Burza w galaktyce

14 grudnia 2017 roku do polskich kin trafił od dawna zapowiadany film — Epizod VIII sagi Gwiezdne Wojny zatytułowany Ostatni Jedi. Wyczekiwana przez fanów kontynuacja przygód bohaterów z „odległej galaktyki” już od pierwszych dni emisji wywołała duże zamieszanie.

Na początek należy przyznać, że przed reżyserem Rianem Johnsonem stało nie lada wyzwanie. Stworzenie sequela nowej trylogii, rozgrywającej się w kultowym świecie wykreowanym przez George’a Lucasa 40 lat temu, mogło przerosnąć niejednego. Tym bardziej, że po różnie przyjętym poprzedniku, Przebudzeniu Mocy, oczekiwania fanów wobec kolejnej części znacznie wzrosły. I choć reakcje są różne, spokojnie można stwierdzić, że reżyser nie zawiódł.

Źródło: Lucasfilm

Ostatni Jedi to film przygodowy rozgrywający się w świecie sci-fi. Nie trzeba więc dodawać, że wartka akcja króluje na ekranie niepodzielnie od początku do końca. I choć trwa to wszystko ponad dwie godziny, dłużyzny są odczuwalne tylko w kilku momentach. Słowem — Epizod VIII Gwiezdnych Wojen nie pozwala się nudzić.

Zwroty akcji są w nowym dziele Riana Johnsona zjawiskiem częstym. Może nawet zbyt częstym. Kiedy widz myśli, że oto nadszedł już moment kulminacyjny, film przyspiesza jeszcze bardziej. To, w połączeniu z zapierającymi dech w piersi efektami specjalnymi, sprawia, że całość po prostu wciska w fotel.

Aktorzy, na czele z niezastąpionym Markiem Hamillem w roli legendarnego Luke’a Skywalkera oraz nieżyjącą już Carrie Fisher jako Księżniczką Leią, unoszą ciężar swych ról. Daisy Ridley wcielająca się w potężną w Mocy Rey, John Boyega grający pełnego wątpliwości Finna, Oscar Isaac w roli buntowniczego pilota Ruchu Oporu — Poego Damerona oraz Adam Driver proponujący postać zagubionego adepta Ciemnej Strony Mocy — Kylo Rena. Wszyscy oni wypadają przekonująco. Ich postacie ewoluują w zaskakujący sposób — każde przechodzi istotne przemiany względem poprzedniej części. Towarzyszą im też nowe charaktery — te dobre i te złe. Ciekawie wypada Benicio del Toro w roli hakera o dwóch twarzach. Trzeba jednak przyznać, że przy takim natłoku interesujących postaci nawet długość filmu nie pomogła. Wiele innych nie dostało dość czasu ekranowego i wydaje się pominięta lub źle wykorzystana.

Źródło: Lucasfilm

Tym, co również nie zostało odpowiednio wykorzystane, jest niestety muzyka. Bo choć ponownie komponował ją maestro John Williams, zrobił to dosyć zachowawczo. Zostało użyte wiele motywów muzycznych z poprzednich części gwiezdnej sagi. I choć słucha się tego z przyjemnością, to nie zaszkodziłby jakiś powiew świeżości.

A skoro już o świeżości mowa, to w innych aspektach filmu jej nie brakuje. Epizod VII, czyli Przebudzenie Mocy, był mocno krytykowany za odtwórczość względem poprzednich części. Ci, którzy byli niezadowoleni wtedy, mogą dziś śmiało iść do kina — Ostatni Jedi jest czymś zupełnie nowym w świecie Gwiezdnych Wojen. Rozwiązania, które zaproponował Rian Johnson są w wielu przypadkach bezprecedensowe i z całą pewnością mogą szokować. W dużej mierze jednak w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I za tę odwagę reżysera należy pochwalić. A jeśli idzie o nawiązania do poprzednich części — ich również nie brakuje. Są jednak podane subtelnie i ze smakiem.

Źródło: Lucasfilm

W Ostatnim Jedi nie brak humoru, ale jest to humor dobrze wyważony. Z drugiej strony pojawiają się też wątki mroczne, poważne, skłaniające do refleksji. Niektóre sceny, które pokazują grozę, okrucieństwo i nieuczciwości wojny, każą wręcz patrzeć na ten film jak na satyrę na naszą rzeczywistość. Bo morał historii pojawia się niejeden — wypowiedziany przez sędziwego mistrza Jedi czy przez zwykłą żołnierkę Ruchu Oporu.

Na zakończenie warto również wspomnieć o hołdzie złożonym przez twórców wyżej już wspominanej Carrie Fisher. Aktorka wcielająca się w uwielbianą przez fanów księżniczkę Leię zmarła rok temu. I choć w tej części jej postać nie dostała dużo czasu ekranowego, to jedna jej scena jest szczególna — magiczna i niezwykle wzruszająca. Wspaniały gest w podziękowaniu wybitnej aktorce.

Nowy film Riana Johnsona jest czymś, co wywołuje wśród fanów Gwiezdnych Wojen ostre dyskusje. Jedni uważają go za arcydzieło, inni wręcz przeciwnie. Nie można mu jednak odmówić innowacyjności (zaskakuje, a to już pewna wartość), atrakcyjności wizualnej, której nie przyćmiewają nawet błędy merytoryczne (wszak to baśń rozgrywająca się w kosmosie — nie oczekujmy przestrzegania praw fizyki!), i ponadczasowości w przesłaniu. To wszystko sprawia, że jest to film godny polecenia wszystkim — zarówno tym starszym, jak i młodszym kinomanom. A wzbudzanie takich kontrowersji w gronie fanów wcale nie musi źle o nim świadczyć…

Dodaj komentarz