Kochamy marzycieli


Po obejrzeniu najnowszego filmu Damiena Chazelle’a —
La la land — powrót do rzeczywistości jest przykrym wydarzeniem. Magia tego pięknego dzieła trwa nawet po opuszczeniu sali kinowej. Pozornie lekka historyjka o parze zakochanych marzycieli nie daje się  włożyć między żadne standardy. Powstał musical wzorowany na klasyce, a jednocześnie tak bardzo się od niej różniący. Nie jest to kolejna opowieść o cukierkowej miłości, tylko o naprawdę trudnej pogoni za swoimi marzeniami.  

Akcja rozgrywa się w Los Angeles — mieście pełnym niespełnionych talentów. Mia (Emma Stone) jest aspirującą aktorką, brutalnie skonfrontowaną z realami Hollywood. Od dziecka marzy o wspaniałej karierze filmowej, jednak jej próby okazują się pasmem porażek. Przypadkowo na swojej drodze spotyka Sebastiana, muzyka jazzowego (Ryan Gosling). Jego historia jest również ciągiem niepowodzeń — traci pracę, jest samotnym dziwakiem, a sens jego życia, jazz, powoli odchodzi w niepamięć. Od zawsze pragnie otworzyć klub nawiązujący do nowoorleańskiej klasyki. Przypadkowe spotkanie bohaterów powoduje rewolucje w ich życiu. Pomimo początkowej niechęci do siebie, ich relacja zmienia się we wzajemną fascynację, a następnie w wielką miłość. Pragną osiągnąć sukces i zrealizować swoje najskrytsze marzenia. Jednak droga do ich spełnienia jest pełna przeszkód zagrażających ich uczuciom.

Monolith Films
Monolith Films

Przeważnie filmy tak intensywnie promowane budzą obawę przed rozczarowaniem. Szczególnie, gdy jest to tak specyficzny gatunek jak musical. Pierwsze minuty La la land potęgują wszystkie obawy, przypominają o podrzędnych musicalach z lat pięćdziesiątych. Na szczęście złe wrażenie szybko mija. Zostajemy całkowicie pochłonięci przez świat Damiena Chazelle’a. Reżyser zaprasza nas do szalonego Los Angeles, miejsca pogoni głodnych sukcesu artystów. Przez cały film unosi się atmosfera klasycznego Hollywood i nieco zapomnianego już jazzu. Ta nostalgia podkreśla wszystkie walory reżysera — Damien Chazelle ma niezwykły dar obrazowania muzyki, czuje ten trudny do uchwycenia nastrój. Pokazał to w Whiplash, a w La la land tylko to potwierdza.

Scenariusz do filmu powstał już w 2010 roku, jednak żadne studio filmowe nie chciało podjąć się realizacji tego projektu. Niedoświadczony artysta stworzył musical bez żadnych znanych piosenek. Dopiero ogromny sukces Whiplash umożliwił Damienowi Chazelle’owi pracę nad La la land. Czas umożliwił dopracowanie najmniejszych detali filmu.  Płynność musicalu podkreśla swobodny język scenariusza, który idealnie komponuje się z tanecznym tempem filmu. Brak znanych przebojów umożliwił Justinowi Hurwitzowi stworzenie niesamowitej ścieżki dźwiękowej. Jazz króluje na ekranie, przypominając o swojej dawnej świetności. Cały obraz jest perfekcyjną kompozycją sztuki filmowej, muzyki i tańca — dlatego La la land to tak wspaniały film

Monolith Films
Monolith Films

Niepozorne spotkanie Mii i Sebastiana dało początek duetowi aktorskiemu, który przejdzie do historii kina. Chemia pomiędzy Emmą Stoe i Ryanem Goslingiem decyduje o fenomenie La la land. Wszystkie zachwyty nad odtwórcami głównych ról są w pełni uzasadnione.

Niesamowicie czują konwencję musicalu, są w pełni swobodni i naturalni. Od samego początku kibicujemy ich miłości, nie mamy szansy obronić się przed ich rozbrajającym urokiem. Może wokalnie nie są najlepsi, ich taniec nie jest do końca perfekcyjny, ale mają ten pierwiastek magnetyzmu, który nie pozwala nawet na chwilę oderwać od nich oczu.

Monolith Films
Monolith Films

Obawy przed obejrzeniem La la land były zupełnym nieporozumieniem. Film spełnia wszystkie oczekiwania. Jest murowanym faworytem do zgarnięcia większości statuetek na tegorocznych Oscarach. To film, który można oglądać nieskończenie wiele razy, a nigdy nie będzie nużył. W La la land każdy odnajdzie coś dla siebie — to film, który jest pozycją obowiązkową w 2017 roku.

 

Dodaj komentarz