„Na roboty” do Ameryki

Mazurska plaża ze znajomymi, zagraniczna wycieczka albo praca — scenariuszy na wakacje jest wiele. Co roku kilka tysięcy polskich studentów decyduje się połączyć przyjemne z pożytecznym i wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych w ramach programów work and travel. Z czym ten angielski termin łączy się w praktyce?

Wakacyjne programy kierowane do studentów nie są czymś nowym na świecie. Tylko w Polsce działa kilkadziesiąt firm, które pośredniczą między uczestnikiem a amerykańskim pracodawcą w tego typu wyjazdach. Ideą programu jest umożliwienie studentowi poznania kultury i zwiedzenia Stanów. Pobyt w USA trwa zwykle od 2 do 4 miesięcy. Pierwsze dwa miesiące to praca, pozostały czas student może poświęć na przemierzanie Ameryki wzdłuż i wszerz. Konsultanci pośredniczących firm m.in. pomagają w przygotowaniu do wyjazdu, informują o potrzebnych dokumentach, szukają ofert pracy adekwatnych do preferencji i umiejętności kandydata, załatwiają wizę, organizują lot do Stanów. Taką konsultantką jest Katarzyna Zadroga, studentka Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Głównej Handlowej, która w zeszłym roku sama wyjechała do USA na trzy miesiące: „moja praca polega na opowiadaniu o wakacjach życia, czego chcieć więcej?” — śmieje się Kasia. Ale zanim przekroczy się amerykańską granicę jako członek programu, trzeba spełnić określone warunki.

Papierologia, portfel i walizki

Najważniejszym z nich jest aktualny status studenta uczelni wyższej. Trzeba mieć za sobą co najmniej semestr nauki. Konieczne jest też zaświadczenie o niekaralności, które można szybko uzyskać w sądzie okręgowym. Jeśli kandydat decyduje się na pracę na obozie wakacyjnym dla dzieci, musi dostarczyć także określoną ilość referencji, które poświadczą jego doświadczenie w pracy z najmłodszymi. Uczestnika programu do pobytu na terenie USA upoważnia wiza dla uczestników wymiany o sygnaturze J-1. Żeby zacząć się o nią starać, trzeba uzyskać potwierdzenie organizatora wyjazdu, który zapewnia studentowi legalne zatrudnienie i bezpieczeństwo w Stanach. Z potencjalnym pracodawcą można spotkać się na targach pracy organizowanych przez pośredników w większych polskich miastach albo poszukać go samodzielnie. Wyjazd odbywa się zazwyczaj na przełomie maja i czerwca, a kończy we wrześniu. Pośrednicy ostrzegają przed zostawaniem w USA po 30 września — władze mogą nabrać podejrzeń, co do charakteru pobytu uczestnika, a komplikacje nikomu nie są potrzebne. Przed wylotem z kraju trzeba też uregulować wszystkie należności. Całkowity koszt wyjazdu wynosi średnio od 3 do 6 tysięcy złotych i waha się w zależności od oferty, ale amatorów podróży i amerykańskiej kultury nieszczególnie to zraża. Last but not least — student nie wyjedzie bez potwierdzenia przez konsultanta praktycznej znajomości języka angielskiego w stopniu wystarczającym by poradzić sobie w USA.

Golden Gate Bridge, San Francisco, fot. Katarzyna Zadroga

Jak spakować się na kilkumiesięczne wakacje? To może okazać się najtrudniejszą częścią przygotowań. Szczególnie, jeśli tak jak w przypadku Kasi limit bagażu w liniach lotniczych wynosi 23 kg. Zakupy można zrobić na miejscu, ale nie wszystkie potrzebne i dostępne w Polsce rzeczy można znaleźć w USA. Pierwszego dnia potrzebne mogą okazać się… naczynia. „Po rozpakowaniu bagażu zorientowałam się, że nie mam nic w czym mogłabym przygotować sobie coś do jedzenia!” — wspomina Kasia. Nadmienia jednak, że w opcji camp, czyli przy pracy porządkowej na obozach wakacyjnych dla dzieci, zakwaterowanie i wyżywienie są zapewnione przez pracodawcę. Sama zdecydowała się na opcję work, w której jest większa dowolność w wyborze pracy, a uczestnik zatrudniony jest na takich samych prawach i warunkach jak rodzimi pracownicy.

Wiele narodów, jeden cel

Wymiana kulturowa nie musi polegać tylko na poznawaniu amerykańskiego stylu życia. Uczestnikami programów work and travel są studenci z całego świata. Kasia, pracując jako ratowniczka w parku wodnym w Pensylwanii, zakwaterowana była na terenie akademika pobliskiego uniwersytetu razem z innymi uczestnikami programu. Jej sąsiadami byli ludzie nie tylko z Europy, ale też z Ameryki Południowej i Azji. „Na początku każdy trochę trzymał się z ludźmi ze swojego kraju, ale po jakimś czasie stworzyliśmy jedną wielką rodzinę” — podkreśla studentka.

Przyjaźnie zawarte w Stanach potrafią przetrwać długo. Kasia do dziś czasem zarywa noce, żeby porozmawiać na Skypie ze znajomymi rozrzuconymi po całym świecie. Stara się utrzymać kontakt z większością poznanych w USA ludzi, z którymi nie tylko pracowała, lecz później także podróżowała. Nowe znajomości rekompensują w pewnym stopniu minimalny kontakt z rodziną w kraju. Powód jest prozaiczny — różnice czasowe, które sprawiają, że uczestnik kładzie się spać, gdy jego rodzice zbierają się do pracy.

Kalifornijskie plaże i Nowy Jork

Po zakończeniu okresu pracy czas na najlepsze, czyli zwiedzanie USA. Student jest ograniczony tylko tym, ile pieniędzy udało mu się zaoszczędzić. Może odwiedzić symbol american dream, czyli Nowy York, ruszyć szlakiem parków narodowych albo zjechać Zachodnie Wybrzeże autostradą Pacific Coast Highway, czyli słynną „Jedynką”. Kasia szczególnie zapamiętała Wielki Kanion i dzień spędzony w nowojorskim Central Parku. W NY brała też udział w koncercie zespołu Imagine Dragons, na który wybrała się wraz z 30-osobową grupą znajomych, bo — jak mówi — „najlepszą częścią tego wyjazdu są ludzie”.

Po powrocie…

Czasem trudno przestawić się na język polski. Dodatkowym atutem wyjazdu jest przecież poprawienie swojego angielskiego. Doświadczenie życia za granicą, krajobrazy oglądane dotychczas tylko na ekranach telewizorów i zawarcie międzynarodowych, a nawet międzykontynentalnych przyjaźni wydaje się idealnym sposobem na spędzenie wakacji. Tęsknotę za minionym wyjazdem można osłodzić sobie setkami pamiątkowych zdjęć i czekoladkami Hershey’s kupionymi jeszcze za Wielką Wodą.

%d bloggers like this: