Lipiec i sierpień to w Polsce szczyt sezonu turystycznego: bałtyckie plaże pękają w szwach, a na tatrzańskich szlakach trudno o wolną przestrzeń. W tym samym czasie tysiące ludzi wyrusza jednak w zupełnie inną podróż — pieszo, z drewnianymi krzyżami na ramionach, zmierzając w stronę Podlasia, na Świętą Górę Grabarkę. Dla wielu może to być zaskoczeniem: Polska, powszechnie uznawana za bastion katolicyzmu, ma przecież drugie, wschodnie serce. Prawosławie nad Wisłą już dawno wyszło poza ramy lokalnej historii mniejszości regionalnych. To żywa, potężna tradycja z niezwykłą atmosferą, która właśnie teraz, w te letnie dni, ukazuje swoje mistyczne piękno.
Według spisu powszechnego z 2021 roku 71,3 proc., czyli 27,1 mln osób, deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego. Z tego samego spisu wynika, że w Polsce mieszka ponad 150 tysięcy prawosławnych – choć według danych GUS z 2022 roku ich liczba już przekracza 500 tys. osób. Jest to najliczniejsza mniejszość wyznaniowa w Polsce, historia której jest burzliwa, jak historia wschodnich rubieży Rzeczypospolitej. Już w średniowieczu wschodnie obrządki mieszały się z katolickimi zwyczajami. Potem przyszły wojny, przesiedlenia, naciski polityczne. Mniejszość, która przetrwała, osiedliła się głównie na Podlasiu i we wschodnich miastach. Dziś prawosławni zachowują własne święta, liturgię i język modlitwy, żyjąc obok katolickiej większości, ale w innym rytmie.
Wschodnia narracyja czy lokalna tradycja?
W ostatnich latach wyraźny wzrost liczby wiernych prawosławia w Polsce często tłumaczy się napływem migrantów ze Wschodu. Do Polski przyjeżdżają osoby z krajów, w których prawosławie odgrywa ważną rolę: nie tylko z Ukrainy czy Białorusi, lecz także z Gruzji, Armenii, Mołdawii czy Bułgarii. Wbrew obiegowym wyobrażeniom prawosławne świątynie w Polsce należą jednak do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, który funkcjonuje tu od pokoleń i nie jest strukturą „importowaną”. W tym kontekście łatwo rozprawić się z mitem, który w ostatnich latach bywa chętnie podchwytywany przez część mediów – że cerkwie w Polsce są przestrzenią wpływów rosyjskich czy wręcz „gniazdami agentury”. Takie skojarzenia mogą wydawać się intuicyjne, zwłaszcza jeśli spojrzeć na skalę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, do której na świecie należy ponad 60 milionów wiernych, a sama Rosja liczy więcej niż 170 prawosławnych eparchii. Polska rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej: na terenie kraju nie funkcjonują parafie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Życie prawosławne w Polsce koncentruje wokół Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, czyli niezależnej od zagranicznych wpływów wspólnoty.
„Czy wy chodzicie do synagogi? – byłam zaskoczona takim brakiem wiedzy”
A kto dziś chodzi do prawosławnych świątyń w Polsce, oprócz migrantów ze Wschodu? Czy są Polacy, którzy mimo życia w kraju w większości katolickim pozostają wierni tradycji prawosławnej? Jak wygląda codzienne życie w takiej wspólnocie, żyjącej „obok” dominującej religii? Żeby przyjrzeć się temu bliżej, rozmawialiśmy z Aleksandrą Zinkiewicz, studentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Całe życie mieszkała na Podlasiu, w Bielsku Podlaskim, niecałe czterdzieści kilometrów od granicy z Białorusią, gdzie prawosławie jest częścią codziennego życia. A potem nagle znalazła się w sercu katolickiej Europy, w Krakowie, i spotkała się z nieznajomością, a czasem nawet niezrozumieniem własnej tradycji.
1. Dorastałaś na Podlasiu – czy prawosławie towarzyszyło Ci od dziecka w domu?
„Tak, dorastałam na Podlasiu: tam się urodziłam i mieszkałam do dziewiętnastego roku życia, a później przeprowadziłam się do Krakowa na studia. Prawosławie towarzyszyło mi od dziecka, choć moja rodzina jest wyznaniowo mieszana: tata i jego rodzina są prawosławni, mama oraz jej rodzina wyznania katolickiego. Święta często obchodziliśmy podwójnie, ale bardziej uczestniczyliśmy w tradycji prawosławnej. Religijność w domu nie była narzucana, prawosławie było spokojnym tłem życia codziennego.”
2. Polska jest krajem w większości katolickim. Czy kiedykolwiek miałaś poczucie, że jesteś „inna” – w szkole, na studiach, w pracy?
„W szkole w Bielsku Podlaskim nie czułam się inna, większość uczniów była prawosławna, a nasza religia była w planie zajęć. Katolicy najczęściej mieli wspólne grupy, ale zależało to od szkoły, tak było w mojej. Uczęszczałam do szkoły, zarówno podstawowej jak i gimnazjum i liceum, z białoruskim językiem nauczania, co również wzmacniało poczucie tożsamości. Dopiero po przeprowadzce do Krakowa poczułam wyraźniejszą różnicę. Tam ludzie byli ciekawi, jak wygląda prawosławie.
3. Obecnie mieszkasz w Krakowie – mieście uznawanym za katolicką stolicę Polski. Jak reagują ludzie, gdy dowiadują się, że jesteś prawosławna?
„Reakcje były różne – od neutralnych po ciekawe. Najdziwniejsze pytanie, jakie usłyszałam, to: ‘Czy wy chodzicie do synagogi?’ – byłam zaskoczona takim brakiem wiedzy. Większość osób po prostu pytała o zwyczaje i święta. Cerkiew prawosławna w Krakowie, zwłaszcza bractwo młodzieży, pomogły mi się zaaklimatyzować i poznać nowych przyjaciół. Spotykałam też ludzi z Ukrainy, Białorusi i Rosji, którzy byli zdziwieni, że jestem Polką i prawosławną.”
4. Święta prawosławne wypadają w innych terminach niż katolickie. Czy to komplikuje życie?
„Tak, może to komplikować życie, bo święta prawosławne wypadają zwykle 13 dni później niż katolickie i nie są uwzględnione w kalendarzu państwowym, więc nie ma wolnego w pracy ani na uczelni. Czasem trzeba brać wolne lub uprzedzać prowadzących zajęcia, co w moim przypadku było zazwyczaj zrozumiałe. Święta wypadają też często w środku tygodnia, więc wymaga to wcześniejszego planowania, aby uczestniczyć w nabożeństwie. Z czasem staje się to rutyną i przyzwyczajeniem.”
5. Czy są prawosławne lub podlaskie święta, o których reszta Polski wciąż niewiele wie?
„Prawosławne święta często pokrywają się z katolickimi, ale mają inne terminy, np. Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Są też dni kiedy wspomina konkretnych świętych cerkwi prawosławnej. W regionie Podlasia obchodzimy też lokalne uroczystości, związane z prawosławiem, np. świętego Jerzego Zwycięzcy 6 maja, kiedy odbywają się festiwale (Tam po majowuj rosi), kiedy to mają miejsce tradycyjne obrzędy – obchodzenie pól, święcenie korowaja i taczanie się po życie. To wydarzenia wspólnotowe, o których osoby spoza regionu często nie wiedzą. Dla nas są ważnym elementem kultury i tradycji.”
6. Czym dla Ciebie różni się prawosławie od katolicyzmu?
„Różni się prawie wszystkim – nie mam dużej wiedzy o katolicyzmie, bo nie praktykowałam tej religii. W prawosławiu nie ma papieża ani jego kultu, a także obowiązuje inny kalendarz oraz odmienna struktura nabożeństwa – liturgii. Mamy cerkwie zamiast kościołów, chociaż można użyć także określenia kościół prawosławny. Prawosławie w Polsce ma własnego patriarchę i biskupów diecezjalnych. To tworzy odrębną strukturę i charakter naszej wspólnoty.”
7. Na ile prawosławie jest elementem lokalnej Podlaskiej tożsamości? Kogo jest więcej – katolików czy prawosławnych? Jak wygląda sytuacja w Twoim mieście?
„Prawosławie zdecydowanie jest częścią lokalnej tożsamości, choć zależy to od regionu Podlasia. W Białymstoku wszystko się miesza – są i cerkwie, i kościoły, a proporcje katolików i prawosławnych są mniej więcej równe. W Bielsku Podlaskim być może jest więcej prawosławnych, a w okolicznych wsiach często obok siebie są wsie katolickie i prawosławne. To pokazuje, jak mocno religia przenika codzienne życie i lokalną kulturę. Nawet jeśli ktoś nie jest prawosławny, prawdopodobnie ma w otoczeniu osoby, które świętują według tej tradycji.
8. Często mówi się o prawosławnych jako o „tutejszych”. Jak rozumiesz to określenie?
„Określenie ‚tutejsi’ oznacza po prostu osoby pochodzące ,,stąd”, z tego regionu i według mnie jest jak najbardziej pozytywne. Nie odnosi się wyłącznie do prawosławnych – dotyczy wszystkich mieszkańców Podlasia, którzy są związani z ojczyzną i miejscem. ‚Tutejsi’ mówią swoim lokalnym językiem i kultywują tradycje, nie definiując się ani jako Polacy, ani jako Białorusini. Dla mnie to określenie pozytywne, bez żadnych negatywnych konotacji.”
9. Czy młode pokolenie prawosławnych w Polsce nadal chce pielęgnować tradycję, czy raczej się od niej oddala?
„Z mojego doświadczenia wśród młodych prawosławnych widać, że wiele osób chce pielęgnować tradycję. Bractwo Młodzieży Prawosławnej organizuje wydarzenia, w których uczestniczą setki osób – np. Światowy Dzień Młodzieży Prawosławnej, rekolekcje przed świętami, czy pielgrzymki na Grabarkę. To pokazuje, że młodzi angażują się świadomie w życie religijne i kulturalne. Oczywiście nie wszyscy – jest też grupa osób, którym na tym nie zależy, ale tradycja wciąż ma silne znaczenie.”
10. Czy zdarzyło Ci się spotkać z uprzedzeniami lub stereotypami wobec prawosławnych? Jak wtedy reagowałaś?
„Chyba nie spotkałam się z mocnymi uprzedzeniami. Raczej dotykała mnie niewiedza lub ignorancja osób niż stereotypy. Jedynym przypadkiem było twierdzenie, że jesteśmy «rosyjską cerkwią». Natomiast my jesteśmy Autokefaliczną Cerkwią Prawosławną w Polsce, i nie podlegamy pod Rosję ani żaden inny kraj. W Krakowie takie komentarze się pojawiały, ale nie miały żadnego faktycznego podłoża. Zwykle staram się nie wchodzić w agresywne dyskusje.”
11. Co według Ciebie katolicka większość w Polsce najczęściej źle rozumie w prawosławiu?
„Przede wszystkim niezrozumienie naszych wewnętrznych pojęć i tradycji. W cerkwi obowiązuje język staro-cerkiewno-słowiański, a nie rosyjski. Niektóre terminy tłumaczone są automatycznie na katolickie odpowiedniki – np. u nas mówi się ‚liturgia’ a nie‚msza święta’. Dla osób z zewnątrz nasze prawosławne nabożeństwo może wydawać się dziwne i niezrozumiałe przez inny język, brak ławek i konieczność długiego stania, co czasami rodzi nieporozumienia.”
12. Czy czujesz się przede wszystkim Polką, Białorusinką czy „tutejszą”?
To trudne pytanie – czuję się ‚pół na pół’. Białoruskość była obecna w moim otoczeniu od dzieciństwa, uczestniczyłam w świętach podlaskich i zajęciach w języku białoruskim. Jednocześnie nie wypieram się bycia Polką. Określenie ‚tutejsza’ jest dla mnie pozytywne – oznacza po prostu miejscowych. Można powiedzieć, że język podlaski i kultura regionu rozwijają się w ostatnich latach. Między innymi poprzez twórczośći młodych artystów czy poprzez realizację różnych projektów. Nika Jurczuk, zwana też Niczos, to właśnie moja rodaczka — urodziła się w Bielsku Podlaskim i wzięła udział w polskim konkursie Eurowizji, gdzie w 2025 roku zajęła drugie miejsce. Co więcej, sama jest prawosławna, więc jej twórczość łączy w sobie lokalną kulturę i duchowy wymiar naszej społeczności. Eliasz Fionik (znany jako Fiołek) to kolejny artysta, który śpiewa „po swojemu”, po podlasku, wprowadzając regionalny kolor do swojej muzyki. Jeśli ktoś chce lepiej poznać podlaską kulturę i codzienne życie ludzi z naszego regionu, warto zapoznać się także z projektem – podcastem „Baba Babi Skazała”. To naprawdę ciekawa inicjatywa, która niedawno się pojawiła i pozwala usłyszeć autentyczny, żywy język Podlasia.”
Podlasie poza podziałami
Na Podlasiu prawosławie nie jest czymś, co trzeba wyjaśniać albo nazywać: jest obecne w rytmie świąt przesuniętych o kilkanaście dni, w cerkwiach obok kościołów, w języku, który brzmi inaczej, lecz dla mieszkańców jest całkowicie naturalny. To nie tożsamość budowana na opozycji, lecz na ciągłości. Na pamięci rodzin, które od pokoleń żyją w tych samych miejscach, bez potrzeby dopasowywania się do jednego, dominującego wzorca. Dla osób spoza regionu, Podlasie bywa „inne”, trudne do zaszufladkowania. Dla tych, którzy stąd są – jest po prostu domem. Prawosławie wpisuje się w ten krajobraz tak samo jak lokalne święta, gwara czy poczucie bycia „tutejszym”. Nie jako znak odrębności, lecz jako część codzienności, która nie domaga się uwagi, a jednak trwa. I może właśnie dlatego ta historia rzadko wybrzmiewa głośno, ponieważ nie potrzebuje ona potwierdzenia z zewnątrz, żeby być.
Źródło zdjęcia: Mikita Tsiabus
