W ostatnich tygodniach światowa opinia publiczna oraz media w USA i Europie koncentrują się na jednym z największych i najbardziej kontrowersyjnych ujawnień w nowoczesnej historii — publicznym dostępie do tak zwanych akt Epsteina, czyli ogromnej kolekcji dokumentów, zdjęć, e-maili i innych materiałów związanych z działalnością skazanego handlarza ludźmi i pedofila Jeffreya Epsteina. Publikacja tych akt, wynikająca z presji opinii publicznej i decyzji amerykańskiego Kongresu, doprowadziła do nowych kontrowersji i politycznych reperkusji, które nadal rozbrzmiewają na całym świecie.
Pod koniec stycznia Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych opublikował największą jak dotąd część akt — według mediów zawiera ona ponad 3,5 miliona stron dokumentów, 180 000 zdjęć i tysiące nagrań wideo. Materiały te obejmują e-maile, raporty śledcze, korespondencję oraz fotografie pochodzące z różnych śledztw prowadzonych wobec Epsteina i jego współpracowników. To kulminacja długotrwałego procesu, po tym jak w listopadzie 2025 r. Kongres uchwalił ustawę nakazującą ujawnienie tych akt szerokiemu gronu odbiorców, w tym opinii publicznej, z wyłączeniem niektórych treści chronionych prawem — przede wszystkim osobistych danych ofiar i informacji mogłoby zaszkodzić toczącemu się procedowaniu innych spraw.
Publikacja akt wywołała natychmiastową falę debat i sporów. W USA reakcje były mieszane: choć wiele dokumentów zawiera odniesienia do znanych postaci z świata polityki, biznesu czy kultury, urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości podkreślają, że samo pojawienie się nazwiska w aktach nie oznacza automatycznie dowodu winy — i jak dotąd nie zapowiada się na masowe nowe zarzuty karne wobec osób postronnych. W podobnym tonie wypowiadał się wysoki rangą przedstawiciel resortu, który starał się tonować oczekiwania opinii publicznej dotyczącą możliwości nowych postępowań karnych.
Jednym z najgłośniejszych ostatnich wydarzeń związanych z archiwami było wystąpienie w Kongresie amerykańskim, podczas którego dwóch reprezentantów — Ro Khanna i Thomas Massie — ujawniło imiona sześciu mężczyzn, których pierwotnie zredagowano w dokumentach, mimo że nie ma wobec nich formalnych zarzutów. Wśród wymienionych znaleźli się m.in. znany miliarder i potentat handlowy oraz biznesmen z Bliskiego Wschodu. To posunięcie wywołało pytania o to, czy rząd USA dostatecznie przejrzyście radzi sobie z procesem redagowania akt i czy nie usuwa nazwisk ponad konieczne minimum chronione prawem.
Reperkusje wykraczają poza samą publikację dokumentów. W mediach pojawiają się szerokie dyskusje nad tym, jakie znaczenie mają materiały z akt Epsteina dla oceny relacji między potężnymi elitami a jego skazaną działalnością. W Europie, jak wskazują eksperci, publikacja akt doprowadziła do politycznych konsekwencji w postaci dymisji niektórych urzędników i zwiększonej presji na wyjaśnienie powiązań z Epsteinem. Różne kraje analizują teraz własne kontakty prominentnych osób z osobami wymienionymi w aktach.
Sam charakter ujawnionych materiałów również budzi krytyczne opinie. Część ofiar i adwokatów zwraca uwagę, że choć dokumenty dają wgląd w ogrom korespondencji i zdjęć, to ciężko znaleźć w nich bezpośrednie dowody umożliwiające pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich zainteresowanych. Wielu komentatorów określa opublikowany zbiór jako „początek, a nie koniec” dokumentowania sieci powiązań i możliwości prawnych.
Debata publiczna wokół akt Epsteina ma także wymiar kulturowy i społeczny. W mediach pojawiają się głosy o konieczności dalszego otwierania dostępu do dokumentów, jak też o potencjalnych implikacjach dla zaufania do instytucji publicznych, które przez lata wydawały się niechętnie ujawniać pełny obraz tej sprawy. Dla wielu obserwatorów, zarówno w USA, jak i na świecie, ujawnienie tych akt to moment konfrontacji z tym, jak wielkie pieniądze i wpływy mogą oddziaływać na procesy wymiaru sprawiedliwości i publicznej odpowiedzialności, nawet jeśli odpowiedzialność karna konkretnych osób nadal nie zostaje udowodniona.
