Każdy chce być gwiazdą popu, czyli o tym jak Andy Warhol sięgał po swoje marzenia

Wiele zdjęć, które oglądamy dziś w albumach przedstawiających najsłynniejsze fotografie świata, omal nie zostało zrobione. Tak o jednym ze swoich dzieł mówi Gerard Malanga, który w maju 1966 roku sfotografował zespół The Velvet Underground i Andy’ego Warhola w przerwie trasy koncertowej. Ten niepozorny obraz pięciu muzyków i pop-artysty wszechczasów stał się pewnego rodzaju ikoną oraz dowodem na to, że Warhol wśród innych dziedzin artystycznych maczał palce również w muzyce.

 

Zdjęcie Malangi przypomina fotografię, która mogłaby się znaleźć w albumie każdego śmiertelnika. Na pierwszy rzut oka można by przypuszczać, że widzimy na nim grupę znajomych – bliższych bądź dalszych – która została zmuszona przez kolegę do zapozowania do zdjęcia. Nikt nie przejmuje się zbytnio tym, że jest fotografowany. Prawdopodobnie tylko dwoje spośród sześciu „modeli” zwraca uwagę na fotografa i patrzy w obiektyw (nie można tego stwierdzić na pewno, ponieważ czterech z nich ma na nosie ciemne okulary…). Wyglądają na zrelaksowanych, miny mają nieco znudzone, może myślą o czymś zupełnie innym. Pozują w końcu koledze, nie przejmując się tym, że zdjęcie trafi do kolejnego magazynu i będzie współtworzyć historię. Sam Gerard Malanga mówi, że tamtego dnia ani przez chwilę nie miał zamiaru „tworzyć sztuki”. Zrobił po prostu spontaniczne zdjęcie swoim znajomym za pomocą pożyczonego Pentaxa. Ale to zapewne w tej spontanicznej i pozbawionej artyzmu atmosferze tkwi urok owego zdjęcia.

 

Gerard Malanga, The Velvet Underground and Nico with Andy Warhol, 1966.

 

Od lewej widzimy na zdjęciu piękną Nico, niemiecką piosenkarkę, Andy’ego Warhola i zespół The Velvets. Fascynujące, ile możemy wywnioskować z samego zdjęcia. Od razu zauważamy, kto jest gwiazdą zespołu, a kto gra drugie skrzypce. Można nawet próbować zgadywać, że owi czołowi członkowie są w konflikcie – patrząc na Lou Reeda i Johna Cale’a, którzy spoglądają w przeciwnych kierunkach z raczej ponurymi minami. Bez znajomości historii zespołu są to jednak jedynie przypuszczenia. Pochopne wnioski możemy również wysunąć z postawy Andy’ego Warhola, który stoi ze splecionymi dłońmi jakby nieśmiały i wycofany. Gerard Malanga twierdzi jednak, że jest to styl, który artysta obrał z Cocteau i którego był niezwykle świadomy.

 

Czytając biografię Warhola, zdajemy sobie sprawę, że artysta był świadomy każdego elementu swojego image’u. Nic nie było w nim przypadkowe. Jego drobna figura i odpowiedni dla niej sposób ubierania, białe wręcz włosy, wypracowane gesty i sposób mówienia – wszystko to sprawiało, że Warhol miał tyleż samo wielbicieli, co przeciwników. Nie zapominajmy ponadto, że artysta urodził się w czasach, kiedy rewolucja seksualna jeszcze nie nadeszła i nikt otwarcie nie ujawniał swojego homoseksualizmu. On tak. Pracował na swój wizerunek od samego początku kariery. Pierwszym krokiem w kierunku upragnionej sławy była zmiana nazwiska. Warhol brzmi zdecydowanie bardziej amerykańsko niż Warhola, które sugerowało słowiańskie korzenie i przedstawiało go raczej jako biednego przybysza z zewnątrz niż kogoś, kto ma współtworzyć „amerykański” sen. Wychowany w Pittsburghu w Pensylwanii całe dzieciństwo marzył o tym, aby przedostać się do innego, lepszego, bardziej kolorowego świata. Kiedy uzbroił się już w nowe nazwisko i stopniowo zaczynał być coraz bardziej sławny, nie potrafił pozbyć się nowobogackiej mentalności. W ciągu tygodnia odgrywał rolę prowokatora szokującego zarówno media, odbiorców jak i najbliższe otoczenie, lecz w niedzielę szedł do kościoła. By zapewnić sobie miejsce w niebie, dawał jałmużnę, lecz prawie nigdy nie płacił na czas swoim pracownikom, a jeżdżąc po mieście Rolls Royce’em narzekał na brak pieniędzy. Kochał szum wokół siebie, uwielbiał Hollywood i wszystko, co z nim związane. Jednocześnie wciąż poszukiwał siebie w szerokim pojęciu, jakim jest sztuka. Wypatrywał niszy, którą mógłby zapełnić i zapewnić sobie tym samym artystyczną nieśmiertelność. Był przy tym niezwykle wytrwały i uparty, nie zrażając się po drodze mało przychylnymi opiniami osób, które twierdziły, że Warhol to nie artysta, a jego twórczość to przyjemna dla oka, lecz w istocie bezwartościowa pustka.

  

Jednak Andy zaskoczył wszystkich – zaczął przyglądać się puszkom z zupą, butelkom Coca-Coli i innym przedmiotom, które wydają się zbyt oczywiste i banalne, by poświęcić im jakąkolwiek uwagę. Stały się dla niego natchnieniem i zagościły na stałe na jego obrazach. Portrety Elvisów, Marilyn Monroe, obrazy puszek zupy Campbell’s powielane w setkach tysięcy egzemplarzy rozpoczęły nową erę, erę popkultury i zapewniły Warholowi upragnione miejsce wśród prekursorów dziedziny kultury. Na ich podstawie nadano ido tej pory bada się związek między sztuką, artystyczną ekspresją, reklamą i codziennością.

 

Andy Warhol, Campbell’s Tomato Soup

 

Początki kariery Warhola nie były jednak łatwe. Zaczynał w 1950 roku jako artysta reklamowy, pracował m.in. dla „Vogue’a”. I chociaż odnosił w tej branży znaczne sukcesy pragnął być kimś więcej. Dotknął praktycznie każdej dziedziny sztuki – był poetą, pisarzem, filmowcem oraz fotografem. Założył też sławny do dziś magazyn „Interview” oraz „Factory” – atelier, które zrzeszało różnego rodzaju artystów, bogatych patronów i ludzi, którzy byli na tyle bogaci, by móc sobie zapewnić kontakt ze śmietanką towarzyską skupioną wokół Warhola. Tak naprawdę jednak został doceniony dopiero po śmierci. Przez wiele lat Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku konsekwentnie odmawiało zorganizowania wystawy jego prac, a gazety takie jak „The New York Times” radziły mu zaprzestać wszelkich starań w pretendowaniu do miana prawdziwego artysty, gdyż jego prace nie są uważane za prawdziwą sztukę. Gdy umarł, wystawy jego dzieł powędrowały do takich miejsc jak Chicago, Londyn, Paryż czy Wenecja, a pamiątki po nim zostały sprzedane za ponad dwadzieścia milionów dolarów. Czyżby śmierć rzeczywiście nie tylko podnosiła wartość samego artysty, lecz także zmieniała opinie krytyków sztuki?

 

Zespół The Velvet Underground urzeczywistnił nawet marzenie Warhola o „własnej” kapeli muzycznej. Artysta i muzycy szybko się zaprzyjaźnili. On okazał się kluczem do sukcesu ich kariery i czerpał garściami z muzycznej energii, a także mógł spełnić swoje ambicje artystycznego guru, za którego był uważany zarówno przez muzyków, jak i przyjaciela i bliskiego współpracownika, późniejszego fotografa – Gerarda Malangę. To właśnie za sprawą osoby Warhola trasa koncertowa The Velvet Underground okazała się sukcesem, a sama – nieznana dotąd grupa – zyskała rozgłos i już na zawsze została powiązana z nazwiskiem artysty. Obecna na fotografii Nico stała się natomiast długoletnią muzą artysty.

 

W maju 1966 roku, kiedy muzycy i Andy Warhol pozowali do zdjęcia podczas trasy koncertowej ani artysta ani Gerard Malanga nie traktowali fotografii jako sposobu twórczej ekspresji. Ten ostatni używał w dzieciństwie swojego Kodaka jedynie do fotografowania znajomych ulic Nowego Jorku. Dopiero w trakcie współpracy z Warholem i pracą nad wielokrotnymi odbitkami na stałe związał się z tą dziedziną sztuki, tworząc niezwykłe portrety takich gwiazd jak Mick Jagger, William Burroughs czy Iggy Pop.

 

Warholowi natomiast jego kanon potrzebny był głównie do robienia mało dyskretnych zdjęć takim postaciom jak Liza Minnelli wychodząca spod prysznica czy Truman Capote odwiedzający chirurga plastycznego. Prawdziwym osiągnięciem Andy’ego Warhola i pewną rewolucją w dziedzinie fotografii było jednak tak naprawdę to, że poprzez masowe powielanie swoich obrazów otworzył świadomość współczesnych również na wielokrotną, nieskończoną wręcz reprodukcję zdjęć. Zdefiniował też na nowo pojęcie artyzmu, dopuszczając do obszaru sztuki pop, czyli artystyczne traktowanie codziennych obiektów. Pop Art do dziś zresztą kojarzy się nam jednoznacznie z nazwiskiem Warhola, a jego dzieła – zapewne jedne z miliona egzemplarzy powielonych obrazów – zajmują poczytne miejsce w naszych domach na całym świecie. Andy Warhol doczekał się więc nie tylko sławy, lecz został oficjalnie włączony w grono artystów docenianych zarówno przez galerie sztuki nowoczesnej jak i producentów plakatów czy płytek do glazury z wizerunkiem uwiecznionej przez niego pop gwiazdy. Z pewnością jest więc wściekły, że nie żyje…