Odkryj swój… sentyment

Od 24 marca 2017 roku w polskich kinach rozbrzmiewa bardzo stara już, charakterystyczna piosenka. Wielu widzów na jej dźwięk przypomina sobie dzieciństwo i godziny spędzone przed telewizorem. Szkoda, że sentyment to wszystko, co możemy poczuć po obejrzeniu nowej odsłony Power Rangers.

Nowy film Deana Israelite’a opowiada o piątce nastolatków, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności zyskują nadnaturalne moce i tym samym zostają uwikłani w odwieczny, międzygalaktyczny konflikt dobra ze złem. Aby stać się drużyną Wojowników Mocy, czyli Power Rangers, muszą zmierzyć się ze swymi codziennymi problemami i zaufać sobie nawzajem. Czasu mają niewiele, gdyż na horyzoncie już czai się zagrożenie dla całej Ziemi, pod postacią pradawnego wroga…

Fabuła nowych Power Rangers, ściśle wzorowana na serialowym pierwowzorze, obecnie nie jest niczym wyszukanym. Jednak nie to jest wadą filmu, a wręcz przeciwnie — to zaleta, gdyż dzięki temu dostajemy znaną i lubianą historię opowiedzianą na nowo. Oczywiście pod warunkiem, że przymkniemy oko na kilka niekonsekwencji w scenariuszu (np. fakt, że bohaterowie mają przy sobie działające latarki zaraz po tym, jak nurkowali w stawie). Wad należy szukać gdzie indziej.

Akcja rozwija się powoli. Daje to co prawda dużo czasu na zapoznanie się z bohaterami, kierującymi nimi motywami i ich nastoletnimi problemami, jednak niestety — na dłuższą metę jest nużące. Ciekawie śledzi się rozwój relacji między członkami początkowo zupełnie niezgranej grupy, ale zbyt wiele czasu ekranowego traci przez to wartka akcja, którą dostajemy dopiero, gdy bohaterowie wdziewają wreszcie swe kolorowe zbroje i ruszają do walki w potężnych maszynach zwanych Zordami. Nie ma co się oszukiwać — o to w Power Rangers chodzi. Niedobór akcji w filmie akcji czyni go mało widowiskowym…

Źródło: Lionsgate

Aktorsko nowi Power Rangers nie wypadają tak źle jak pozornie mogłoby się wydawać. Być może właśnie dlatego, że aktorzy dostali dużo czasu ekranowego na wykreowanie swoich postaci. Szczególne uznanie należy się RJ Cylerowi grającemu Billy’ego Cranstona (Niebieskiego Wojownika), który stworzył bardzo sympatyczną postać z tragiczną przeszłością. W dużej mierze dzięki niemu (po części też dzięki pozostałym członkom drużyny) film przybierał momentami silnie moralizatorski charakter. Warto pochwalić produkcję za poruszanie trudnych tematów i próbę odnalezienia na nie odpowiedzi.

Pod względem muzyki film Deana Israelite’a wpisuje się w popularny ostatnimi czasy trend w kinie superbohaterskim. Jest nim wplatanie w ścieżkę dźwiękową znanych utworów muzycznych. Przy którejś produkcji z kolei nie robi to już takiego wrażenia jak w np. Strażnikach Galaktyki studia Marvel, który był w tym przypadku trendsetterem. O wiele lepszym zabiegiem było użycie w filmie klasycznego motywu muzycznego z serii o Wojownikach Mocy. Ciarki gwarantowane u każdego wiernego fana.

Źródło: Lionsgate

Na zakończenie warto też powiedzieć, że choć efekty specjalne stały na wysokim poziomie, a film nie raził przesadną ilością CGI, sceny akcji wyglądały chwilami dość groteskowo. To już raczej wina konwencji. Trzeba przyznać, że twórcy starali się nią bawić jak tylko mogli. Odwołując się chociażby do innych produkcji o bohaterach, takich jak Spider-Man czy Iron Man, a także do popularnej serii Transformers, opowiadającej o starciach gigantycznych robotów.

Power Rangers Deana Israelite’a rozbudzi zapewne wśród młodych odbiorców ochotę na zabawki i gadżety marki, tak jak serial rozbudził ją ponad dwadzieścia lat temu. Nie zmienia to faktu, że jest to przeciętny film. Jako akcyjniak za bardzo stara się być bardziej ambitny i to nie powinno być nic złego, jednak widz oczekujący akcji i widowiskowych scen walki czuje niedosyt, a przecież to on jest głównym odbiorcą nowej odsłony kultowej serii.

Dodaj komentarz