Szyk, klasyka, słonie

Fotografia mody to pojęcie szerokie i głębokie. Bo chociaż sama moda – rozumiana jako kreacja wzorów ubiorów przez zawodowych projektantów  narodziła się dopiero w połowie XIX w., to z całą pewnością już w czasach prehistorycznych żyły kobiety, które dbały o to, aby noszona przez nie skóra z niedźwiedzia pasowała do obuwia oraz mężczyźni, którzy staranniej niż inni dobierali kolor rzemyka sandałów do kości, z których robiona była ówczesna biżuteria.

Fotografia, która wkraczała na światowe salony tuż przed 1830 rokiem, nie skupiała się początkowo na fasonach spódnic noszonych przez eleganckie panie. Przeglądając fotograficzne archiwa, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że moda szybko zajęła istotne miejsce wśród inspiracji fotografów już pierwszej połowie XIX w.

 

Richard Avedon, “Dovima with Elephants” (1955)Richard Avedon, “Dovima with Elephants” (1955)

Szyk

Jeszcze zanim nabrała charakteru masowego i służyła głównie prezentacji znanych osobistości swoich czasów, wymyślne suknie, oryginalne kapelusze i imponujące peruki zdawały się często pełnić rolę pierwszoplanową i przyćmiewać na zdjęciach samych modeli. Prawdziwy rozkwit fotografia mody przeżyła w pierwszej dekadzie XX w. Rynek wydawniczy zaczął wówczas podbijać magazyn Vogue, który przez lata stopniowo docierał do niemal wszystkich krajów na całym świecie i po dziś dzień wyznacza trendy w modzie, odkrywa nowe twarze i dla wielu pozostaje wyrocznią w sprawach stylu. Obecna redaktor naczelna, Anna Wintour, która swoje stanowisko objęła w 1988 roku, stała się już żywą legendą świata mody (ostatnimi laty głównie za sprawą filmu Davida Frankela „Diabeł ubiera się u Prady”, gdzie w rolę Mirandy Priestley – wzorowanej na postaci Wintour wcieliła się Meryl Streep). Od początku kariery miała jeden, jasno określony cel – zostać naczelną Vogue’a. Dzięki swojemu żelaznemu charakterowi, bezkompromisowości, ale przede wszystkim doskonałemu wyczuciu smaku, należy obecnie do jednej z najlepiej rozpoznawalnych kobiet świata. Pierwsza okładka pisma, jaka ukazała się pod jej kierownictwem, na której mało znana modelka ubrana jest w tanie dżinsy oraz w bluzkę Christiana Lacroix za bagatela dziesięć tysięcy dolarów, wywołała wielki szok i zapoczątkowała nową erę w historii magazynów mody.

Pierwsza okładka Vogue'a, jaka ukazała się pod kierownictwem Anny Wintour (listopad, 1988)Pierwsza okładka Vogue’a, jaka ukazała się pod kierownictwem Anny Wintour (listopad, 1988)

 

Pierwszym oficjalnym fotografem Vogue’a był Adolph de Meyer, uważany również za pioniera fotografii mody. Jego nastrojowe, pełne elegancji portrety osób z wyższych sfer charakteryzowały się doskonałym wyczuciem światła i były jednym z istotnych argumentów w toczącej się na przestrzeni lat dyskusji na temat tego, czy fotografię można zaliczyć do sfery sztuki. Dziś, kiedy już nikt nie ma wątpliwości, że dobry fotograf to artysta przez duże „A”, zdjęcia modowe jawią się często w oczach współczesnych jako prawdziwe perełki wśród osiągnięć całej fotografii. Od początku też, przynosiły sławę i pieniądze tym, którzy ją tworzyli. Nic w tym dziwnego – fotografia pięknych kobiet ubranych w odzież zaprojektowaną przez najlepszych projektantów po prostu sprzedawała się sama. Cieszyła oko zarówno koneserów wdzięków płci słabej, wielbicieli mody i stylu, jak i fascynatów fotografii w ogóle. Przykładem innego fotografa pracującego przez lata dla Vogue’a czy Harper’s Bazaar jest Edward Jean Steichen. Chociaż jego nazwisko kojarzy się głównie z wystawą zdjęć fotografów z całego świata „The Family of Man”, to Steichen niezaprzeczalnie przyczynił się także do rozwoju, a nawet wystawienia na piedestał fotografii mody. Jego zdjęcia, które ukazały się w 1911 roku w magazynie Art And Decoration uważane są za pierwsze nowoczesne fotografie mody kiedykolwiek opublikowane w prasie. Lata trzydzieste i czterdzieste dwudziestego wieku uczyniły z niego najbardziej rozpoznawalnego i najlepiej opłacanego fotografa na świecie.

 

Adolph de Meyer - Jeanne EagelsAdolph de Meyer – Jeanne Eagels


Klasyka

Przykładem perełki światowej fotografii stało się jedno z najlepiej rozpoznawalnych zdjęć ze świata mody, które zrobione zostało na potrzebę reklamy kostiumów kąpielowych. Chociaż powstało w 1930 roku, wydaje się być bliskie również współczesnym trendom fotografii i doczekało się wielu reprodukcji. Widać tu zarówno szyk i elegancję, jak i klasycystyczny spokój. Obraz dwóch postaci wpatrzonych w horyzont morza został wykonany z największym kunsztem i zamiłowaniem do aranżacji. Bo przecież morze nie jest tu morzem, lecz tłem w studio, a swobodna pozycja, z jaką para ludzi siedzi tyłem do obiektywu, została dopracowana z największą precyzją – sylwetki postaci układają się w łagodny łuk tworzący literę U. Gra światła i cienia podpowiada co bardziej czujnemu oku, że naturalne słoneczne światło sprawiłoby, że morze wyszłoby na zdjęciu o wiele ciemniejsze. Studyjne oświetlenie zdołało wydobyć na pierwszy plan kontury postaci i zamazać łagodnie tło. Autorem owej fotografii jest George Hoyningen-Huene, Rosjanin, który w 1920 roku wyruszył do Paryża, gdzie w niedługim czasie stał się jednym z głównych fotografów pisma Vogue. Po parunastu latach przeniósł się do Nowego Jorku, aby pracować dla Harper’s Bazaar. Po drodze poznał też innego przyszłego fotografa, który wkrótce stał się jego kochankiem oraz modelem. Horst P. Horst przez całą karierę wspominał swojego mistrza i nauczyciela, jednak w swoich pracach wykorzystywał głównie inspiracje klasycystyczne, studiując klasyczne pozy greckich rzeźb oraz postacie z obrazów, szczególną uwagę przywiązując do pozycji rąk modela.

Divers, Swimwear by Izod, photo by George Hoyningen-Huene, 1930 Classic shotDivers, Swimwear by Izod, photo by George Hoyningen-Huene, 1930 Classic shot

 

Wiele można by wymienić nazwisk, bez których fotografia mody miałaby zupełnie inne oblicze. Cecil Beaton, Norman Parkinson, Louise Dahl-Wolfe… Jednak żaden artysta nie wywarł na nią takiego wpływu jak Richard Avedon, fotograf, który pracował nieprzerwanie od 1945 roku, aż do śmierci w 2004. Karierę fotograficzną rozpoczynał od robienia zdjęć do identyfikatorów na morskich handlowcach. Jeden z takich portretów, przedstawiający marynarzy bliźniaków, został zauważony przez dyrektora artystycznego Harper’s Bazaar. Alexey Brodovitch przekonał Avedona do zrobienia paru zdjęć dla magazynu i w ten właśnie sposób rozpoczęła się jego kariera w świecie mody. Od fotografowania marynarskich twarzy przeszedł więc do robienia zdjęć takim gwiazdom jak Marlin Monroe (zrobiony przez niego  do bólu szczery  portret aktorki stał się jednym z jej najpopularniejszych zdjęć), Elizabeth Taylor, Brigitte Bardot, Marlon Brando, Jack Nicholson, Bob Dylan czy Kate Moss – by wymienić zaledwie kilka nazwisk jego sławnych modeli. Artysta uwieczniał zresztą nie tylko celebrytów ze świata filmu i mody, bohaterami jego fotografii były również takie osobistości jak Jackie Kennedy, Samuel Beckett czy Dalajlama. Ze swoim aparatem docierał również na podwórka zwykłych ludzi, czego przykładem może być cykl portretów „In the American West”, przedstawiający rolników, kierowców czy sprzedawców przy swoich codziennych zajęciach. Nie ma tu miejsca na romantyczne złudzenia, autor nie ucieka od pokazania mniej atrakcyjnej strony Ameryki. Zmarszczki i blizny na twarzach sportretowanych ludzi pokazują, że życie nie zawsze może być idealnie zaprojektowane, a wszelkie aranżacje prędzej czy później okazują się bezsilne w obliczu codziennych problemów i nieustannego wysiłku. Zdjęcia te przyczyniły się do demitologizacji „amerykańskiego snu”. Bez względu na status społeczny fotografowanej postaci, najważniejszym elementem każdego zdjęcia Richarda Avedona były prawdziwe emocje, bijące od modeli bądź wynikające w gry świateł, cieni oraz otoczenia, w którym umieszczał swoich bohaterów. Sam artysta powiedział kiedyś: „Wszystkie portrety, które wykonuję, mogłyby być właściwie autoportretami. W fotografii interesuje mnie kondycja ludzka, ale to, co nazywam kondycją ludzką, może być… moją własną”. Dlatego autor lubił rozmawiać z fotografowanymi osobami, wdawać się z nimi w głębokie dyskusje, dotykające często bardzo niewygodnych tematów. Nie stronił od wprowadzania swoich modeli w zakłopotanie, byle tylko wydobyć możliwie najszczerszy obraz widzianej przez obiekty w postaci. „Moich prac nie traktuję jako 'zdjęć mody’, ale jako obserwacje kobiet w sukniach” – podkreślał fotograf.

Richar Avedon - Marylin Monroe (1957).jpgRichar Avedon – Marylin Monroe (1957)

Słonie
Nowoczesne, świeże spojrzenie Avedona spowodowało odrzucenie wcześniejszego, bardziej klasycznego stylu i zapoczątkowało nową erę w świecie fotografii mody. Amerykanin wprowadził do swoich zdjęć dynamikę, a modelkom i modelom pozwolił nawet… na uśmiech! Chciał widzieć na zdjęciu żywą istotę zdolną do przeżywania emocji, a nie manekina pozbawionego wszelkich uczuć. Fotograf mawiał: „Od artysty nie można przecież oczekiwać, że będzie miły i delikatny, tylko żeby się wyrażał, żeby wypowiadał się o ludzkiej egzystencji”. Najsłynniejszym zdjęciem Richarda Avedona, które w roku 1955 wywołało prawdziwy szok oraz zapoczątkowało nowy styl w fotografowaniu mody jest „Dovima with Elephants”. Nikt wcześniej nie zdobył się na odwagę, aby sławną modelkę w sukni zaprojektowanej przez Christiana Diora umieścić na zdjęciu ze zwierzętami (w dodatku ze zwierzętami, którym daleko do elegancji odpowiadającym stylowi światowych stolic mody). Szorstka powierzchnia szarej skóry słoni tworzy niezwykły kontrast z gładko lejącą się czarno-białą tkaniną sukni. Modelka wygięta w subtelnej pozie, z podniesioną do góry prawą ręką oraz trzy przypięte łańcuchami słonie stojący obok siebie na przykrytym sianem betonie – owo zestawienie nawet w dzisiejszych czasach wydawać się może niezwykłe, lecz w 1955 roku było prawdziwą rewolucją, jakiej nigdy nie oczekiwano w świecie fotografii mody. Chyba żadne z późniejszych zdjęć nie wywołało już takiego estetycznego szoku. Dwa lata przed śmiercią artysty The New York Times ogłosił Avedona najsłynniejszym fotografem świata. Nic dziwnego, skoro jego nazwisko obiło się o uszy nawet zupełnym laikom, którzy nie mają nic wspólnego ani z fotografią ani modą. Sam fotograf musiał być niezwykle spełnionym człowiekiem, ponieważ powiedział kiedyś: „Wiem, że przypadek, który sprawił, że zostałem fotografem, pozwolił mi w ogóle żyć. Jeśli danego dnia nie zrobię czegoś związanego z fotografowaniem, czuję się, jakby ominęło mnie coś niezbędnego do istnienia. To tak, jakbym zapomniał się obudzić”. Ów wewnętrzny przymus fotografowania, zamiłowanie do poznawania ludzi i docieranie do sedna ludzkich emocji sprawiły, że fotografia Richarda Avedona to znacznie więcej niż zdjęcia mody, nawet jeżeli przez lata oglądano je w Vogue’u czy w Harper’s Bazaar. Stały się ponadczasowe i wciąż inspirują. „Portrety i fotografie mody Richarda Avedona pomogły stworzyć definicję stylu, piękna i kultury Ameryki w ostatnim półwieczu” – napisał po śmierci artysty w pożegnalnym artykule The New York Times. Patrząc wstecz na całą historię fotografii, nasuwa mi się na myśl refleksja, że tymczasowa moda nigdy nie powinna deklasować artystów. Postępowe podejście Richarda Avedona nie umniejsza talentu o wiele bardziej klasycznego fotografa, jakim był Hoyningen-Huene, podobnie jak żaden przyszły talent nie zdoła odebrać osiągnięć najsłynniejszemu fotografowi świata. Artystyczne trendy w tym obszarze przez całe lata czerpały inspiracje zarówno z innych dziedzin sztuki, ale bywały też dziełem przypadku lub dziećmi pomysłowości twórców. Sama moda była często jedynie pretekstem do wyrażenia swoich artystycznych zamysłów i przełamania kolejnych barier w sztuce. Erwin Blumenfeld, Helmut Newton, David Bailey czy Hiro – wszyscy ci artyści wnieśli do spuścizny fotografii coś znacznie więcej niż obrazki modnych ubrań i pięknych modelek. Anna Wintour mówi: „Nasze potrzeby są bardzo proste. Od fotografa oczekujemy tego, aby wziął sukienkę, sprawił, że dziewczyna będzie w niej ładnie wyglądała, dał nam tyle zdjęć, abyśmy mieli z czego wybierać i był obojętny. Fotografowie tymczasem – jeśli mówimy o tych lepszych – zawsze chcą tworzyć sztukę”. W 2012 roku, kiedy fotografia mody obecna jest praktycznie wszędzie – począwszy od dobrze znanych magazynów mody, poprzez brukowce, przeróżne strony internetowe (nie tylko te poświęcone modzie), billboardy i plakaty stojące tuż pod naszym blokiem, a skończywszy na opakowaniach rajstop czy t-shirtów z hipermarketów – trudno niekiedy uwierzyć, że w natłoku tych obrazów można znaleźć prawdziwe dzieła sztuki. Nie musimy jednak szukać daleko, rodzimemu rynkowi fotograficznemu nie brakuje wszak talentów, które z sesji modowej potrafią stworzyć prawdziwą ucztę dla oka. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Aldona Kaczmarczyk, Iza Grzybowska, Mateusz Stankiewicz czy Zuzanna Krajewska i Bartek Wieczorek. Ale o fotografii mody w polskim wydaniu… już innym razem.

 

Publikacja zdjęć ma charakter edukacyjny.