72 minuty strachu

Klaustrofobiczny, trzymający za gardło. Niedający widzowi odetchnąć nawet na moment i zapomnieć, że masakra na wyspie Utøya wydarzyła się naprawdę. Taki jest film „Utøya – 22 lipca”, który dostał statuetkę na Berlinale. W Polsce widzowie mogli go zobaczyć podczas 12 festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym.

 

Film Erika Poppe’a oparty jest na wydarzeniach z 22 lipca 2011 roku, kiedy doszło do wybuchu bomby przed gabinetem ówczesnego premiera Norwegii Jensa Stoltenberga. Dwie godziny później na oddalonej o 40 km od Oslo wyspie Utøya przebrany za policjanta Anders Breivik odda pierwszy strzał. Od tego momentu upłyną 72 minuty zanim mordercę schwyta policja. W tym czasie z jego rąk zginie 69 osób, a 110 zostanie rannych, w większości uczestników obozu dla młodzieżówki rządzącej wtedy Partii Pracy. Zamachowiec swój czyn umotywuje później sprzeciwem wobec proimigranckiej polityki Norwegii.

Widz przemierza opustoszałe pole namiotowe, skrywa się za drzewami razem z Kają, która w przyszłości chciałaby zostać premierem. Wciągu chwili zmienia się z beztroskiej nastolatki w młodą kobietę gotową narazić życie, by znaleźć siostrę. Szuka jej wśród rannych i zabitych znajomych. Nie jest pewna swoich decyzji. Każdy ruch może ją wystawić na widok mordercy. Strach przed śmiercią potęgowany jest z każdym wystrzałem karabinu, który pada, co 10 sekund, czasem pojedynczy, innym razem cała seria. W odległości kilkuset metrów od Kai, co chwilę ginie któryś z uczestników. Każdym z nich może być siostra.

Ujęcia są wąskie i rozedrgane. Powodują ograniczoną widoczność i zdezorientowanie – gdzie właściwie jest morderca. Kamera czasem upada brudząc obiektyw w ziemi, tak jakby film kręcił któryś z uczestników obozu. Zaciera się granica między widzem a Kają. Reżyser nie pozwala zapomnieć o tym, że ofiarą ataku terrorystycznego może być każdy, w najmniej spodziewanym momencie. Poppe potęguję psychiczne obciążenia u widza. Niepewność rośnie, czy Kaja przeżyje, czy znajdzie siostrę. Oczekiwanie na pomoc zamienia się w oczekiwanie na mordercę. Kaja nie może ufać nikomu. Docierają do niej informacje, że strzela do nich policja, a sprawców jest kilku.

Na wyspie nie ma miejsca do ucieczki. Pomiędzy jednym a drugim brzegiem jest ledwie niecałe 500 metrów. Zamachowiec z łatwością dostrzega uciekających do lodowatego morza nastolatków. Ich ciała, bezwładnie dryfując odstraszają resztę przed próba odpłynięcia od wyspy. Kaja zachowuje zimną krew w najbardziej ekstremalnych sytuacjach. Pomaga rannym, lub oszołomionym. Próbuje skryć się w klifie. Nie pozwalają jej na to inni uczestnicy, bojąc się o własne życie. Nie chcą być zauważeni przez oprawcę. Dziewczyna jest osamotniona w walce o życie. Pozostali przebiegają obok niej w całkowitej ciszy, bez próby kontaktu i udzielenia pomocy.

Widz może odetchnąć na chwilę, gdy widzi gęsty pomarańczowy dym. Przez kogo i w jakim celu został wypuszczony? – Tego można się tylko domyślać.  Morderca pojawia się w filmie kilka razy. Nie widać jego twarzy, ani tego jak jest ubrany. Reżyser zmarginalizował jego postać. Widz nie dowiaduje się ani kim jest zamachowiec, ani co nim kieruje. Twórca skupia się na pokazaniu skutków działań Breivika, nie jego osobowości.

„Utøya, 22 lipca” jest obrazem nienawiści wymierzonej w innego człowieka. Poppe pozostawia widza z poczuciem bezradności i osamotnienia w obliczu niespodziewanej śmierci tylu młodych ludzi.