. piętra”, zagadnienie to zostało potraktowane w sposób lżejszy, choć ponad wartką akcją wyraźnie pobrzmiewa pytanie o współczesną francuską tożsamość. Właściwie co to znaczy „być Francuzem”? Czy znaczenie ma nasz nieskazitelny rodowód, rodowód naszych rodziców, dziadków? W świetnej komedii „Po nazwisku” zapalona lewicowa idealistka pochodzenia marokańskiego zakochuje się w konserwatywnym Francuzie o rodowodzie żydowskim. Z kolei w filmie „Ręce w górze” jesteśmy świadkami rodzącego się uczucia między dwunastoletnimi dziećmi, Francuza i czeczeńskiej imigrantki, której grozi deportacja.

Konflikt klasowy i narodowościowy, dzielący parę kochanków, jest jednym z najczęstszych motywów poruszanych w tych filmach. Ich twórcy chcą nam tym samym zgodnie pokazać, że pochodzenie etniczne nie powinno mieć żadnego znaczenia w ocenie drugiego człowieka; ważne jest to, kim tak naprawdę jesteśmy i czy mimo różnic, potrafimy się wzajemnie akceptować.

 

Szkoła optymizmu

O ile każdy z filmów poruszał w jakimś stopniu tematykę imigracyjną, o tyle mało który dotykał problemu braku dostosowania przyjezdnych do społeczeństwa. Zagadnienie islamizacji albo negowania przez niektóre grupy imigranckie liberalnych, świeckich wartości, nie zostało poruszone w żadnym z filmów. Jeśli tak, to z wielką ostrożnością i wyłącznie z perspektywy ekonomicznej biedy („Meczet”), jakby celem i misją filmowców było budowanie mostów. Czyżby Francuzi bali się zaogniać konflikty istniejące we własnym społeczeństwie? Pytanie to pozostaje otwarte, jednak wszystkie mają wspólny mianownik. Jest nią swoisty optymizm. Przez większość filmów przebija się wyraźna nadzieja, że mimo ogromnych różnic, możemy żyć zgodnie i szczęśliwie.

Warto zwrócić również uwagę, że duża część zaprezentowanych filmów to pogodne komedie i to komedie o miłości („Po nazwisku”, „Kobiety z 6 piętra”, „Razem to zbyt wiele”). W każdej z nich twórcom udało się pokazać, że mają dystans do samych siebie, potrafią  śmiać się ze swoich narodowych wad, jednocześnie nikogo nie wyśmiewając ani nie obrażając. Dla twórców polskiego kina, którzy aż rozpływają się nad szarą, przygnębiającą rzeczywistością , pogodne kino francuskie musi być nie lada zaskoczeniem.

 

Na początku był scenariusz…

Czas na ogólną ocenę jakości samej kinematografii. Oczywiście, oceny zawsze są subiektywne, ale to akurat piszę z zupełnym przekonaniem – festiwalowe dzieła zaprezentowały bardzo wysoki poziom. Świetne aktorstwo, dobra realizacja, a przede wszystkim wysoki poziom scenariuszy. Niemal w każdym z filmów (na czele z „Po nazwisku” – Cezar za najlepszy scenariusz, „Kobiety z 6. piętra”, „Ręce w górze”) jesteśmy świadkami ciekawej, wielowarstwowej i wciągającej opowieści. Akcja toczy się w wartki sposób, bez dłużyzn, bohaterowie są wyraziści, twórcy zaś w jasny sposób przekazują historię. Na każdym z pokazów publiczność z dużym zaangażowaniem śledziła filmy, żywo reagowała na akcję, słowem – została wciągnięta. Parę pokazów zakończyło się nawet oklaskami. Jedynym wyjątkiem okazała się raczej nieudana „Dziewczyna z pociągu” w reżyserii André Téchiné, której nie pomógł ani ciekawy temat, ani rola Catherine Deneuve.

Filmy miały różną frekwencje – na pokazy o godzinie 16-tej trafiało niewiele osób, jednak na najpopularniejsze filmy, takie jak „Po nazwisku”, czy „Kobiety z 6. piętra”, w dniu seansu brakowało już biletów. To nieczęsty przypadek w kinach studyjnych. Z zaprezentowanych filmów jednak tylko jeden, czyli „Kobiety z 6. piętra” wejdzie do polskich kin. Powód? Jak twierdzi Anna Walas, „Problem ze znalezieniem dystrybutora dotyczy ogólnie kina europejskiego, które sprzedaje się trudniej niż kino amerykańskie”- twierdzi Anna Walas. „Dlatego też bardzo nam zależy, żeby pokazać filmy francuskie i na pewno zorganizujemy festiwal również w przyszłym roku”. Tegoroczny przegląd filmów francuskich wyraźnie bowiem pokazał, że kino europejskie nadal znajduje się na wysokim poziomie.

 

Festiwal w skróconej wersji będzie można odwiedzić w dziewięciu innych miastach w Polsce. Szczegóły na stronie www.francuski.fr.