Warszawska ulica o słoikach

Zapytaliśmy studentów warszawskich uczelni, co sądzą o osobach przyjezdnych, potocznie nazywanych słoikami. Ile prawdy jest w stereotypach o tym, że słoiki nie płacą w Warszawie podatków i co dobrego mogą wnieść do stolicy?


Elżbieta (studentka filologii polskiej UW, 23 lata):

Moim zdaniem nie ma różnicy, czy jest się z Warszawy czy spoza. Liczy się, co człowiek ma w środku i to, jaki jest. Może moi znajomi, którzy nie pochodzą ze stolicy, są trochę bardziej otwarci na świat, częściej wyjeżdżają na Erasmusa itd. Ludzie, warszawiacy, których znam, często wciąż mieszkają z rodzicami, a przyjezdni są chyba bardziej gotowi na zmiany. Myślę, że każdy przynosi ze sobą swoją kulturę, własną tożsamość i zasób doświadczeń. Faktycznie, słyszałam, że zdarzają się nieprzyjemne sytuacje. Chłopak mojej koleżanki został źle potraktowany przez to, że na jego samochodzie była tablica rejestracyjna z Lubelszczyzny, a on mieszka w Warszawie. Nie jest to fajne i świadczy raczej o braku kultury, nie jakichś konkretnych, dużych grup tylko poszczególnych osób.

Kuba (student slawistyki UW, 21 lat):

Nie mam z tym żadnego problemu. Jeśli ktoś ma ochotę tu przyjechać i uczyć się, to co mi do tego. Wydaje mi się jednak, że jeżeli tu mieszka, to dobrze by było, żeby płacił podatki tutaj. Natomiast nie zauważyłem nigdy problemu z zachowaniem większego niż u rodowitych mieszkańców Warszawy. Uważam, że powinno się w jakiś sposób kultywować swoje pochodzenie niezależnie od tego, czy jest się warszawiakiem z dziada pradziada, czy urodziło się np. w Kołobrzegu. Myślę, że taki lokalny patriotyzm jest zawsze cenny.

Agata (studentka prawa UW, 22 lata):

Sama jestem słoikiem i wyznaję zasadę „Żyj tam, gdzie chcesz – nie ma ograniczeń”. Zgodnie z duchem Unii Europejskiej nie ma granic między państwami UE, a Polacy mają przeświadczenie, że należy wyróżniać, często pod kątem negatywnym osoby, które przyjechały do Warszawy z innych miejscowości. Wydaje mi się, że powinniśmy żyć tam, gdzie chcemy, gdzie mamy pracę, przyjaciół i gdzie jest nasz ośrodek życia rodzinnego, czy zawodowego. Uważam, że jeśli wiążemy swoją przyszłość ze stałym pobytem w Warszawie, to powinniśmy się przemeldować. Ja osobiście to zrobiłam i płacę podatki w Warszawie.

Mateusz (student lotnictwa i kosmonautyki PW, 20 lat):

Ja, jako przyjezdny, nie mam nic przeciwko. Nie spotkałem się ani z wrogością, ani z przesadną sympatią. Myślę, że ludzie są dosyć neutralni, zważywszy na to, że w dzisiejszych czasach większość mieszkańców Warszawy lub ich rodzice czy dziadkowie też należą do ludności napływowej. Obcokrajowcy na pewno mogą wnieść do stolicy coś ciekawego, a ludzie z innych miast Polski raczej niewiele się różnią od rodowitych mieszkańców.

Hubert (student historii UW, 22 lata):

Nie jestem jakoś negatywnie nastawiony do przyjezdnych, moi rodzice także przyjechali tutaj do Warszawy w latach 80. za pracą i mimo że od urodzenia mieszkam w stolicy, czuję głęboki związek z wsią. Nie wyobrażam sobie jednak, abym wyprowadził się z miasta po całym życiu mieszkania tu. Bywało, że sam stałem po lewej stronie ruchomych schodów, bo nawet nie wiedziałem, że istnieje jakiś kod kulturowy, który każe nam stać przy prawej poręczy, skoro przecież jedziemy w tę samą stronę. Może faktycznie zwracam uwagę na tego typu zachowania, ale raczej nie wiążę ich bezpośrednio ze słoikami.

%d bloggers like this: