jar-with-brushes-stool

Rozdarte serce polskiego pędzla

Kiedy myślimy o malarstwie, które definiuje nasz kod kulturowy, natychmiast stajemy przed dylematem, który dzieli polską duszę na dwie równe części. Z jednej strony mamy potęgę intelektu i historiozofii, z drugiej – instynktowną miłość do ziemi i jej rytmów. To starcie dwóch gigantów, Jana Matejki i Józefa Chełmońskiego, nie jest walką o lepszy warsztat, lecz o to, co w polskości uznajemy za najbardziej autentyczne. Czy jesteśmy narodem zrodzonym z wielkich bitew i królewskich kazań, czy może dziećmi krajobrazu, który trwa niezmiennie pod każdą szerokością geograficzną, niezależnie od tego, kto akurat zasiada na tronie?

Spór o prymat w panteonie polskich malarzy to nie tylko debata o technice czy kompozycji. To fundamentalne pytanie o to, jakiej Polski szukamy w sztuce: tej monumentalnej, wykutej w glorii i klęskach historii, czy tej cichej, pachnącej rozgrzaną ziemią i mgłą nad rozlewiskami.

Architekt narodowej pamięci

Jan Matejko nie malował obrazów – on wznosił katedry pamięci. W jego pracowni historia przestała być suchym zapisem w kronikach, a stała się żywym, pulsującym organizmem. Gdy patrzymy na „Bitwę pod Grunwaldem” czy „Hołd pruski”, nie obcujemy jedynie z płótnem; stajemy twarzą w twarz z polskim losem, skondensowanym do jednego, dramatycznego gestu. Matejko był rzecznikiem wielkiej idei, malarzem, który w czasach niewoli musiał pełnić rolę sumienia narodu.

Jego pędzel był jak precyzyjne dłuto, wycinające w świadomości zbiorowej wizerunki królów, hetmanów i zdrajców. To Polska z podręczników, Polska dumna, tragiczna, ubrana w aksamity i zbroje. Matejko nauczył nas, jak cierpieć i jak triumfować w wielkim stylu, ale jego wizja zawsze wymaga od widza pewnego dystansu – pokory wobec majestatu historii, która toczy się nad głowami zwykłych ludzi. To sztuka przez wielkie „S”, oficjalna, reprezentacyjna, stanowiąca fundament naszej tożsamości narodowej w jej najbardziej heroicznym wydaniu.

Ewangelia błota i błękitu

Zupełnie inny świat otwiera przed nami Józef Chełmoński. U niego nie znajdziemy koron ani suto zdobionych kapot. Jego Polska jest bosa, przykurzona wiejskim traktem, zasłuchana w klangor żurawi i tętent koni w pędzie. Jeśli Matejko jest głosem z ambony, to Chełmoński jest szeptem babci opowiadającej o dawnych czasach przy piecu kaflowym.

Chełmoński odkrył dla nas sacrum w codzienności. Jego „Babie lato” czy „Bociany” to nie są zwykłe sceny rodzajowe – to ikony polskiego losu wpisanego w naturę. To Polska, którą każdy z nas nosi pod powiekami: ta z wakacji u rodziny na wsi, ta z zapachu skoszonej trawy i widoku bezkresnych pól, które nie znają politycznych podziałów. Chełmoński malował to, co w nas najbardziej ludzkie i najbardziej czułe. Jego artyzm nie potrzebował wielkiej scenografii; wystarczyło mu kilka pociągnięć pędzla, by oddać chłód porannej rosy lub nostalgię jesiennego zmierzchu. To malarstwo „narodowe” w sensie najbardziej elementarnym – bliskie sercu, ziemi i każdemu, kto choć raz poczuł jedność z ojczystym krajobrazem.

Dziedzictwo, które nie dzieli

Choć dzieli ich niemal wszystko, od doboru tematów po sposób prowadzenia kreski, Matejko i Chełmoński są dwiema stronami tego samego medalu. Nie sposób w pełni zrozumieć polskiej duszy, odrzucając któregokolwiek z nich. Potrzebujemy Matejki, by wiedzieć, skąd przychodzimy i jakie ciężary dźwigamy jako wspólnota. Potrzebujemy jednak Chełmońskiego, by wiedzieć, kim jesteśmy w zaciszu własnych domów, gdy gasną światła wielkiej historii.

Wystawy ich prac, wciąż przyciągające tłumy, dowodzą, że ten dialog między „wielkim” a „bliskim” wciąż trwa. Jeden daje nam dumę, drugi – ukojenie. I być może właśnie w tym rozdarciu, między królewskim Zamkiem na Wawelu a piaszczystą drogą przez mazowieckie piaski, kryje się najprawdziwsza definicja polskości, którą obaj artyści, każdy na swój sposób, ocalili od zapomnienia. Szczęśliwi ci, którzy potrafią w monumentalnych płótnach Matejki dostrzec powagę losu, a w skromnych akwarelach Chełmońskiego odnaleźć spokój własnego dzieciństwa.

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Wojciech Prażmowski "Miłosz. Tutejszy"
Fotograficzna podróż śladami Czesława Miłosza....
Czytam prawicowe reportaże dla beki
Prawicowa publicystyka to już niemal samodzielny gatunek literacki. A prawicowy...
Trwa Miesiąc Fotografii w Krakowie
Trwa Miesiąc Fotografii w Krakowie. W tym roku festiwal ma...
Flaga Hermaszewskiego i pierogi w kosmosie

Astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski, który w tym roku weźmie udział w...