kolaz-1080x1350

Zwierzęta w kosmosie

Każdy z nas kojarzy ze szkoły historię o psie wysłanym w kosmos: suczce Łajce. O dzielnym kundelku, którego 3 listopada 1957 roku wysłano na orbitę okołoziemską w radzieckim satelicie Sputnik 2. Łajka nie była jednak ani pierwszym żywym organizmem, ani pierwszym zwierzęciem, które zwiedziło kosmos. Celem tego artykułu jest przedstawienie historii tych istot, które wybrano do roli ofiary na ołtarzu nauki, a którym pożałowano choćby krótkiej wzmianki w podręcznikach.

Jaki ziemski obiekt był pierwszy w kosmosie?

Odpowiedź może wydawać się zaskakująca, ale niektórzy gracze mogą kojarzyć ten motyw z gier: były to nasiona kukurydzy. Dokładniej mówiąc 9 lipca 1946 roku poleciały one w kosmos na pokładzie amerykańskiej rakiety V2. Pierwsze dwie misje nie skończyły się jednak sukcesem, kapsuły rozbiły się, a nasion nie odzyskano. Dopiero podczas trzeciego startu, 30 lipca 1946 roku, nasiona bezpiecznie wróciły na Ziemię. Naukowcy wybrali je celowo, ponieważ obawiali się zabójczego promieniowania kosmicznego. Nasiona, dzięki swoim naturalnym mechanizmom obronnym(grubej łupinie i duplikatom genów) stanowiły doskonały i bezpieczny przedmiot badawczy. Wiele lat później, w 1971 roku, astronauta Stuart Roosa zabrał ze sobą w podróż wokół Księżyca ponad 500 nasion drzew, między innymi sosem i platanów. Na pokładzie modułu dowodzenia Kitty Hawk okrążył on Srebrny Glob 34 razy. Gdy wrócił, część z tych nasion wykiełkowała i rozsadzono je w całych Stanach Zjednoczonych jako żywe pomniki. Dano im piękną nazwę: Księżycowe Drzewa. Choć większość z nich już obumarła, na świecie rośnie nowe pokolenie: Pół-Księżycowe Drzewa (wyhodowane z nasion drzew pierwszej generacji). Jedno z nich posadzono w Wirginii, na cmentarzu wojskowym, w hołdzie dla samego Stuarta Roosy. Podobnym symbolem może poszczycić się miasto Huntsville w Alabamie, gdzie dumny pół-księżycowy platan rośnie przed Budynkiem 4708, dokładnie tym samym, w którym projektowano potężne rakiety Saturn V dla misji Apollo.

Muszki, o których zapomniał świat

Często w wyniku nieświadomego, wyuczonego bądź w pełni świadomego antropocentryzmu uważamy, że wszystkie inne formy życia istnieją na Ziemi tylko po to, by spełniać nasze potrzeby i ambicje. To przez pryzmat człowieka próbujemy mierzyć wartość natury. Przypisujemy sobie posiadanie duszy i pozycję na szczycie hierarchii z racji naszej unikalnej inteligencji. Choć nasze zdolności umysłowe są faktem, to wierzenie w swoją absolutną wyższość nad naturą jest niczym więcej jak egoizmem. Czy najmądrzejszy gatunek doprowadziłby do kryzysu klimatycznego, kierując się wyłącznie własną dumą?

W historii z dumą podkreślamy gigantyczne osiągnięcie Jurija Gagarina, ale zupełnie zapominamy, że człowiek wcale nie był pierwszym zwierzęciem w przestrzeni kosmicznej. Tak naprawdę to niebywałe pionierstwo powinniśmy przypisać stworzeniom znacznie mniejszym. Czyniąc to, nie umniejszamy wcale historii Gagarina, lecz po prostu pozostajemy uczciwi wobec prawdy. Pierwszymi zwierzętami w kosmosie były muszki owocówki (Drosophila melanogaster). Odbyły one podróż rakietą V2 i przekroczyły umowną granicę kosmosu 20 lutego 1947 roku. Co ciekawe, muszki przeżyły misję, a było to coś, czym wiele innych zwierząt wysłanych w kosmos po nich, niestety nie będzie mogło się już pochwalić.

Pierwszy ssak w kosmosie: Pies, szczur, królik czy może coś bliższego nam?

Pierwszym ssakiem w przestrzeni kosmicznej wcale nie była nasza dzielna psina Łajka, lecz królewski makak Albert II. Cyfra rzymska przy jego imieniu wynikała z faktu, że był on drugim z tak zwanych ,,Albertów” wysyłanych przez USA w ramach pionierskich badań biologicznych przed planowanymi lotami załogowymi. Na potrzeby Projektu Albert w 1948 roku opracowano specjalne kapsuły wyposażone w system podtrzymywania życia: aparaturę tlenową, środki pochłaniające dwutlenek węgla oraz sprzęt do monitorowania funkcji życiowych pasażera. Kapsułę wyposażono również w spadochron powrotny.

Przed pierwszym startem rakiety małpę profilaktycznie uśpiono. Pogrążony w głębokim śnie Albert I bez problemu zniósł start i osiągnięcie pułapu 62 kilometrów. Choć podczas misji doszło do awarii spadochronu, zwierzę tragicznie udusiło się w ciasnej kabinie jeszcze przed uderzeniem w ziemię. Jego następca Albert II, 14 czerwca 1949 roku stał się oficjalnie pierwszym ssakiem i pierwszą małpą w przestrzeni kosmicznej. Wystrzelony rakietą V2 osiągnął wysokość 134 kilometrów przekraczając linię Kármána uznawaną za umowną granicę kosmosu. Przetrwał sam lot, ale pod koniec misji spotkał go podobny los. W wyniku awarii spadochronu kapsuła z impetem uderzyła w ziemię, a makak zginął na miejscu. Podobny koniec – niczym tragiczna klątwa dopadła Alberta III, Alberta IV oraz Alberta V. Wszystkie te makaki doskonale znały sterylne laboratoria; urodziły się i wychowały w zamkniętych hodowlach. W latach 40. I 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych istniał już bowiem potężny, legalny rynek handlu zwierzętami laboratoryjnymi na potrzeby testów medycznych (między innymi nad szczepionkami przeciwko polio).

Pierwsze psy w kosmosie: Czy ten tytuł należał do Łajki?

Jak się okazuje, odpowiedź brzmi nie. Pierwszymi psami w kosmosie były suczki Cygan i Dezik. Były to bezpańskie zwierzęta zabrane z ulic Moskwy. Wyleciały w przestrzeń kosmiczną aż sześć lat przed Łajką i w przeciwieństwie do niej wróciły na Ziemię żywe. Wydarzyło się to 22 lipca 1951 roku. Dezik miała jaśniejsze umaszczenie, które naukowcy preferowali, ponieważ było lepiej widoczne na czarno-białych nagraniach z kamer zamontowanych wewnątrz kapsuły. Cygan miała umaszczenie łaciate, czarno-białe. Niestety, Dezik zginęła zaledwie tydzień później, podczas drugiego radzieckiego lotu suborbitalnego. Wysłano ją wówczas wraz z suczką Lisą (Lisicą) na wysokość około 110 kilometrów, a w trakcie powrotu doszło do katastrofalnej awarii spadochronu kapsuły. Ocalałą z pierwszej misji Cygan postanowiono natychmiast wycofać z programu. Przygarnął ją radziecki fizyk, inżynier wojskowy i naukowiec kosmiczny Anatolij Błagonrawow, dając jej bezpieczny i pełen miłości dom. Suczka doczekała się później dwóch miotów szczeniąt. Chociaż ich indywidualnych losów nie znamy, radzieccy lekarze skrupulatnie monitorowali stan ich zdrowia. Urodziły się całkowicie zdrowe, co ostatecznie udowodniło badaczom, iż podróże kosmiczne i przyjęte dawki promieniowania nie uszkodziły żeńskiego materiału genetycznego. Samo imię Cygan zostało suczce nadane z racji jej ciemniejszego ubarwienia, co z dzisiejszej perspektywy można uznać za przejaw zakorzenionych uprzedzeń wobec społeczności romskiej w Europie Wschodniej. W latach 50. W ZSRR naukowcom brakowało jednak jakiejkolwiek poprawności politycznej czy moralnej wrażliwości. Warto dodać, że w radzieckich misjach latały wyłącznie samice psów. Wynikało to z czysto pragmatycznych powodów inżynieryjnych. Naukowcom znacznie łatwiej było zaprojektować skafandry kosmiczne wyposażone w specjalne, ściśle przylegające worki na odchody dla suczek niż dla samców.

Krótko o Łajce: Bohaterka czy ofiara?

Jeśli spojrzymy na tę historię z jej perspektywy, Łajka była wyłącznie ofiarą, która od człowieka nie zaznała niczego dobrego. Stała się pierwszym zwierzęciem na orbicie okołoziemskiej, gdy 3 listopada 1957 roku wystrzelono ją na pokładzie statku Sputnik 2. Jej los od samego początku był przesądzony – technologia nie przewidywała opcji bezpiecznego powrotu kapsuły na Ziemię. Co ciekawe, Łajka wcale nie miała najlepszych wyników podczas przygotowań. Pracownicy radzieckiego Instytutu Medycyny Lotniczej trenowali do tego lotu dziesięć psów. Trening polegał na długotrwałym zamykaniu zwierząt w ciasnych zasobnikach i ubieraniu ich w krępujące kombinezony ochronne. Była to lekka kamizelka z metalowymi łańcuszkami, które drastycznie ograniczały możliwość ruchu. Pies mógł w niej jedynie stać, siedzieć, leżeć lub przesunąć się minimalnie w przód i w tył. Czas przebywania w tych warunkach stopniowo zwiększano aż do 20 dni. Do kolejnego etapu (badania reakcji na przeciążenia, hałas i wibracje) dopuszczono tylko sześć suczek. Następnie sprawdzono ich odporność na zmiany ciśnienia i temperatury oraz uczono przyjmowania pokarmu z automatycznych dozowników. Nasza Łajka była wtedy znana w laboratorium pod urokliwym imieniem Kudriawka (Kędziorek). Bardzo do niej podobne, też wysokie wyniki osiągnęła suczka Muszka, która ostatecznie służyła jako dublerka do testowania ekwipunku naziemnego. Najlepszą kandydatką była suczka Albina. Ta jednak tuż przed misją urodziła miot szczeniąt i naukowcy co zaskakujące, wykazali ludzki odruch i nie chcieli rozdzielać jej z młodymi. Wybór padł więc na Kudriawkę, którą na potrzeby państwowej propagandy przemianowano na Łajkę.

Łajka była skazana na śmierć. Dziesięciodniowy plan misji Sowieci ogłosili publicznie dopiero jakiś czas po wystrzeleniu satelity, czyli wtedy, gdy zwierzę już dawno nie żyło. Oficjalnie podano, że gdyby suczka przeżyła pierwszy etap lotu, po 10 dniach miała otrzymać ostatnią, zatrutą porcję pożywienia, jako że na tyle wystarczał zapas tlenu i żywności. Prawda była jednak znacznie bardziej mroczna. Łajka nie zginęła od trucizny. Przez błąd konstrukcyjny i nieodczepienie się jednego z modułów rakiety nośnej system chłodzenia zawiódł, a temperatura w kabinie drastycznie skoczyła do ponad 40 stopni. Skrajnie przerażona i zestresowana Łajka zmarła z przegrzania i wycieńczenia już po siedmiu godzinach od startu. Sowiecka propaganda nie mogła przekazać światu tak kompromitującej informacji, dlatego przez dekady kłamano, że przyczyną śmierci była planowana hipoksja po kilku dniach lotu. Prawdę ujawniono dopiero w 2002 roku. W kwietniu 2008 roku Łajka doczekała się w Moskwie zasłużonego pomnika. Dla matki nauki na zawsze pozostała bohaterką, a dla niektórych symbolem cichego cierpienia.

Królik dwukrotnie w kosmosie: Lot w nieznane

Marfusia (Marfusha) co ciekawe, wcale nie była psem, lecz laboratoryjną króliczką olbrzyma belgijskiego (Flemish Giant). 2 lipca 1959 roku znalazła się ona na pokładzie radzieckiej rakiety R-2A wraz z dwoma kundelkami: Śnieżynką i Otważnają. Ich lot suborbitalny trwał zaledwie kwadrans. Zwierzęta spędziły w stanie nieważkości kilka minut, po czym bezpiecznie wróciły na Ziemię. Mrocznym i rzadko wspominanym faktem z tej misji jest to, że naukowcy chcąc precyzyjnie sfilmować reakcję i mięśni oka królika w stanie nieważkości na czas lotu niemal w całości ją unieruchomili poprzez specjalny kaftan. Być może zrobili to z obawy, że królik się przestraszy i uszkodzi sobie kręgosłup. Unieruchomiono jej tułów i szyję, aby aparatura nie straciła ostrości, mimo to króliczka zniosła lot na tyle dobrze, że naukowcy dostrzegli w niej wyjątkowo spokojną i cenną pacjentkę. Dokładnie rok później, 19 sierpnia 1960 roku Marfusia poleciała w kosmos po raz drugi. Wsadzono ją na pokład słynnego statku Sputnik 5 obok Biełki i Striełki oraz całej menażerii złożonej z 42 myszy i 2 szczurów. Ten lot, jako weteranka programu kosmicznego, również przeżyła i dożyła starości w instytucie.

Szympans w kosmosie: Szczęściarz czy małpa z PTSD?

Znany całemu światu jako Ham, był jednym z pierwszych naczelnych wysłanych w przestrzeń kosmiczną. Jego imię może kojarzyć się z angielskim słowem oznaczającym szynkę, ale w rzeczywistości to akronim od Holloman Aerospace Medical Center – ośrodka, w którym przechodził trening. W przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej Albertów, Ham miał o tyle mniej „szczęścia”, że przed schwytaniem zdążył zaznać prawdziwej wolności. Urodził się w 1956 roku w Kamerunie, skąd jako niemowlę został zabrany przez kłusowników i przetransportowany do Miami. Trzy lata później wykupiły go Siły Powietrzne USA. 31 stycznia 1961 roku NASA wystrzeliła go w kosmos na pokładzie pojazdu Mercury – Redstone 2. Podczas misji figurował jedynie pod bezosobowym szyfrem ,,Numer 61”. Jego prawdziwe imię ujawniono mediom dopiero po bezpiecznym wodowaniu, na wypadek gdyby katastrofa zepsuła wizerunek agencji. Lot od początku był dla niego koszmarem. Przez awarię wieżyczki ratunkowej odpaliły się przedwcześnie, generując przeciążenia. Kapsuła weszła w atmosferę pod zbyt ostrym kątem, przez co przerażony szympans doświadczył uderzenia grawitacyjnego o sile niemal 15 g. Misja trwała 16 minut i 39 sekund. Kapsuła z Hamem zniosła uderzenie o wodę ponad 200 kilometrów od planowanego celu. Wzburzone fale oceanu przebiły poszycie poduszek powietrznych i do środka wlało się ponad 360 litrów wody. Załoga helikoptera potrzebowała aż dwóch godzin, by odnaleźć dryfujący, tonący metalowy grobowiec. Sukces Hama utorował drogę dla Alana Sheparda, który w maju 1961 roku został pierwszym Amerykaninem w kosmosie. Gazety pisały o tym na pierwszych stronach: 1 lutego 1961 koncern Hearst Communications (wydawca San Francisco Examiner) wydał specjalny numer z nagłówkiem ,,Space Chimp Lives – Paves Way for Flight by Man”. Tuż obok widniał inny historyczny tytuł ,,JFK Wins Fight on Rules”, odnoszący się do reform prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Po misji Ham trafił do zoo w Waszyngtonie, a potem do Karoliny Północnej. Ponieważ od małego uczono go amerykańskiego języka migowego (ASL) do komunikacji z opiekunami, potrafił sygnalizować proste emocje. Podobno podczas transportu do nowego zoo wielokrotnie pokazywał gest oznaczający skrajny dyskomfort i to, że ,,coś jest bardzo nie okej”. Słynne zdjęcia jego szerokiego uśmiechu po wylądowaniu to nic innego jak manipulacja. Badaczka Jane Goodall wyjaśniła, że u szympansów to tzw. Fear grimace, świadczący o potwornym przerażeniu i stresie. Ham cierpiał na głębokie PTSD. Gdy po locie fotoreporterzy chcieli siłą wcisnąć go z powrotem do ciasnego fotelika, by zrobić propagandowe zdjęcia, szympans wpadł w panikę. Kilku dorosłych mężczyzn nie było go w stanie utrzymać, gdy Ham gryzł, krzyczał i się bronił, zmuszając ludzi do odwrotu. Gdy zmarł w 1983 roku, National Museum of Health and Medicine przeprowadziło sekcję zwłok, wykazując przewlekłą chorobę serca. Wybuchł wtedy skandal, ponieważ wojsko chciało wypchać jego ciało i zrobić z niego eksponat. Pod naciskiem oburzonej opinii publicznej i listów od dzieci, ciało Hama skremowano i pochowano z honorami w International Space Hall of Fame w Nowym Meksyku. Naukowcy zachowali jedynie jego szkielet.

Szczur w kosmosie: Nie, jego imię to nie Ratatuj!

Francuski szczurek laboratoryjny nosił imię Hector. Był zwyczajnym, białym szczurem hodowlanym, ale te stworzenia słyną z ogromnej inteligencji i zaradności. Hector poleciał w kosmos 22 lutego 1961 roku na pokładzie francuskiej rakiety Véronique AGI V24. Dzięki jego udanemu powrotowi Francja stała się trzecim potężnym państwem na świecie, które z powodzeniem wysłało żywe stworzenie w przestrzeń kosmiczną. Przez kilka miesięcy Hector cieszył się statusem bohatera narodowego Francji, jednak zaledwie pół roku po misji został uśpiony, by naukowcy mogli pokroić jego mózg pod mikroskopem. Co ciekawe, pierwotnie w rakiecie miał siedzieć inny szczur, ale ten w akcie buntu bądź naturalnego szczurzego zachowania przegryzł kluczowe kable aparatury badawczej i sam się wykluczył z misji.

Pies Czarnuszka i bezimienne żywe schowki w manekinie

9 marca 1961 roku w przestrzeń kosmiczną wystrzelono radziecki statek Korabl-Sputnik 4 (znany też jako Sputnik 9). Na jego pokładzie znajdowała się suczka Czarnuszka, bezimienna świnka morska, myszy laboratoryjne oraz zaawansowany manekin o ludzkich kształtach, nazwany pieszczotliwie Iwanem Iwanowiczem. Małe stworzenia w dokumentach figurowały wyłącznie jako numery ewidencyjne. Ich misja była ostatecznym testem generalnym przed planowanym lotem Jurija Gagarina, a naukowcy podeszli do niej niezwykle kreatywnie. Do łapy Czarnuszki przymocowano radziecki zegarek naręczny, w taki sposób by nie zatamować krążenia krwi. Był to model 34-K znany też jako Pobieda. Stanowiło to unikalny eksperyment mający zbadać wpływ próżni i przeciążeń na mechaniczne czasomierze. Prawdziwym sercem misji był jednak Iwan Iwanowicz. Manekin nosił dokładnie taki sam skafander kosmiczny SK-1, jaki miesiąc później miał założyć Gagarin. Wewnątrz jego sztucznego ciała umieszczono liczne instrumenty pomiarowe badające promieniowanie, a wolne przestrzenie w klatce piersiowej oraz w udach wykorzystano jako schowki, w których zamknięto żywe myszki i świnki morskie. W celu przetestowania łączności radiowej z pokładu statku nadawano nagrania ludzkiego głosu. Sowieci panicznie bali się jednak, że zachodnie stacje szpiegowskie po przechwyceniu sygnału uznają, iż ZSRR potajemnie wysłało w kosmos człowieka. Aby uniknąć skandalu, zamiast zakodowanych komunikatów Iwan ,,recytował” przez radio przepisy na tradycyjny rosyjski barszcz oraz śpiewał pieśni chóralne. Manekin otrzymał nawet od wojska oficjalny paszport, a na wizjerze jego hełmu namalowano wielki, rzucający się w oczy napis ,,MAKET” (ros. manekin/makieta). Chodziło o to, by lokalni mieszkańcy Kazachstanu, którzy znaleźli go po lądowaniu, nie uznali go za martwego szpiega lub poległego kosmonautę. Radziecki plan powrotu zakładał, że pilot przed uderzeniem kapsuły w ziemię musi katapultować się z niej na wysokości kilku kilometrów i opaść osobno na spadochronie. Iwan Iwanowicz został pomyślnie wystrzelony z fotela i wylądował bez najmniejszych uszkodzeń, udowadniając bezpieczeństwo tej drastycznej procedury. Statek wykonał jedno pełne okrążenie wokół Ziemi, kapsuła osiadła na stepie, a Czarnuszka wraz ze swoimi bezimiennymi towarzyszami z ukrytych schowków wróciła z tej podróży cała i zdrowa. Czarnuszkę można znaleźć w Rydze, na Łotwie w Muzeum Historii Medycyny im. Paulsa Stradiņša.

Drugi szympans w kosmosie: Piekielna misja Enosa

Poleciał w kosmos 29 listopada 1961 roku w ramach amerykańskiej misji Mercury – Atlas 5. W przeciwieństwie do Hama, który odbył tylko krótki lot suborbitalny, Enos miał zostać pierwszym szympansem, który wielokrotnie okrąży naszą planetę na orbicie. Niestety, ta historyczna misja okazała się dla niego prawdziwym piekłem na skutek serii poważnych usterek technicznych. Enos, podobnie jak jego poprzednik, został wyszkolony do pociągania za odpowiednie dźwignie w odpowiedzi na migające sygnały świetlne. Za każdy poprawny ruch automat nagradzał go bananową pastylką, natomiast za błąd karał bolesnym impulsem elektrycznym w stopy. Podczas lotu doszło jednak do fatalnej awarii okablowania. Nieważne, jak bezbłędnie Enos wykonywał powierzone zadania, maszyna bez przerwy raziła go prądem. Szympans przyjął aż 76 wstrząsów elektrycznych, mimo rozdzierającego bólu i narastającej frustracji zwierzę do samego końca próbowało wykonywać procedury prawidłowo, co wprawiło obserwujących go na Ziemi naukowców w głębokie osłupienie. Kontrola misji widziała na monitorach, że Enos jest rażony prądem bezpodstawnie. Ponieważ jednak w tamtych latach Amerykanie i Sowieci toczyli bezwzględną wojnę o wpływy i osiągnięcia w kosmosie, ludzkie sumienie przegrało z polityką. Uznano, że skoro serce małpy wciąż bije, a on sam mimo cierpienia realizuje plan, lot nie zostanie przerwany. Na tym jego koszmar się nie skończył. Kolejna awaria sprawiła, że system chłodzenia zaczął zawodzić, a temperatura wewnątrz ciasnej kapsuły skoczyła do niebezpiecznych 38 stopni, powodując, że temperatura ciała zwierzęcia wzrosła do krytycznych 41 stopni. Dopiero wizja tego, że szympans spłonie żywcem wystraszyła inżynierów NASA, którzy podjęli decyzję o skróceniu misji z trzech planowanych okrążeni do dwóch. Po wodowaniu na oceany wycieńczony Enos musiał spędzić ponad trzy godziny na rozgrzanej kapsule, zanim dopłynęła do niego ekipa ratunkowa. Gdy w końcu go wyciągnięto, przerażony i oszalały ze stresu szympans zdołał z siebie wyrwać wszystkie medyczne czujniki, w tym cewnik oraz sondę termiczną umieszczoną w odbycie. W latach 50. i 60. Naukowcy nie dysponowali bezprzewodową, miniaturową technologią, którą znamy dzisiaj. Aby zmierzyć temperaturę ciała w czasie rzeczywistym i sprawdzić wpływ przeciążeń na termoregulację, jedyną niezawodną metodą było zamontowanie medycznego czujnika na sztywnym kablu. W połączeniu z dziesiątkami elektrod wkłutych pod skórę na klatce piersiowej, taki brak możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu był dla zwierzęcia torturą. Enos nie doczekał zasłużonej emerytury. W listopadzie 1962 roku, niespełna rok po swoim locie, szympans zmarł na ostrą chorobę zakaźną układu pokarmowego, znaną jako czerwonka. Do dziś wielu badaczy uważa, że było to spowodowane stresem z kosmicznej misji.

Jedyny kot w kosmosie: Tragiczny los Félicette i zapomnianych dublerek

Oznaczenie C341 przypisano maleńkiej, ważącej zaledwie 2,5 kilograma czarno-białej kotce typu tuxedo (w smokingu) zgarniętej wprost z ulic Paryża. Podobnie jak w przypadku radzieckiej suczki Łajki, zanim wysłano ją w morderczą podróż, zaoferowano jej złudne poczucie domowego azylu. Była jedną z 14 kotek (wybranych od kocurów ze względu na łagodniejsze usposobienie), które francuskie Centrum Edukacji i Badań Medycyny Lotniczej (CERMA) zakupiło w 1963 roku od komercyjnego handlarza do tajnych testów wojskowych. Aby naukowcy za bardzo nie przywiązali się emocjonalnie do podopiecznych, kotom celowo nie nadawano imion, zastępując je numerami ewidencyjnymi. Szkolenie kosmiczne kotek pod wieloma względami przypominało trening ludzkich astronautów. Zwierzęta zamykano w wirówkach generujących wysokie przeciążenia, przypinano do trójosiowych krzeseł symulujących hałas silników rakietowych oraz unieruchamiano w ciasnych, ciemnych kontenerach, aby zbadać ich odporność psychiczną na izolację. Limit treningów ustalono na zaledwie dwa miesiące z powodu ryzyka polaryzacji elektrod – wszystkim czternastu kotkom wszczepiono chirurgicznie stałe implanty głęboko w tkankę mózgową. U C341 operacja ta była niezwykle skomplikowana. Na jej czaszce za pomocą cementu chirurgicznego zamontowano gniazdo z dziewięcioma elektrodami monitującymi m.in. zatokę przednią, somatyczną, hipokamp oraz korę asocjacyjną. Dodatkowo dwie elektrody przyklejono do przedniej łapy, aby za pomocą impulsów elektrycznych stymulować jej reakcje neurologiczne w trakcie lotu, a dwa mikrofony (na klatce piersiowej i stożku rakiety) rejestrowały oddech. Po serii testów technicznych, 17 października 1963 roku naukowcy wyłonili sześciu finalistów, a ostateczny wybór padł na C341 ze względu na jej drobne rozmiary i cierpliwość.

Następnego dnia, 18 października, rakieta Véronique AG1 wystrzeliła ją w lot suborbitalny. Silnik pracował przez 42 sekundy, generując przyspieszenie równe 9,5 g. Kotka spędziła w stanie całkowitej nieważkości 5 minut na wysokości 152 kilometrów. Turbulentne wejście w atmosferę, wibracje oraz otwarcie spadochronów wywołały u niej ogromny stres, a tętno gwałtownie skoczyło. Co gorsza, na skutek błędu aparatury, kotka była poddawana impulsom elektrycznym w łapę znacznie częściej, niż planowano. Mimo to kapsuła bezpiecznie wylądowała 13 minut po starcie, a helikopter szybko podjął ładunek. C 341 została pierwszym i jedynym kotem, który przeżył podróż w kosmos. Po powrocie media natychmiast nadały jej imię Félix (na cześć bohatera kreskówek), które później zmieniono na żeńską wersję. Choć z kosmosu wróciła żywa, jej los dobiegł końca zaledwie dwa miesiące później. Naukowcy poddali ją eutanazji, aby wyciągnąć elektrody i zbadać tkankę mózgową. Sekcja zwłok nie wykazała jednak żadnych anomalii, więc kotka zginęła na próżno. Jej sukces Francuzi chcieli natychmiast powtórzyć. 24 października 1963 roku wystrzelili drugiego kota o nieznanym numerze. Misja okazała się katastrofą. Rakieta zboczyła z kursu i runęła na pustynię w Algierii pod ekstremalnym kątem. Gdy ekipa ratunkowa dotarła do wraku, stożek nosowy był doszczętnie zmiażdżony. Kot zginął na miejscu.

Co się stało z pozostałą dwunastką kotek?

Gdy program kosmiczny zamknięto w grudniu 1963 roku, armia uznała, że okaleczone chirurgicznie zwierzęta generują niepotrzebne koszty. Uśpiono wszystkie pozostałe kotki, oprócz jednej. Oddanie ich do adopcji nie wchodziło w grę z trzech powodów. Po pierwsze, rany pooperacyjne wokół implantów wymagały sterylnej dezynfekcji, bez której groziła śmiertelna infekcja mózgu. Po drugie, w świetle procedur wojskowych koty te nie były pupilami, lecz ściśle tajnym sprzętem badawczym zakupionym za państwowe pieniądze. Armia nie miała ścieżki prawnej, by odpisać ze stanu mienie i oddać je cywilom. Po trzecie, personel laboratoryjny musiał wykształcić w sobie dystans psychiczny, by móc codziennie eksperymentować na zwierzętach.

Kim była kotka, która uniknęła śmierci?

Nazywała się Scoubidou. Tuż po operacji wszczepienia elektrod jej stan zdrowia drastycznie się pogorszył. Naukowcy uznali, że nie przeżyje testów kosmicznych, wyciągnęli implanty z jej czaszki i wykluczyli z programu. Nie była już przydatnym materiałem badawczym i personel zlitował się nad nią. Została oficjalną maskotką bazy, nazwano ją Scoubidou od plecionej obroży, którą jej zrobiono, i jako jedyna dożyła spokojnej starości.

Pamięć o Félicette

W przeciwieństwie do Łajki, historia Félicette przez dekady była marginalizowana przez zdominowaną przez psy i małpy popkulturę. Pamięć o niej przywrócił dopiero Matthew Serge Guy, który w 2017 roku zorganizował globalną zbiórkę crowdfundingową na kwotę 40 tysięcy funtów. Dzięki temu 18 grudnia 2019 roku na Międzynarodowym Uniwersytecie Kosmicznym we Francji uroczyście odsłonięto półtorametrowy pomnik z brązu autorstwa Gilla Parkera. Przedstawia on Félicette siedzącą dumnie na szczycie planety Ziemia i spoglądającą w niebo, po którym przyszło jej podróżować.

Wietierok i Ugolok: Ile dni przeżyły na orbicie?

Radzieckie suczki Wietierok i Ugolok spędziły na orbicie 22 dni na pokładzie biosatelity Kosmos 110, wystrzelonego 22 lutego 1966 roku. Do ich selekcji przyczynił się nie tylko stan zdrowia, ale i uroczy wygląd, który dobrze prezentował się w materiałach propagandowych. Po powrocie zwierzęta były wycieńczone, lecz ostatecznie w pełni wyzdrowiały i pozostają rekordzistami najdłuższego lotu kosmicznego w historii psów.

Żółwie w kosmosie

We wrześniu 1968 roku Sowieci wysłali dwa żółwie stepowe na pokładzie statku Zond 5. Były to pierwsze zwierzęta w historii, które okrążyły Księżyc i bezpiecznie wróciły na Ziemię. Za tym historycznym sukcesem kryło się jednak ogromne cierpienie. Przed lotem żółwie umieszczono w ciasnej kapsule na 12 dni przed startem i całkowicie odcięto od jedzenia oraz wody. Łącznie z czasem trwania lotu i powrotu do Moskwy zwierzęta te głodowały przez 39 dni. Naukowcy wybrali je celowo ze względu na ich ekstremalnie wolny metabolizm. Chcieli sprawdzić, czy gady przetrwają promieniowanie kosmiczne bez konieczności montowania skomplikowanych i ciężkich systemów karmienia. Z powodu awarii systemu naprowadzania kapsuła powrotna weszła w ziemską atmosferę pod zabójczym dla człowieka kątem, generując mordercze przeciążenia rzędu 20 g, po czym z impetem rozbiła się na wodach Oceanu Indyjskiego. Akcja poszukiwawcza zajęła radzieckim okrętom aż 10 godzin. Gdy w końcu wyciągnięto wrak z wody, zamknięte w nim żółwie dosłownie gotowały się w metalowej puszce rozgrzanej przez tropikalne słońce. Żółwie o numerach ewidencyjnych 22 i 37 cudem przeżyły tę katastrofę, ale ich los dobiegł końca zaledwie cztery dni po przetransportowaniu do Moskwy. Naukowcy bez dusznych wahań uśpili je i poddali natychmiastowej sekcji zwłok. Konieczne było jak najszybsze pobranie próbek ich narządów wewnętrznych (głównie wątroby i śledziony), by zbadać mikroskopijne zmiany komórkowe wywołane przez kosmiczną radiację. Ludzkie załogi amerykańskiej misji Apollo 8 poleciały wokół Księżyca dopiero trzy miesiące po nich. Żółwie wygrały ten morderczy wyścig, ale zapłaciły za to swoim życiem na stole sekcyjnym. Do całego eksperymentu sowieccy badacze wybrali łącznie osiem żółwi stepowych w wieku od 6 do 7 lat i wadze do 400 gramów. Podzielono je na grupę kosmiczną oraz kontrolną. Numery 22 i 37 poleciały w gwiazdy, natomiast pozostałe osobniki, w tym żółw numer 47, spędziły te 39 dni w identycznych, zamkniętych pojemnikach laboratoryjnych na Ziemi, przechodząc dokładnie taką samą głodówkę. Podczas późniejszej analizy porównawczej tkanek okazało się, że wątroba kosmicznego żółwia nr 22 wykazała drastycznie podwyższony poziom glikogenu w stosunku do wątroby ziemskiego żółwia nr 47. Dla nauki był to cenny dowód na to, jak potężny stres metaboliczny wywołuje podróż pozaziemska.

Żaby w kosmosie: Tee-Nom i Pierre

Jednym z najbardziej nietypowych i precyzyjnych eksperymentów w historii NASA była misja Orbiting Frog Otolith, znana powszechnie jako OFO 1. Projekt ten, mający zbadać bezpośredni wpływ nieważkości na układ równowagi (otolit), został oficjalnie zatwierdzony pod koniec lat 60. Przygotowaniami naukowcy zajęli się w 1968 roku, a sam start w kosmos nastąpił 9 listopada 1970 roku. Naukowcy pod kierownictwem dr. Torquato Gualtierottiego wybrali do tej misji żaby ryczące (Rana catesbeiana) z kilku kluczowych powodów. Po pierwsze, anatomia ucha wewnętrznego oraz otolitów (narządów odpowiedzialnych za wykrywanie grawitacji i ruchu liniowego) u tych płazów działa niemal identycznie jak u ludzi. Po drugie, żaby mogły bez problemu przejść inwazyjne operacje chirurgiczne na lądzie, a sam lot spędzić w środowisku wodnym. Było to kluczowe, ponieważ woda doskonale amortyzowała mordercze drgania podczas startu rakiety oraz zapewniała stałe chłodzenie. Ponadto żaby potrafią oddychać przez skórę, co pozwalało im na bezpieczne przebywanie pod wodą przez długi czas.
W latach 1968–1969 w laboratoriach NASA trwała rygorystyczna selekcja kandydatów dostarczonych z małego miasteczka Rayne w stanie Luizjana; miejsca oficjalnie znanego jako Żabia Stolica Świata. Ostatecznie wybrano dwa osobniki, które badacze nazwali lokalnymi imionami: Tee-Nom oraz Pierre. Żabom wszczepiono mikroelektrody bezpośrednio do nerwów przedsionkowych, a następnie umieszczono je w specjalnym, wirującym pojemniku wypełnionym wodą wewnątrz satelity. Przez ponad 6 dni orbitowania wokół Ziemi aparatura zbierała cenne dane o ich reakcjach na mikro-grawitację. Wykazano, że po początkowej, silnej dezorientacji, układ równowagi żab całkowicie przystosował się do stanu nieważkości po około 10–20 godzinach. Choć misja zakończyła się pełnym sukcesem naukowym, oba płazy były od początku skazane na śmierć. Kapsuła OFO 1 nie posiadała systemu odzyskiwania ani osłon termicznych umożliwiających bezpieczny powrót na ląd. Po wyczerpaniu baterii satelita pozostał na orbicie jako kosmiczny złom, by po pewnym czasie runąć i bezpowrotnie spłonąć w atmosferze Ziemi wraz z ciałami Tee-Noma i Pierre’a.

Pięć myszek w kosmosie: Księżycowa Odyseja

W grudniu 1972 roku, w ramach ostatniej załogowej wyprawy człowieka na Księżyc (misji Apollo 17), w podróż wyruszyło pięć małych gryzoni. Była to samica Fee oraz czterech samców: Fi, Fo, Fum i Phooey. Te urocze, bajkowe imiona nadali im bezpośrednio astronauci Eugene Cernan, Harrison Schmitt oraz Ronald Evans. Myszki należały do pustynnego gatunku Perognathus longimembris wybranego celowo przez NASA, ponieważ zwierzęta te potrafią metabolizować wodę z suchego pożywienia i przetrwać bez stałego dostępu do płynów. Gryzonie spędziły w kosmosie ponad sześć dni i okrążyły Księżyc rekordowe 75 razy na pokładzie modułu dowodzenia America. Naukowcy chcieli za ich pomocą przeprowadzić kluczowy eksperyment: zbadać, czy silne promieniowanie kosmiczne (w tym ciężkie jądra HZE) może fizycznie uszkodzić siatkówkę oka lub tkankę mózgową. Z tego powodu pod skórą na łebkach myszek wszczepiono miniaturowe detektory promieniowania.

Kapsuła z astronautami bezpiecznie wodowała na Pacyfiku 19 grudnia 1972 roku. Niestety, jedna z myszy (przypuszcza się, że był to Fo) zmarła w trakcie lotu z nieznanych przyczyn. Pozostałe cztery wróciły na Ziemię żywe, ale ich los się na tym zakończył: zostały natychmiast uśpione i pokrojone na potrzeby analiz laboratoryjnych. Badania wykazały, że kosmiczne promieniowanie nie wyrządziło w ich tkankach widocznych szkód. Choć myszki nie przeżyły powrotu, ich małe ciała dały lekarzom ostateczny dowód na to, że ludzki mózg jest względnie bezpieczny podczas dalekich podróży kosmicznych.

Dwa krzyżaki w kosmosie: Czy pająki potrafią oszukać brak grawitacji?

Eksperyment zoologiczny oznaczony symbolem ED52 został zaproponowany przez siedemnastoletnią uczennicę amerykańskiego liceum, Judith S. Miles z Lexington, w ramach ogólnokrajowego konkursu naukowego dla młodzieży. 28 lipca 1973 roku na pokładzie amerykańskiej stacji orbitalnej Skylab 3, wraz z astronautami Alanem Beanem, Jackiem Lousmą i Owenem Garriottem, w kosmos wystrzelono dwa pająki krzyżaki ogrodowe (Araneus diadematus) o imionach Arabella i Anita. Cel był jasny: sprawdzić, czy pajęczaki będą w stanie utkać swoje sieci w warunkach całkowitej nieważkości. Początki były dla nich drastycznie trudne. Na Ziemi pająki orientują się w przestrzeni i oceniają grubość oraz napięcie produkowanej nici na podstawie ciężaru własnego ciała i przyciągania ziemskiego. Pozbawione tego naturalnego punktu odniesienia, Anita i Arabella przez pierwsze dni tworzyły sieci skrajnie nieregularne, słabe i chaotyczne. Pająki to jednak stworzenia o niesamowitych zdolnościach adaptacyjnych. Już po kilkunastu próbach obie samice przystosowały się do mikrograwitacji i zaczęły tkać normalne, geometrycznie symetryczne sieci. Jedwab produkowany w kosmosie okazał się jednak cieńszy i mniej jednolity w porównaniu do sieci tkanych przez grupę kontrolną na Ziemi. Z powodu decyzji astronauty Owena Garriotta o przedłużeniu obserwacji, pająki pozostały w swoich miniaturowych kontenerach przez całe 59 dni trwania misji. Niestety, oba pajęczaki zmarły w trakcie lotu z powodu skrajnego odwodnienia, ponieważ w nieważkości woda formowała się w kule, z których pająki nie potrafiły prawidłowo pić. Dziś ich zakonserwowane ciała można podziwiać w słynnych zbiorach Narodowego Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej Smithsonian w Waszyngtonie.

REF: JSC-SL3-110-1452 Skylab 3 Onboard Photo: Spider Web

Ryby w kosmosie: Podwodna orientacja i adaptacja

W lipcu 1976 roku Sowieci w ramach misji Sojuz 21 wysłali na pokład stacji orbitalnej Salut 5 gupiki pawie oczko. Ich kosmiczne akwaria zostały wyposażone w specjalną pompę z delikatnym przyciskiem, którego naciśnięcie przez rybę dawkowało pokarm. Zwierzęta te poleciały poza planetę wraz z kosmonautami Borysem Volynov i Witalijem Zholobov. Gupiki nie były jednak pierwszymi rybami w kosmosie. Ten tytuł należy do fundulusów (Fundulus heteroclitus) wysłanych przez NASA w 1973 roku w misji Skylab 3. Amerykanie wysłali wtedy dwie dorosłe ryby oraz 50 jajeczek, z których w stanie nieważkości pomyślnie wykluło się aż 48 młodych osobników. Dorosłe ryby w kosmosie na początku były kompletnie zdezorientowane – ich układ przedsionkowy nie odczuwał grawitacji, przez co pływały wyłącznie w chaotycznych pętlach i kółkach. Szybko jednak odkryto, że ryby można „oszukać”. Dzięki sztucznemu oświetleniu zamontowanemu na górze akwarium, stworzenia te zaczęły traktować światło jako substytut nieba i nauczyły się pływać w pionie. Radzieckie gupiki na stacji Salut 5 powtórzyły ten proces adaptacji. Po powrocie na Ziemię ryby błyskawicznie odzyskały ziemski zmysł równowagi. Co najważniejsze dla nauki, narybek, który począł się i wykluł bezpośrednio w kosmosie, nie wykazywał żadnych wad rozwojowych. Udowodniło to biologom, że procesy embriogenezy oraz formowanie się narządów zmysłów u kręgowców mogą przebiegać w pełni prawidłowo nawet bez udziału ziemskiego przyciągania.

Cena dosięgnięcia gwiazd

Przeglądając kroniki podboju kosmosu, łatwo ulec zachwytowi nad ludzkim geniuszem. Pomniki, medale i podręczniki szkolne opiewają nazwiska wielkich inżynierów i odważnych astronautów. Jednak prawdziwymi, niemymi pionierami tej drogi były istoty, które z gwiazdami nie miały nic wspólnego. Od muszek owocówek i nasion kukurydzy, przez uśpione makaki, przerażone szympansy, króliki, psy, koty, gryzonie, aż po głodzone żółwie i odwodnione pająki kosmos został zdobyty cichym cierpieniem wielu niewinnych stworzeń. Zwierzęta te nie były ochotnikami, obce im było pojęcie Zimnej Wojny, wyścigu zbrojeń czy chwały narodowej. Ich jedyną winą było to, że ich rozmiary idealnie pasowały do zimnych kapsuł rakietowych. Pisząc i czytając o historii astronautyki, jesteśmy winni tym zwierzętom coś więcej niż tylko krótką wzmiankę w Wikipedii. Powinniśmy pamiętać o tym, jak wielką cenę zapłaciły za to, by człowiek mógł bezpiecznie zrobić krok na Księżycu.

Bibliografia

Zdjęcia:

Cygan i Dezik: Katalog RGANTD

Łajka: Science Photo Library, zdjęcia turystyczne creative commons, twórcą rzeźby jest Pawieł Miedwiediew

Marfusha: Rosyjska Agencja TASS

Szympans HAM: Oficjalne zasoby Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA)

Hector: baza agencji fotograficznej Alamy oraz archiwa CNES

Czarnuszka: oficjalne fotografie rządowe, zdjęcie eksponatu wikimedia commons Michał Derela

Manekin Ivan: Eric Long, National Air and Space Museum, Smithsonian Institution

Enos: NASA, http://spaceflight.nasa.gov/gallery/images/mercury/mercury_ov/html/s61-04540.html, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=90428742

Félicette: Oficjalne archiwa Francuskiej Narodowej Agencji Kosmicznej (CNES) oraz francuskiej agencji wojskowej ECPAD; wycinek z gazety z nagłówkiem „Space cat back alive” pochodzi z brytyjskich i międzynarodowych archiwów prasowych z października 1963 roku. Science Photo Library; pomnik autorstwa Gill Parker. Dostępny w ISU Media i stronie kampanii Félicette Monument

Wietierok i Ugolok: Ю. В. Афонин, https://pl.wikipedia.org/wiki/Wietierok_i_Ugolok#/media/Plik:Rymdhundarna_Veterok_och_Ugoljok_(16493301588).jpg

Kapsuła Apollo: OptoMechEngineer – Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=61334041

Arabella i Anita: Oficjalne Archiwa NASA

Ryba: Historyczna rycina naukowa z National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA)

Artykuły popularnonaukowe

Doughty E., (2026), pobierane z : [https://spacebotany.uk/blog/the-first-seeds-in-space/] (dostęp: 21.10.2026)

Mancini M., pobierane z: [https://science.howstuffworks.com/why-fruit-flies-were-first-animals-in-space.htm] (dostęp: 21.10.2026)

Joosse T., (2023), February 1947: ,,The First Animals, Fruit Flies, Rocket into Space and Return to Earth”. Advancing Physics (APS), pobierane z: [https://www.aps.org/apsnews/2023/01/fruit-flies-space] (dostęp: 21.10.2026)

Wall M., (2013), Monkeys in Space: ,,A Brief Spaceflight History”. Space.com., pobierane z: [https://www.space.com/19505-space-monkeys-chimps-history.html] (dostęp: 21.10.2026)

Gandharv W., (2026), ,,In 1951, two female stray dogs named Dezik and Tsygan became the first mammals to successfully cross the border of space and return alive”, The Economic Times, pobierane z: [https://economictimes.indiatimes.com/news/international/us/in-1951-two-female-stray-dogs-named-dezik-and-tsygan-became-the-first-mammals-to-successfully-cross-the-border-of-space-and-return-alive/articleshow/133809779.cms?from=mdr] (dostęp: 21.10.2026)

NASA, a Brief History of Animals in Space, pobierane z: [https://www.nasa.gov/history/a-brief-history-of-animals-in-space/] (dostęp: 21.10.2026)

Schierkolk A., (2019) Museum of Health and Medicine. The Micrograph : ,,Ham: The First Astrochimp”, pobierane z: [https://medicalmuseum.health.mil/micrograph/index.cfm/posts/2019/astrochimp] (dostęp: 21.10.2026)

Dohrer E., (2022), Space, ,,The first animal in space was not Laika, despite her fame”, pobierane z: [https://www.space.com/animals-in-space] (dostęp: 21.10.2026)

Ellis T., (2017), National Air and Space Museum: ,,Ivan Iwanovich and the Persistent Lost Cosmonaut Conspiracy”, pobierane z: [https://airandspace.si.edu/stories/editorial/lost-cosmonaut-conspiracy] (dostęp: 21.10.2026)

Zambrzycka-Kościelnictwa E., (2025), National Geographic: ,,Z paryskiej ulicy w kosmos. Jak bezdomna Félicette została pierwszą kocią astronautką”, pobierane z: [https://www.national-geographic.pl/kosmos/z-paryskiej-ulicy-w-kosmos-jak-bezdomna-felicette-zostala-pierwsza-kocia-astronautka/}, (dostęp: 22.10.2026)

NASA NTRS, (1975), ,,The Apollo 17 pocket mouse experiment” pobierane z: [https://ntrs.nasa.gov/citations/19760005599], (dostęp: 23.10.2026)

Cowing K., (2020), Astrobiology, ,,Spiders in Space: Without Gravity, Light becomes key to orientation”, pobierane z: [https://astrobiology.com/2020/12/10/spiders-in-space-without-gravity-light-becomes-key-to-orientation/], (dostęp: 23.10.2026)

Autor tekstu: Małgorzata Elmer

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
KSAP spełnia marzenia?
W nowej polskiej rzeczywistości i czasach erupcji kapitalizmu, dla młodych...
Tragedia w lokalu wyborczym

W lokalu wyborczym na osiedlu Złote Łany w Bielsku-Białej doszło...

W ogniu rewolucji
Grzegorz Szymanik udaje się do miejsc objętych wojną, konfliktami albo...
Węglarczyk naczelnym „Sukcesu”
Kolejne zmiany w Presspublice. Bartosz Węglarczyk zostanie redaktorem naczelnym miesięcznika...