Close-up, shiny gray cup and tangerines on a blurred background with a knitted element. Copy space.

Jesień na sprzedaż

Sezon na koce, świece i dyniowe latte zaczyna się w sklepach, zanim za oknem zrobi się chłodno. Przytulność stała się jednym z najlepiej opakowanych towarów w roku, a za jej sprzedażą stoi cała garść sprawdzonych sztuczek. Jak działają i dlaczego tak trudno im się oprzeć?

Od sierpniowych świec o zapachu cynamonu, przez duńskie hygge, które z postawy zamieniło się w asortyment, po dyniowe latte i aplikacje lojalnościowe: oto jak rynek nauczył się sprzedawać ciepło. Pięć najczęstszych sztuczek, granica między miłym rytuałem a pułapką i to, co naprawdę pomaga na jesienną chandrę.

Jesień zaczyna się w sierpniu

Pierwsze świece o zapachu cynamonu pojawiają się na półkach, kiedy za oknem jest jeszcze upał. Obok stoją kubki w kolorach rdzy i musztardy, wełniane pledy i sztuczne liście do powieszenia na drzwiach. Handlowcy wiedzą, że nastrój kupuje się z wyprzedzeniem: zanim klient poczuje pierwszy chłodny poranek, powinien mieć w głowie gotowy obraz wieczoru z herbatą i kocem na kolanach. Kalendarz sklepowy od dawna biegnie szybciej niż astronomiczny, bo wygrywa ten, kto pierwszy zasieje w głowie pragnienie.

Ten wyprzedzający rytm ma swoją logikę. Jesień jest dla handlu sezonem przejściowym: ludzie wracają z urlopów, dzieci idą do szkoły, w domach pojawia się potrzeba nowego początku. Do tego dochodzi aura. Dni się skracają, robi się szaro i wilgotno, a głowa podsuwa pytanie, czym tę szarość osłodzić. Rynek ma gotową odpowiedź w kształcie przedmiotu, ładnie sfotografowanego i ustawionego tak, żeby wyglądał jak obietnica lepszego wieczoru. Nikt nie sprzedaje świecy. Sprzedaje się wieczór, którego klient jeszcze nie miał.

Wynalazek o duńskim nazwisku

Najważniejszym słowem tej opowieści jest „hygge”. Dla Duńczyków to nic nowego: określenie na nastrój bliskości, spokoju i ciepła, który tworzy się wśród ludzi, najczęściej przy świecach i jedzeniu, gdy za oknem jest ciemno. Do świata poza Danią pojęcie trafiło w drugiej połowie lat 2010., głównie za sprawą Meika Wikinga, szefa kopenhaskiego Happiness Research Institute i autora międzynarodowego bestsellera o hygge. Wiking podkreślał, że sedno leży w ludziach i w chwili, a nie w rzeczach. Książka sprzedała się jednak świetnie, a rynek wyciągnął z niej własne wnioski.

Z duńskiego sposobu bycia zrobiła się estetyka, a z estetyki asortyment. Sklepy ze wnętrzami wprowadziły „kolekcje hygge”, wydawnictwa poradniki, a marki odzieżowe skarpety grube jak książka. To klasyczny zabieg, który marketingowcy nazywają przepakowaniem: bierze się coś, co istniało jako postawa, i nadaje temu formę produktu. Wystarczy jedno modne słowo, żeby zwykłą świecę, dostępną w każdym sklepie od zawsze, sprzedawać jako element stylu życia. Skoro ciepło kupuje się tak chętnie, to najwyraźniej brakuje go gdzie indziej, i dobrze wiedzą o tym ci, którzy je pakują.

Skrzynka z narzędziami: pięć sztuczek, które działają jesienią

Pierwsza to ograniczona dostępność. Symbolem tego mechanizmu stał się napój z przyprawami dyniowymi, który amerykańska sieć Starbucks wprowadziła do sprzedaży w 2003 roku. Jest na rynku tylko kilka tygodni, więc jego kupowanie przestaje być zwykłą transakcją i zamienia się w małe wydarzenie. Powrót napoju zapowiada się w mediach społecznościowych jak premierę filmu, a hasło „sezon się zaczął” robi więcej niż reklama. Skoro zniknie w grudniu, lepiej kupić teraz.

Druga to zmysły. Zapach cynamonu, wanilii czy pieczonego jabłka jest w sklepach dobierany z rozmysłem, bo węch łączy się z pamięcią i emocjami szybciej niż jakikolwiek slogan. Marketing sensoryczny opiera się na prostej obserwacji, że klient w przyjemnie pachnącym i ciepło oświetlonym wnętrzu zostaje dłużej i chętniej sięga do portfela. Do tego dochodzi miękkie, bursztynowe światło, kocyk rzucony nonszalancko na fotel i muzyka w stylu kawiarnianego jazzu. Wchodzi się po jedną rzecz, a wychodzi z całym nastrojem w torbie.

Trzecia to zestawy i kolekcje. Świeca nie występuje już pojedynczo: jest „zestaw jesienny”, w którym razem z nią kupuje się podgrzewacz, kubek i dopasowaną kolorystycznie serwetkę. Kolory sezonu zmieniają się co roku, więc zeszłoroczny koc, choć nadal grzeje, nagle wygląda przestarzale. Taki zabieg ma w branży swoją nazwę: planowane starzenie estetyczne. Przedmiot nie psuje się, tylko wychodzi z mody, a to działa równie skutecznie.

Czwarta to media społecznościowe, w których jesień ma własny język wizualny. Zdjęcie kubka na parapecie, książka na kocu, dłonie z kawą na tle liści: ten obraz powtarza się w tysiącach wersji, a każda z nich jest zarazem reklamą. Influencerzy pokazują „jesienną rutynę” i „cozy haul”, czyli przegląd świeżo kupionych przytulnych rzeczy, a widz dostaje sygnał, że tak właśnie wygląda poprawnie przeżyta jesień. Stąd już krok do pytania: czy moja jesień też tak wygląda? A jeśli nie, to czego brakuje.

Piąta to małe sumy i aplikacje lojalnościowe. Pojedyncza świeca czy napój to wydatek, którego nikt nie liczy, więc sprzedawcy dzielą ofertę na drobne, niemal niezauważalne zakupy. Aplikacje dorzucają punkty, odznaki i „sezonowe wyzwania”, w których zbiera się nagrody za kolejne wizyty. Ekonomia behawioralna ma na to określenie: księgowość mentalna, opisana przez Richarda Thalera. Małe wydatki zapisuje się w głowie jako nieważne i dopiero po zsumowaniu widać, ile ich było. Przytulność sprzedaje się więc w ratach emocjonalnych, nie finansowych, i właśnie dlatego tak łatwo ją kupować.

Rytuał lub pułapka?

Czy to znaczy, że każda jesienna świeca jest wynikiem manipulacji? Oczywiście nie. Psychologowie przypominają, że drobne rytuały naprawdę pomagają przetrwać trudniejszy czas: zapalenie świecy, zaparzenie herbaty czy wspólny wieczór z serialem dają poczucie kontroli i przewidywalności w sezonie, w którym świat zdaje się kurczyć. Krytycy konsumpcjonizmu, w tym część socjologów, zwracają jednak uwagę na coś innego: rynek potrafi z niczego zrobić problem i od razu sprzedać do niego rozwiązanie. Jeśli ciemny wieczór ma być „do uratowania” kolekcją świec, to coś w tej logice jest podejrzane.

Jest też kwestia, o której mówi się rzadziej. Wiele osób, w tym młodych wynajmujących mieszkania, których nie stać na własne cztery ściany, inwestuje w przytulne dodatki do cudzych wnętrz. To zrozumiałe, a nawet zdrowe, bo dom, nawet wynajęty, ma prawo być ciepły. Warto tylko zadać sobie pytanie, czy świeca nie ma zastąpić poczucia stabilności, którego nie daje rynek nieruchomości. Do tego dochodzi ogrzewanie, które w chłodniejszych miesiącach potrafi być największą pozycją w domowym budżecie, więc koc bywa nie tylko dodatkiem, lecz także sposobem na oszczędzanie na kaloryferze.

Warto też odróżnić zwykłą jesienną melancholię od czegoś poważniejszego. Brak światła faktycznie wpływa na rytm dobowy i samopoczucie, a u części osób prowadzi do sezonowych zaburzeń afektywnych, czyli depresji nawracającej o stałej porze roku. Jeśli obniżony nastrój trwa tygodniami i utrudnia codzienne funkcjonowanie, trzeba porozmawiać z lekarzem lub psychologiem. Żadna świeca tego nie zastąpi. W łagodniejszych przypadkach najlepiej działają rzeczy najmniej sklepowe: światło dzienne w południe, stałe pory snu, ruch i kontakt z ludźmi. I właśnie to, jeśli wierzyć duńskiej tradycji, jest prawdziwym hygge. Jedna dobra świeca, ulubiony koc i kubek, z którego się lubi pić, to w zupełności wystarczający zestaw na cały sezon. Resztę lepiej kupować wtedy, gdy naprawdę czegoś brakuje, a nie wtedy, gdy zaczyna się promocja.

Źródło zdjęcia: Closeup gray cup and tangerines on a background with a knitted element | Free Photo
Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Emocjonalny rollercoaster w TR Warszawa

Czego możemy dowiedzieć się o sobie po tragedii? Na to...

Kwiat Jabłoni na scenie alternatywnej

W 2018 r. pojawił się pierwszy singiel artystów pt. “Dziś...

Improwizowany wieczór w rytmach Ska

29 stycznia 2016 roku, przy Placu Zbawiciela odbył się improwizowany...

Naukowy zawrót głowy

Zastanawiałeś się kiedyś, czy podróże w czasie są możliwe? Albo...