DSC_3036

Narodowa alternjatywa dla Watykanu

Większość z nas zapytana o religię odpowie krótko: „jestem katolikiem”. Nad Wisłą znak równości między polskością a katolicyzmem przez wieki stał się tak oczywisty, że rzadko kiedy dodajemy do tego miana przymiotnik „rzymski”. Traktujemy podległość Watykanowi jako kulturowy standard, zapominając, że serce tego Kościoła bije we Włoszech, a nie w Polsce. Tymczasem w cieniu rzymskiej instytucji istnieje inna wspólnota, o której słyszał mało który Polak, choć to właśnie ona jako jedyna ma zapisaną polskość w swojej oficjalnej nazwie. Co najbardziej zaskakujące, ten prawdziwie „Polski” Kościół katolicki wcale nie narodził się w Warszawie, Gnieźnie czy Krakowie. To efekt wielkiego i zapomnianego buntu naszych rodaków za oceanem – polskich imigrantów w Ameryce Północnej, którzy na przełomie XIX i XX wieku udowodnili, że można być głęboko przywiązanym do katolickiej tradycji, odrzucając jednocześnie absolutną władzę papieża.

Ruch ten, choć ostatecznie ukształtował niezależną instytucję religijną, u swoich podstaw był głębokim manifestem demokratycznym i społecznym. Polscy robotnicy, którzy masowo emigrowali za ocean, budowali tamtejsze świątynie z własnych, skromnych składek, traktując je jako małe ojczyzny na obcej ziemi. Kiedy rzymskokatoliccy biskupi podjęli próbę odebrania im kontroli nad tym majątkiem oraz przymusowej amerykanizacji liturgii, lojalność wobec ojczystego języka okazała się silniejsza niż posłuszeństwo wobec rzymskiej hierarchii. Tak narodziła się struktura, która połączyła katolicką tradycję z pełną podmiotowością ludzi świeckich.

W cieniu fabrycznych kominów

U schyłku XIX wieku uprzemysłowione regiony Stanów Zjednoczonych stały się celem masowej emigracji zarobkowej z ziem polskich, znajdujących się wówczas pod zaborami. Setki tysięcy ludzi szukało nowego życia w kopalniach Pensylwanii oraz fabrykach Chicago, Detroit czy Buffalo. W realiach drapieżnego, amerykańskiego kapitalizmu polscy imigranci tworzyli niezwykle zwarte i solidarne społeczności. W tym obcym środowisku to właśnie lokalna parafia stawała się dla nich jedynym i najważniejszym centrum życia kulturalnego, społecznego i narodowego. Było to miejsce, gdzie chroniono język, pielęgnowano tradycje i szukano poczucia bezpieczeństwa.

Polonijne dążenia do zachowania własnej odrębności szybko zderzyły się jednak z twardą rzeczywistością amerykańskiego Kościoła rzymskokatolickiego. Ówczesny episkopat w USA był niemal całkowicie zdominowany przez hierarchów pochodzenia irlandzkiego i niemieckiego. Realizowali oni bezwzględną politykę szybkiej asymilacji, starając się jak najszybciej przekształcić wielonarodowościowych imigrantów w jednolity naród amerykański. Dla Polaków, którzy w Europie przez dekady walczyli z germanizacją i rusyfikacją, próby eliminowania ich języka z nabożeństw i szkół parafialnych były bolesnym ciosem, rodzącym narastający opór.

Cena suwerenności

Napięcia kulturowe były jedynie wstępem do znacznie głębszego kryzysu, którego osią stały się kwestie finansowe i prawne. Polscy imigranci z ogromnym poświęceniem fundowali budowy kolejnych świątyń, plebanii i szkół, oddając na ten cel lwią część swoich skromnych pensji. Zgodnie z rzymskim prawem kanonicznym, cały ten wypracowany przez wspólnotę majątek automatycznie stawał się jednak wyłączną własnością lokalnego biskupa ordynariusza. Wierni nie mieli żadnego wpływu na zarządzanie finansami parafii ani na wybór duszpasterzy, którzy często nie znali języka polskiego i nie rozumieli potrzeb swoich parafian.

Czara goryczy przelała się w Scranton w stanie Pensylwania, gdzie pod koniec lat 90. XIX wieku wybuchł otwarty konflikt robotników z lokalnym biskupem. Na czele zbuntowanych wiernych stanął młody, charyzmatyczny ksiądz Franciszek Hodur. Pragnąc ratować jedność z Rzymem, delegacja Polonii udała się do Watykanu z oficjalnym memoriałem. Domagano się w nim prawa do współdecydowania o majątku parafialnym, jawności finansowej oraz mianowania proboszczów akceptowanych przez radę parafialną. Kategoryczna odmowa Stolicy Apostolskiej, żądanie bezwarunkowego posłuszeństwa oraz nałożenie ekskomuniki na księdza Hodura zamknęły drogę do dialogu. W marcu 1909 roku rozproszone dotąd ośrodki buntu zjednoczyły się, tworząc Polski Narodowy Kościół Katolicki. Ksiądz Hodur przyjął sakrę biskupią od holenderskich starokatolików, co zapewniło nowej strukturze sukcesję apostolską.

Ustrojowa rewolucja u stóp ołtarza

Choć dla postronnego obserwatora liturgia nowo powstałego Kościoła do złudzenia przypominała mszę rzymskokatolicką, zmiany w sferze ustrojowej okazały się rewolucyjne. Najważniejszą różnicą doktrynalną stało się całkowite odrzucenie dogmatu o nieomylności oraz jurysdykcyjnym prymacie papieża. Najwyższą władzą ustawodawczą i decyzyjną w Polskim Narodowym Kościele Katolickim stał się demokratyczny Synod, składający się na równych prawach z duchownych oraz świeckich delegatów wybieranych przez poszczególne parafie. Spełniono także kluczowy postulat założycielski: cały majątek parafii prawnie pozostał własnością wiernych, którzy go sfinansowali.

Kolejne dekady przyniosły dalsze reformy, które wyraźnie odróżniły to wyznanie od Rzymu. W 1921 roku Synod formalnie zniesił obowiązkowy celibat, przyznając księżom prawo do zakładania rodzin. Ponadto język polski wprowadzono do liturgii na kilkadziesiąt lat przed reformami Soboru Watykańskiego II. Zmiany dotknęły również sakramentu pokuty, gdzie dla osób dorosłych wprowadzono spowiedź ogólną (zbiorową) w ramach mszy świętej, rezerwując spowiedź uszną dla dzieci i młodzieży. Współcześnie jednak, pod względem teologicznym, Kościół ten pozostaje głęboko konserwatywny. Zgodnie z Deklaracją Scrantońską z 2008 roku, kategorycznie odrzuca on współczesne liberalne prądy zachodniego chrześcijaństwa, takie jak święcenia kobiet czy błogosławienie związków osób tej samej płci.

Trwanie w sercu Pensylwanii

Głównym i historycznym bastionem działalności Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego niezmiennie pozostaje Ameryka Północna. Struktura ta jest tam zorganizowana w pięciu diecezjach: Centralnej z historyczną siedzibą w Scranton, Wschodnią, Zachodnią, Buffalo-Pittsburgh oraz diecezji kanadyjskiej. Szacuje się, że obecnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie Kościół skupia wokół kilkudziesięciu tysięcy wiernych. Spadek liczby członków w porównaniu z połową ubiegłego wieku jest naturalną konsekwencją procesów asymilacyjnych kolejnych pokoleń Polonii, które płynnie wrosły w anglojęzyczne społeczeństwo.

Wspólnota ta cieszy się niezmienną popularnością wśród osób, które poszukują unikalnego połączenia tradycyjnej pobożności katolickiej z demokratycznym stylem zarządzania. Przejrzystość finansowa oraz realny wpływ rady parafialnej na życie lokalnego kościoła stanowią silny atut dla wiernych ceniących podmiotowość świeckich. Co ciekawe, pryncypialny tradycjonalizm teologiczny sprawił, że w ostatnich latach amerykański Kościół stał się punktem odniesienia i oparciem dla konserwatywnych grup katolickich z innych krajów, czego przykładem jest objęcie opieką Nordyckiego Kościoła Katolickiego w Norwegii oraz placówek misyjnych we Włoszech i w Niemczech.

Trudny powrót do ojczystego domu

Historia ruchu narodowego na ziemiach polskich jest niezwykle skomplikowana i mocno naznaczona przez tragiczne wydarzenia XX wieku. W okresie międzywojennym Kościół próbował rozwijać się w odrodzonej Rzeczypospolitej, jednak spotkał się z silnym oporem władz państwowych i dominującego duchowieństwa rzymskokatolickiego. Prawdziwym dramatem okazała się jednak II wojna światowa, podczas której niemieccy okupanci formalnie zlikwidowali tę strukturę, a wielu jej kapłanów poniosło śmierć w obozach koncentracyjnych. Kolejny cios przyszedł wraz z nastaniem komunizmu. W 1951 roku, w wyniku brutalnych represji i prowokacji ze strony komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa, parafie w Polsce zostały siłą odcięte od amerykańskiej centrali w Scranton i zmuszone do przyjęcia nazwy Kościoła Polskokatolickiego w RP.

Współcześnie Kościół Polskokatolicki w Polsce działa już w pełni suwerennie i liczy według oficjalnych danych około 18 000 – 20 000 wiernych. Całość struktur krajowych dzieli się na trzy diecezje: warszawską, wrocławską oraz krakowsko-częstochowską. Po latach bolesnej i wymuszonej przez komunistów izolacji, w 2013 roku doszło do historycznego pojednania. Pierwszy Biskup amerykańskiego Kościoła podpisał dokument przywracający pełną jedność wiary, dogmatów oraz interkomunii z Kościołem Polskokatolickim w Polsce. Tym samym trwający ponad pół wieku rozłam polityczny został ostatecznie zamknięty, łącząc na nowo obie tradycje zrodzone z tamtego wielkiego, amerykańskiego buntu.

Autor zdjęcia: Mikita Tsiabus

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Świadoma niewiedza
„Moment niedźwiedzia” to więcej, niż książka. Pierwsze strony stanowią zaproszenie...
Polska bez retuszu

Dwanaście reportaży Lidii Ostałowskiej zebranych w tomie Bolało jeszcze bardziej...

„Kocham to, co lubię” z milionem widzów
Nowe odcinki satyryczno-kulturalnego magazynu Wojciecha Manna nadawanego w TVP oglądało...
Zagubione w lizbońskiej mozaice

Urokliwe uliczki, na których zatańczysz nocą. Potrawy – prosto z...