Nasza (re)generacja

„Gdyż to umiemy: grać w karty, kląć i prowadzić wojnę. Niezbyt to wiele, jak na dwadzieścia lat – za wiele, jak na dwadzieścia lat”. Reżyser „Odlotu” odrobił lekcję z Remarque’a na piątkę.

Debiut fabularny Słoweńca Nejca Gazvody „Odlot” to historia trójki przyjaciół, którzy po latach wybierają się na wycieczkę nad morze tak, jak robili to w czasach szkoły średniej. Jakkolwiek banalnie to nie brzmi, reżyser bezbłędnie potrafił wykorzystać takie tło do opowiedzenia o swoim pokoleniu – pokoleniu dwudziestokilkulatków.

Film utrzymany jest w bardzo ciepłym nastroju, a towarzyszący bohaterom na każdym kroku humor podkreśla łącząca ich silną więź. Beztroska i żarty przeplatają się ze wspomnieniami czasów liceum, aż w końcu zabarwia je niespokojna aura tajemnicy. Szybko okazuje się, że zarówno Gregor, Andrej, jak i Živa mają swoje sekrety z przeszłości, z którymi przyjdzie im się rozliczyć. Problemy, które z tego wynikną i spojrzenie na otaczającą ich rzeczywistość pokazane są w szczery, chłodny sposób. Reżyser jednak nie odgradza się od swoich bohaterów, przeciwnie – razem z nimi poddaje refleksji swoją generację. Płynące z tego wnioski będą często gorzkie, a nawet smutne, jednak zaskakująco trafne. Czyż młodzi ludzie nie ufają w UE lub nie zmagają się z problemami tolerancji? Nejc Gazvoda nie wydaje jednak żadnych osądów. „Odlot” to dojrzała zaduma nad dzisiejszymi czasami bez silenia się na moralizowanie i w tym jej ogromna siła. Film staje się uniwersalny nie tylko za sprawą problemów, które mogłyby dotyczyć każdego dwudziestokilkulatka, ale też dzięki nakręceniu nienazwanych plenerów. Widz niby wie, że akcja dzieje się na Słowenii, ale równie dobrze wszystko mogłoby się wydarzyć we Włoszech, Francji, a nawet w Polsce.

the trip.jpg

Poza świetnie napisanym scenariuszem, niski ukłon należy się również w stronę aktorów. Nakreślili pełne ciepła, a jednocześnie sprzecznych emocji postaci, którym wierzy się od początku do końca. Ich rozterki są ludzkie, pytania – dotkliwie trafne. Wszyscy są po części wyrzutkami i może to determinuje bardzo silną więź, jaką są połączeni. Gregor to żołnierz, którego powołano do Afganistanu, Andrej – homoseksualista, a za wyjazdem Živy na zagraniczne studia kryje się dużo boleśniejszy, osobisty sekret. Cała trójka jest jednak na tyle dojrzała, by zrozumieć, że ich przyjaźń jest prawdziwa i nic jej nie zachwieje. To w obliczu gorzkiego tematu filmu staje się słabym pocieszeniem, ale dla młodego widza zbawiennym.

Zmierzenie się z trudnymi kwestiami, jakie wśród młodzieńczej beztroski porusza „Odlot”, ułatwia jeszcze sfera wizualna filmu. Mając jedynie sto tysięcy euro budżetu twórcy nie mogli pozwolić sobie na spektakularne efekty. Wszystkie zdjęcia (poza początkową sceną w supermarkecie) są kręcone przy naturalnym świetle. To jednak nadaje obrazowi większej świeżości, w żadnym razie nie jest jego wadą. Debiut Nejca Gazvody ujmuje swoją wiarygodnością i dojrzałością. W obliczu ledwie dwudziestu sześciu lat reżysera – tym większe należą mu się za to brawa.

 

„Odlot”

reżyseria: Nejc Gazvoda

premiera: 4 października 2011 (świat)

produkcja: Słowenia

gatunek: dramat

Film pokazywany był w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego.