Wraz z pojawieniem się pierwszych zapowiedzi najnowszego filmu Christophera Nolana, opowieść o Odyseuszu przeżywa renesans, jakiego nie widziała od czasów XIX-wiecznych odkryć archeologicznych. Współczesny odbiorca, stykając się ze słowem „Itaka”, rzadko jednak wyobraża sobie surową epopeję Homera. Dla wielu to po prostu nazwa znanej sieci biur podróży i synonim wakacji all inclusive. Tymczasem pod warstwą popkultury i turystycznego marketingu kryje się jedna z najciekawszych zagadek w historii geografii – próba nałożenia mitycznej tułaczki na realną mapę świata.
Epos, który miał być hymnem o powrocie do domu, stał się dla geografów trwającym trzy tysiące lat koszmarem. Homer nie zostawił mapy – zostawił literacki labirynt, w którym realne porty epoki brązu mieszają się z morskimi bajaniami i czystą poezją. Zanim jednak bohater zagubił się w mitologicznym chaosie, jego los ważył się między dwoma twardymi biegunami antycznej polityki.
Złoty wiek, który przerwała wojna
Wszystko zaczyna się w cichym królestwie położonym na uboczu wielkiej polityki epoki brązu. Odyseusz nie był jedynie mitycznym żeglarzem, lecz sprytnym władcą małego, wysepkowego państwa. Władał smaganą wiatrem Itaką, żyjąc u boku ukochanej żony Penelopy i nowo narodzonego syna Telemacha. Współczesna nauka i najnowsze wykopaliska archeologiczne prowadzone w rejonie Agia Athanasios na dzisiejszej greckiej wyspie Ithaki odsłoniły pozostałości trzypiętrowego pałacu z epoki mykeńskiej, datowanego dokładnie na XII wiek p.n.e. Choć geoarcheolodzy tacy jak Robert Bittlestone sugerowali, że antyczna Itaka mogła w wyniku trzęsień ziemi połączyć się z sąsiednią Kefalonią, to właśnie w tym archipelagu Wysp Jońskich bije serce legendarnego królestwa.
Sielanka Odyseusza nie trwała jednak długo. Związany starą przysięgą obronną, musiał porzucić dom i stanąć na czele floty dwunastu okrętów, by ruszyć na drugi koniec znanego świata – pod mury bogatej i potężnej Troi. Miasto to, stanowiące kluczowy węzeł handlowy kontrolujący dostęp do Morza Czarnego, naprawdę istniało. Dzisiejsze badania archeologiczne na wzgórzu Hisarlik w północno-zachodniej Turcji potwierdzają, że warstwa zwana Troją VIIa nosi ślady gwałtownego oblężenia, pożaru i pękniętych murów dokładnie z okresu, w którym Homer umieszczał dziesięcioletnią wojnę. To tam, dzięki chytremu podstępowi z drewnianym koniem, Odyseusz przypieczętował los Trojan i zdobył sławę arcymistrza strategii.
Sztormy, potwory i gniew Boga mórz
Prawdopodobnie największy koszmar Odyseusza rozpoczął się w chwili, gdy zmył z rąk krew Trojan i rozwinął żagle w drogę powrotną. Flota żeglarzy, uchodząca do tej pory za niepokonaną, została szybko zweryfikowana przez morskie żywioły. Pierwszy przystanek w ziemi Kikonów – identyfikowanej przez historyków z miejscowością Maroneia w dzisiejszej północnej Grecji – przyniósł szybki łup, ale i krwawy odwet. Gdy flota próbowała minąć groźny przylądek Malea na południu Peloponezu, potężny sztorm zniósł ich daleko na otwarte wody, poza bezpieczne granice znanego Grekom świata.
Sztormy wyrzuciły wycieńczoną załogę na wybrzeża Północnej Afryki, najprawdopodobniej na tunezyjską wyspę Dżerba, znaną w eposie jako Kraina Lotofagów. Miejsce to, gdzie magiczny kwiat lotosu wprawiał żeglarzy w stan błogiej amnezji, stało się pierwszym testem woli Odyseusza, który musiał siłą wciągać swoich ludzi na pokłady. Prawdopodobnie najbardziej dramatyczny zwrot akcji nadszedł chwilę później, gdy greckie okręty dotarły do brzegów żyznej Sycylii. W cieniu wulkanu Etna – w rejonie dzisiejszego Aci Trezza, gdzie z wody wyłaniają się postrzępione skały – Odyseusz wszedł do jaskini cyklopa Polifema. Pokonanie jednookiego olbrzyma podstępem i oślepienie go przyniosło bohaterowi wolność, ale i klątwę boga mórz, Posejdona, która na dekadę zamieniła powrót do domu w ciągłą walkę o przetrwanie.
Uciekając przed gniewem bogów, załoga trafiła na pływającą wyspę Eola, powszechnie utożsamianą z wulkanicznymi Wyspami Liparyjskimi na północ od Sycylii. Prezent od władcy wiatrów, skórzany wór skrywający niszczycielskie sztormy, mógł doprowadzić ich prosto na rodzinną Itakę, jednak zgubna ciekawość i chciwość żeglarzy doprowadziła do otwarcia miecha tuż u brzegów ojczyzny. Gigantyczny huragan odepchnął ich z powrotem na nieznane wody. Po straszliwym starciu z kanibalami-Lestrygonami, których port historycy lokalizują w ciasnej fiordowej cieślinie Bonifacio na południu Korsyki, z całej floty Odyseusza ocalał tylko jeden, jedyny okręt.
Siedem lat na wyspie Nimfy i wendeta na Itace
Z zaledwie jedną załogą Odyseusz dotarł na wyspę Aja, gdzie rządziła czarodziejka Kirke. Antyczni geografowie i współcześni badacze są zadziwiająco zgodni: mityczna wyspa to w rzeczywistości Monte Circeo, malowniczy cyppel na zachodnim wybrzeżu Włoch w regionie Lacjum, który w starożytności, otoczony bagnami, z daleka wyglądał jak odcięta od lądu wyspa. Odyseusz spędził u podstępnej czarodziejki cały rok, nim zdołał ruszyć w dalszą drogę. To z jej rozkazu musiał wcześniej zejść do samego Hadesu – miejsca identyfikowanego z wulkanicznym jeziorem Averno koło Neapolu, z którego opary do dziś przypominają o antycznych wrotach do podziemi.
Przerażające przejście między potworami Scyllą i Charybdą to chyba najlepiej zlokalizowany epizod całej wyprawy. Chodzi o wąską Cieśninę Mesyńską, oddzielającą Sycylię od Półwyspu Apenińskiego, gdzie silne prądy morskie i wiry do dziś stanowią wyzwanie dla mniejszych jednostek. To tam, a następnie u brzegów Sycylii (gdzie jego ludzie zgładzili święte stada boga słońca Heliosa), Odyseusz stracił последних towarzyszy. Sam, na złamanej masztowej belce, dopłynął do brzegów samotnej wyspy Ogygia.
To właśnie na Ogygii, identyfikowanej najczęściej z maltańską wyspą Gozo lub greckim ustroniem Othonoi, król Itaki spędził aż siedem długich lat. Półbogini i nimfa Kalipso, zakochana w bohaterze bez pamięci, oferowała mu nieśmiertelność i wieczną młodość w zamian za pozostanie u jej boku. Odyseusz jednak co wieczór siadał na brzegu oceanu, płacząc i wpatrując się w horyzont w stronę Penelopy i swojego utraconego królestwa. Dopiero interwencja samych bogów z Olimpu zmusiła Kalipso do wypuszczenia więźnia.
Zbudowany w pośpiechu płot Odyseusza został roztrzaskany przez kolejny sztorm Posejdona, jednak rozbitka wyłowiła i przygarnęła królewska rodzina z wyspy Scherii – czyli dzisiejszego Korfu. To stamtąd gościnni Feakowie wreszcie odwieźli zmęczonego, starzejącego się króla do domu. Po dwudziestu latach nieobecności Odyseusz zastał swój pałac na Itace zdemolowany przez zuchwałych zalotników, którzy próbowali wymusić na Penelopie małżeństwo i przejąć tron. Finałowa wendeta, w której król wraz z synem Telemachem odzyskuje koronę, zamyka ten niezwykły dramat.
Troja w Finlandii i Bałtyk zamiast Sycylii. Szaleństwa alt-geografii
Gdy tradycyjna śródziemnomorska trasa przestaje wystarczać entuzjastom sensacji, do gry wkraczają hipotezy tak skrajne, że zakrawają na historyczną fantastykę. Najbardziej spektakularnym przykładem jest koncepcja włoskiego inżyniera Felice Vinciego, który w swojej słynnej książce postanowił wywrócić całą antyczną geografię do góry nogami. Vinci bez mrugnięcia oka przeniósł wydarzenia z „Iliady” i „Odysei” na Północ Europy, twierdząc, że przodkowie Greków wyemigrowali stamtąd z powodu ochłodzenia klimatu, zabierając ze sobą swoje legendy. W tej szokującej wersji mityczna Troja staje się fińskim miasteczkiem Toija, rodzina Odyseusza rządzi na duńskiej wyspie Langeland, Świat Zmarłych leży na zamglonych norweskich Lofotach, a Charybda to nic innego jak groźny prąd morski Maelstrom u wybrzeży Norwegii. Inni badacze, szukając równie odważnych ścieżek, wypychali z kolei królestwo Kalipso na Atlantyk, czyniąc z niego Maderę czy Azory, a podróż do Hadesu utożsamiali ze szlakami kupieckimi wiodącymi aż do Kornwalii.
Naukowcy i filolodzy klasyczni patrzą jednak na te kunsztowne teorie ze sporym przymrużeniem oka. Warto w tym miejscu powrócić do punktu wyjścia i uświadomić sobie podstawową prawdę o antycznym eposie: „Odyseja” nigdy nie miała być precyzyjnym dziennikiem pokładowym ani przewodnikiem nawigacyjnym dla greckich kupców. Sam Homer nie był podróżnikiem z busolą w ręku – w wielu opisanych miejscach prawdopodobnie nigdy nie postawił nogi, a swoją opowieść tkał ze skrawków relacji fenickich żeglarzy, portowych opowieści, miejscowych podań i czystej, genialnej poetyckiej wyobraźni.
Epopeja jest mistrzowskim połączeniem surowej geografii z literacką fikcją. Szukanie co do metra jaskini Polifema czy pałacu Kalipso zawsze pozostanie jedynie fascynującą zabawą intelektualną. I być może właśnie w tej nieuchwytności tkwi największa siła Homera – stworzył świat na tyle zakorzeniony w rzeczywistości, byśmy w niego uwierzyli, ale też na tyle baśniowy, byśmy po tysiącleciach wciąż chcieli wyruszać na jego poszukiwanie.
Artykuł powstał we współautorstwie: Mikity Tsiabusa i Maryi Usik
Autor zdjęcia: Mikita Tsiabus
