Wydaje nam się, że żyjemy w epoce chaotycznej, gdzie geopolityczne zasady gry pisane są na nowo każdego rana w mediach społecznościowych. Jednak wystarczy zdrapać pierwszą warstwę nagłówków, by dostrzec brutalną prawdę: wciąż poruszamy się po szachownicy, którą pół wieku temu rozrysował jeden człowiek. Stał się on ikoną cynicznej pragmatyki i architektem zimnowojennej Realpolitik, a też zaprojektował świat, w którym przyszło nam żyć. Jednak problem polega na tym, że jego autorska konstrukcja właśnie pęka na naszych oczach. Jak to się stało, że chłodny kalkulator z Waszyngtonu urządził nam współczesność i dlaczego jego spektakl kończy się właśnie dziś?
Żydowski uciekinier z hitlerowskich Niemiec, który bez reszty uwiódł amerykańskie elity władzy i stał się potężniejszy niż prezydenci, którym służył. Henry Kissinger nie był zwykłym dyplomatą – był arcymistrzem chłodnej kalkulacji, dla którego pojęcia moralności, sprawiedliwości czy praw człowieka były jedynie romantyczną zasłoną dymną. Jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarz stanu w gabinetach Nixona i Forda, podniósł cyniczną Realpolitik do rangi sztuki państwowej. Z cygarem w dłoni i w nieskazitelnym garniturze decydował w zaciszu gabinetów, które państwo ma prawo istnieć, a które należy poświęcić na ołtarzu strategicznego balansu. To nie historia pisała jego scenariusz – to Kissinger pisał scenariusz dla historii, bez mrugnięcia oka przeliczając ludzkie życia na punkty na geopolitycznej planszy.
Jak zniszczyć państwo dla „metryki strategicznej”?
Punktem wyjścia dla całej geostrategicznej architektury Kissingera stał się piekielny kocioł Wietnamu. Doradzając prezydentowi Richardowi Nixonowi, Kissinger patrzył na Azję Południowo-Wschodnią bez cienia empatii czy kulturowego zrozumienia. Tamtejsze narody, ich wielowiekowa historia i dążenia niepodległościowe nie miały dla niego żadnego znaczenia – były jedynie podrzędnymi pionkami na wielkiej, zimnowojennej szachownicy. Kiedy klasyczna machina wojenna w Wietnamie zaczęła buksować w miejscu, Waszyngton z zimną krwią sięgnął po rozwiązanie skrajne: postanowił rozszerzyć teatr działań poza granice kraju i wydać wyrok na sąsiadów.
W ramach tajnych operacji Menu oraz Freedom Deal amerykańskie bombowce B-52 zrzuciły setki tysięcy ton materiałów wybuchowych na formalnie neutralną Kambodżę oraz Laos. Matematycznie wyliczony cel był prosty: przerywać szlaki zaopatrzeniowe Vietcongu. Skutki okazły się jednak apokaliptyczne. Deszcz bomb unicestwił tradycyjną strukturę wiejską Kambodży, zmiótł z powierzchni ziemi setki tysięcy cywilów i całkowicie zdestabilizował umiarkowane rządy księcia Norodoma Sihanouka.
Czy Kissinger przewidział, co stanie się potem? W sterylnie wykreowanej próżni politycznej, na zgliszczach ztraumatyzowanego społeczeństwa, wyrosła jedna z najbardziej fanatycznych i ludobójczych dyktatur w dziejach ludzkości – Czerwoni Kmerzy pod wodzą Pol Pota. W cynicznej kalkulacji Waszyngtonu cały ten koszmar potraktowano jako zwykły „skutek uboczny” w pogoni za tak zwanym honorowym pokojem. Dzisiejsza Azja Południowo-Wschodnia, choć imponuje dynamicznym wzrostem gospodarczym, do dziś nosi pod skórą głębokie blizny tamtej epoki, zmagając się z niezagojonymi ranami i naruszoną przed dekady suwerennością.
Ameryka Łacińska pod batutą Condora: Przypadek Pinocheta i krwawy pragmatyzm
Gdy Indochiny płonęły w deszczu bomb, Kissinger bez skrupułów przesuwał kolejne pionki na południowej półkuli. To właśnie w Ameryce Łacińskiej jego doktryna Realpolitik przybrała swoją najbardziej bezwzględną i jawnie antydemokratyczną formę. Kiedy w 1970 roku Chilijczycy w wolnych wyborach wyłonili na prezydenta socjalistę Salvadora Allende, w Waszyngtonie zapaliły się wszystkie czerwone lampki. Odpowiedź Kissingera była porażająco cyniczna. Słynna deklaracja, że nie widzi powodu, dla którego należy bezczynnie patrzeć, jak jakiś kraj „staje się komunistyczny tylko z powodu nieodpowiedzialności własnego narodu”, brzmiała nie jak dyplomatyczna opinia, lecz jak wyrok wydany na chilijską demokrację.
11 września 1973 roku wyrok ten został wykonany. Pucz wojskowy pod wodzą generała Augusto Pinocheta obalił legalny rząd Allende, zatapiając Santiago w krwi. Kissinger bez mrugnięcia oka udzielił dyktaturze natychmiastowego wsparcia politycznego i finansowego. Masowe egzekucje, zamieniony w katownię Stadion Narodowy w Santiago, tortury i bezpowrotne „znikania” przeciwników politycznych stały się dla Waszyngtonu jedynie bezznaczącym tłem – akceptowalną ceną za utrzymanie strefy wpływów.
Chile zamieniło się w potworny poligon doświadczalny dwóch splecionych ze sobą projektów: ekstremalnej reformy gospodarczej serwowanej przez tak zwanych Chicago Boys oraz międzynarodowej sieci państwowego terroru pod kryptonimem Operacja Condor. Pod dyskretnym, lecz jednoznacznym patronatem Waszyngtonu, reżimy wojskowe Chile, Argentyny, Urugwaju, Paragwaju i Brazylii połączyły siły, by precyzyjnie wyłapywać i likwidować dysydentów na całym kontynencie. Prawa człowieka zredukowano do abstrakcyjnego pojęcia bez pokrycia.
Przez kolejne dekady Ameryka Łacińska płaciła za tę grę niszczycielską cenę w postaci paraliżu instytucji, głębokiej polaryzacji i trwałego nieufania do deklaracji Północy. Jednak ta historia ma też swój nieprzewidziany przez architekta finał. Kontynent zdołał przekuć zbiorową traumę w bezcenną lekcję podmiotowości. Odrodzone demokracje – od Santiago po Buenos Aires – krok po kroku przepracowują przeszłość, odbudowują suwerenność i zamykają epokę, w której traktowano je wyłącznie jak bezwolne „tylne podwórko” mocarstwa.
Jak stworzyć potęgę, z którą nie potrafi się wygrać?
Gdy dymy nad wietnamską dżunglą powoli opadały, a Ameryka Łacińska pogrążała się w mroku sterowanych z zewnątrz dyktatur, Kissinger przeprowadził swój najbardziej brzemienny w skutki geostrategiczny majstersztyk. Podczas gdy sztaby w Waszyngtonie wciąż widziały świat w czarno-białych barwach starcia z monolitycznym blokiem komunistycznym, on dostrzegł coś znacznie ważniejszego: głębokie, ropiejące pęknięcie na linii Moskwa–Pekin. Krwawe starcia graniczne nad Ussuri i absolutny konflikt ideologiczny między ZSRR a ChRL były dla dyplomaty sygnałem, że zimnowojenną szachownicę można wywrócić do góry nogami.
W 1971 roku, po serii kunsztownie zaplanowanych, tajnych misji dyplomatycznych i w cieniu słynnej „dyplomacji pingpongowej”, Kissinger otworzył drzwiczki do zakazanego dotąd świata. Doprowadził do przełomowej wizyty Richarda Nixona w Chinach i historycznego uścisku dłoni z Mao Zedongiem. Waszyngton jednym ruchem wyciągnął Państwo Środka z głębokiej międzynarodowej izolacji, oficjalnie wprowadzając je na globalną scenę polityczną jako pełnoprawnego, trzeciego wielkiego gracza.
Jaki był w tym chłodny, matematyczny cel? Kissinger wymyślił „trójkąt strategiczny”, w którym Stany Zjednoczone miały odgrywać rolę języczka u wagi. Zbliżenie z Pekinem stało się potężnym narzędziem szantażu wobec Moskwy. Lęk Kremla przed osamotnieniem i ewentualnym sojuszem amerykańsko-chińskim zadziałał błyskawicznie. W krótkiej perspektywie plan okazał się gigantycznym sukcesem: doprowadził do ery odprężenia, wynegocjowania przełomowych układów rozbrojeniowych SALT i osłabienia pozycji ZSRR.
Jednak w długiej perspektywie ten cyniczny pragmatyzm otworzył geopolityczną puszkę Pandory. Włączenie Chin do globalnego obiegu gospodarczego zasiało ziarno pod potężny awans przemysłowy, technologiczny i militarny Pekinu. Chcąc za wszelką cenę wygrać dogorywającą zimną wojnę i zyskać chwilową przewagę nad Moskwą, Zachód własnymi rękami wychował i utuczył rynkowo rywala, który w XXI wieku bezpardonowo zakwestionował amerykańską dominację na świecie.
Dlaczego stary teatr gaśnie?
Dziś ten misternie skonstruowany świat traci zasilanie. Chłodne wyliczenia, w których o losach planety decyduje dwóch lub trzech graczy przy jednym stole, przestały działać z kilku brutalnych powodów.
Po pierwsze, sam chiński gigant – owoc dyplomatycznego zwrotu z lat 70. – zderzył się ze ścianą. Zapaść demograficzna, narastające długi strukturalne oraz wyczerpanie się autorytarnego modelu wzrostu sprawiają, że wizja „chińskiego stulecia” gwałtownie traci na aktualności. Jak celnie punktuje politolog Graham Allison w analizach dotyczących rywalizacji mocarstw, dzisiejszy Pekin przestał być niepowstrzymanym monolitem, a jego ograniczenia wewnętrzne uniemożliwiają mu prostą kontrolę nad globem.
Po drugie, świat definitywnie odrzucił rolę biernej szachownicy. Państwa dawnego Południa nie chcą być już dłużej „sferami wpływów”. Przypadek Indii, które pod wodzą szefa dyplomacji Subrahmanyama Jaishankara uprawiają politykę wielowektorowości (multi-alignment), pokazuje nową regułę: brak stałych patronów, za to elastyczne sojusze wokół twardych interesów. Indie kupują surowce od jednych, budują technologie z drugimi, a rywalizują z trzecimi. Podobnie reagują państwa Zatoki Perskiej czy powracająca do podmiotowości Ameryka Łacińska – staroświecki cynizm Kissingera zderza się z narodami, które po prostu odmawiają bycia pionkami.
Po trzecie wreszcie, klasyczna siła militarna i dyplomacja terytorialna okazały się bezradne wobec problemów XXI wieku. Politolog Joseph Nye od lat tłumaczył, że potęga we współczesnym świecie ma strukturę wielopoziomową. Tradycyjny czołg czy głowica jądrowa nie dają przewagi w starciu z cyberatakami, kontrolą nad łańcuchami dostaw półprzewodników czy kryzysem klimatycznym.
Wkraczamy w rzeczywistość wielobiegunową, w której nie ma już jednego reżysera, a scenariusz pisany jest w dziesiątkach stolic jednocześnie. Nie będzie to era bezkonfliktowa – zapowiada raczej czas trudnych, punktowych negocjacji i płynnych koalicji. Poruszamy się po gruzach świata wybudowanego przez Henry’ego Kissingera, a lekcja z jego upadku jest jasna: żaden układ sił oparty na ignorowaniu ludzi i przeliczaniu narodów na parametry geostrategiczne nie trwał będzie wiecznie. Dzisiejsza mapa tworzy się na nowo – tym razem już bez udziału starych mistrzów Realpolitik.
Źródło zdjęcia: https://www.magnific.com/ru/free-photo/us-flag-building_7554085.htm#fromView=search&page=1&position=43&uuid=1fd7b924-2fdc-44bf-87f3-9f85c1da3ea3&track=ais_hybrid&query=%D0%BF%D0%BE%D0%BB%D0%B8%D1%82%D0%B8%D0%BA%D0%B0+%D1%81%D1%88%D0%B0
