Król znikąd

Moda na filmowe rebooty trwa. Dowodem na to jest nowa produkcja Guya Ritchiego, zatytułowana Król Artur: Legenda miecza, debiutująca na ekranach polskich kin 16 czerwca 2017 roku. Pomimo niezbyt obiecujących zapowiedzi, ten film to reprezentant porządnego kina fantasy.

Z kilkoma mniej lub bardziej istotnymi zmianami, historia przedstawiona w nowym filmie Ritchiego to dobrze znana opowieść o młodym Arturze (Charlie Hunnam), który wyciąga ze skały legendarny miecz – Excalibur – i podejmuje próbę odzyskania należnego mu tronu. Bezprawnie zasiadł na nim bowiem zły król Vortigern (Jude Law), który z pomocą mrocznych sił zamordował w przeszłości rodziców Artura.

Obecnie w kinie trudno o dobre produkcje fantasy. Kiedy science-fiction ma się dobrze, filmy opowiadające o dzielnych rycerzach i przerażających smokach (poza uznanymi i cenionymi markami, typu Władca Pierścieni) zazwyczaj okazują się jakościowymi i finansowymi klapami. Dobry poziom, który prezentuje Król Artur: Legenda miecza, daje nadzieję, że tym razem produkcja spod znaku magii i miecza odniesie sukces.

Źródło: Warner Bros.

Od strony aktorskiej film prezentuje się przeciętnie. Charlie Hunnam odgrywa oklepaną rolę wiecznie zbuntowanego i zawadiackiego bohatera. Podobnie Jude Law, który wciela się w bezwzględnego i okrutnego despotę. Pomimo raczej banalnych typów postaci, obaj panowie nie nudzą odbiorców – potrafią niekiedy wyjść poza schemat, dając poczucie świeżości. Dlatego też Artur często zaskakuje w filmie sprytem i niemal nadprzyrodzoną zdolnością planowania oraz przewidywania, a zły Vortigern okazuje ludzkie uczucia – waha się przy podejmowaniu trudnych decyzji, które niekiedy wyraźnie sprawiają mu ból.

Warto wybrać się na ten film choćby dla efektów specjalnych. Imponują potężne bestie, a także ponure pejzaże i zamki. Mroczny klimat w połączeniu z zabrudzoną scenografią przywodzi na myśl popularny serial – Grę o Tron – co oczywiście można uznać za zaletę. Fanom tej serii nowe dzieło Ritchiego powinno przypaść do gustu.

Źródło: Warner Bros.

Muzyka i montaż w nowym Królu Arturze są bardzo specyficzne. To oczywiście zasługa niebanalnego stylu charakteryzującego reżysera. Może się on podobać lub nie, jednak trzeba przyznać, że dzięki swej dynamiczności długi film (ponad dwie godziny) ani na moment się nie dłuży.

Król Artur: Legenda miecza nie jest dziełem przełomowym. To po prostu dobra w swej kategorii produkcja, która zarówno fanom fantasy, jak i odbiorcom niezaznajomionym z tą tematyką, powinna się spodobać.

Dodaj komentarz