Portrecista warszawskiej śmietanki

Przed wojną jego atelier odwiedzali Dymsza i Ordonówna, po wojnie Gałczyński i Tuwim. Kilka lat temu za pojedyncze zachowane fotografie jego autorstwa trzeba było zapłacić 4-5 tysięcy złotych. Jerzy Benedykt Dorys zapisał się złotymi zgłoskami w historii fotografii stolicy.

 

Najbardziej rozchwytywany portrecista przedwojennej Warszawy edukację zaczynał w zupełnie innym kierunku. Jerzy Benedykt Dorys (wł. Jerzy Rotenberg) urodził się 25 maja 1901 roku w Kaliszu. Tam uczęszczał do kaliskiej szkoły muzycznej, gdzie uczył się gry na skrzypcach. Jednak zamiast szlifować kolejne taktów – obserwował i fotografował pobliskie tereny i ludzi.

 

Jadwiga Smosarska Dorys lata 30.jpgJadwiga Smosarska Dorys lata 30

 

Bodo, Dymsza i Ordonówna

W 1925 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie poświęcił się działalności w Polskim Towarzystwie Miłośników Fotografii. W 1928 roku debiutował na pierwszym Międzynarodowym Salonie Fotografii Artystycznej w Warszawie. Rok później decyduje się zawodowo zająć fotografią i w Alejach Jerozolimskich 41 zakłada własne Atelier Fotografii Artystycznej. Zakład szybko staje się jednym z najsłynniejszych w przedwojennej stolicy. Nic dziwnego, bo kiedy Dorys portretuje wcześniej anonimową Władysławę Kostakównę, dziewczyna zostaje Miss Polski (wtedy wyborów dokonywano na podstawie fotografii). Historia się powtarza rok później z Zofią Batycką. Do Dorysa przychodzą więc takie gwiazdy jak Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Hanka Ordonówna czy Karol Szymanowski. Był piktorialistą. Główną techniką, w jakiej pracował na początku, była technika gumy. Poza portretami fotografował także naturę i architekturę. Z lat międzywojennych pochodzą jego fotografie codziennej Warszawy – dziś nieocenione źródło, pokazujące świat przedwojennej stolicy. W swojej twórczości starał się oddać psychologię twarzy. Mało kto wie, że poza portretem i pejzażem, Dorys fotografował także akty. Jego zdjęcia są albo realistyczne, […] albo poszukujące kanonu piękna w przypadku popularnych aktorek polskich. Jego fotografie świadomie wykraczały poza typowe zdjęcia portretowe, będąc czasami zdjęciami mody, w czym widać było nawiązywanie do estetyki piktorializmu – pisze Krzysztof Jurecki z Muzeum Sztuki w Łodzi.

 

Eugeniusz BodoEugeniusz Bodo

 

Świat sprzed potopu

Sławę Dorysowi przyniosły zdjęcia z Kazimierza nad Wisłą, które zrobił w latach 1931-1932. Fakt, że fotografie te pokazano dopiero 30 lat później – na wystawie w warszawskiej Kordegardzie (1961) – nie przeszkodził w okrzyknięciu ich pierwszym polskim fotoreportażem. Pod koniec lat 70. wystawa była eksponowana w wielu miastach świata, m.in. w Nowym Jorku (1979) i Paryżu (1980/81 oraz 1992). Dorys niczym Vishniac sportretował świat zaginiony: małe, polsko-żydowskie miasteczko, jego życie i codzienność. W 1960 roku w artykule „Niebieskie kartki” w numerze 47 pisma „Świat” z roku 1960 Adolf Rudnicki napisał o cyklu: „Zawiera wszystko, co trzeba, aby świat, którego już nie ma, ożył. Zapach, klimat, temperatura, ludzie – wszystko autentyczne. Jest to świat gorzkiej, krzyczącej nędzy, ruder, błota, bosych i obdartych dzieci, bawiących się o krok od rynsztoka, nędznych sklepików, których całą zawartość stanowi słój ogórków kiszonych, kilogram cukierków lub beczka z naftą. Jest to świat bogaty i miękki w swej nędzy, niepochwycony w żadne cugle organizacyjne, świat ocalony z jednej pożogi i czekający na drugą, świat dramatyczny, pełny i uśpiony, oczekujący nieszczęścia i bezsilny, by się przed nim uchronić. Oglądając ten świat ani na chwilę nie przestaje się widzieć jego ostatniego rozdziału, nie da się go zobaczyć bez ostatniego rozdziału. Widzi się pikujące bombowce września, słyszy się salwy plutonów egzekucyjnych, krzyk uduszonych w wagonach-duszegubkach, w komorach gazowych. Patrząc na śliczną dziewczynkę w grubej, ciemnej sukni w upalny dzień, bawiącą się kamyczkiem, nie sposób nie myśleć o tym jak zginęła. Tych zdjęć nie można chłonąć bez późniejszych wypadków, są organicznie ze sobą splecione. Wszystkie te zdjęcia robią wrażenie zdjęć z ostatniego lata” – przed potopem. Dorys wrócił do Kazimierza w latach 50.

 

Maja Berezowska 1932Maja Berezowska, 1932

 

Idę do Dorysa

W 1939 roku brał udział w obronie Warszawy. Niestety, wówczas doszczętnie zginęła jego słynna pracownia. W czasie wojny przez jakiś czas mieszkał w kamienicy przy Elektoralnej 11, na terenie getta warszawskiego. Jego sąsiadem był prezes Judenratu Adam Czerniaków. „Czerniaków zapraszał mnie i kilku innych mieszkańców tego domu dość często na skromne kolacje. Atrakcją tych kolacji był kieliszek wódki, jako antidotum na tyfus i jako dezynfekcja organizmu” – wspominał Dorys. Szczęśliwie udało mu się wydostać z getta i doczekać bezpiecznie końca wojny.

Po II wojnie światowej dalej fotografował znane osobistości. Do uwiecznionych na jego zdjęciach osób należeli m.in.: Konstanty Ildefons Gałczyński, Stefan Jaracz czy Julian Tuwim. Już w 1946 roku przy Nowym Świecie 29 otworzył nowe studio fotograficzne, które prowadził do połowy lat 80. Na mieście zwykło się mawiać: „Idę do Dorys”. W rzeczywistości było to nazwisko panieńskie żony Jerzego – Haliny (Jerzy Benedykt w czasie wojny przybrał nazwisko żony). W tym samym roku współzakładał Związek Polskich Artystów Fotografów. W późniejszych latach był jego członkiem i przewodniczącym Komisji Artystycznej. Działał także w Sekcji Fotograficznej ZAIKS-u. Był laureatem nagrody Ministerstwa Kultury w latach: 1960, 1973 i 1975.

 

kazimierz nad wisla.jpgKazimierz nad Wisłą

Fotograf zmarł 19 września 1990 w Warszawie. Jego prace znajdują się w Muzeum Narodowym w Warszawie i Wrocławiu, Muzeum Sztuki w Łodzi oraz w Bibliotece Narodowej, Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk i w zbiorach prywatnych