Gdyby tylko nie chodziło o twórcę „We are the World”

Czasami, gdy powie się głośno to, o czym wszyscy wiedzą, wzbudza się największe kontrowersje. Tak było w przypadku filmu “Kler” czy nowego dokumentu HBO.
Po premierze “Leaving Neverland” rozpętała się na nowo burza, która przez długi czas była uśpiona.

Prawie czterogodzinny miniserial o formacie dokumentu podzielił społeczeństwo. Część fanów nadal wiernych Michaelowi nie wierzy Jamesowi Safechukowi i Wadowi Robsonowi, którzy w materiale mówią wprost o tym, że muzyk zmuszał ich do współżycia, gdy byli jeszcze dziećmi.

-Fakty nie kłamią, ale ludzie już tak – czytamy w oświadczeniu rodziny Jacksonów, która dokument otwarcie nazywa stekiem kłamstw.

-Michael został oczyszczony ze wszystkich zarzutów, ale to już mediów nie obchodzi – podkreślają bliscy piosenkarza.
Po drugiej stronie barykady są ludzie, którzy stracili już wiarę w jego niewinną miłość do dzieci i nawołują do palenia płyt króla popu.

Wade miał 5 lat, gdy wygrał konkurs taneczny, w którym nagrodą było spotkanie z Jacksonem, a James mając 8 lat grał w reklamie Pepsi, w której udział brał także artysta. Tak zaczęły się wielkie przyjaźnie chłopców i ich rodzin z ówczesnym bogiem świata muzyki. Wówczas nikt nie wiedział, że relacja ta przerodzi się w koszmar ich życia.
Na początku dokumentu śledzimy życiorys obojga mężczyzn i rozwój ich relacji z muzykiem. Oglądając wspólne zdjęcia i filmy czy słuchając nagrań z rozmów telefonicznych, możemy dostrzec, że nie jest to normalna znajomość. Dorosły mężczyzna dzwoni codziennie do chłopców i wysyła im prezenty czy laurki, nazywając ich “mój mały” i wyznając im uczucia. Jednak nie tylko oni zostali zaszczyceni uwagą idola milionów. Rodziny stopniowo uzależniane od przywilejów zapewnianych przez gwiazdę, stawały się nieświadomymi świadkami krzywdy własnych dzieci.
Głównym zarzutem wobec dokumentu jest stronniczość, bo w filmie nie pojawia się nikt, kto mógłby obronić Jacksona przed tymi oskarżeniami. Głównymi bohaterami są Wade i James wraz z bliskimi. Każdy z nich opowiada swoją historię. Każdy chce poczuć ulgę po latach milczenia.

-Nie czuł się Pan w obowiązku, by umieścić w filmie kogokolwiek, kto będzie bronił Michaela? – pytano niedawno reżysera Dana Reeda w programie CBN.

-To nie jest film o Jacksonie. To film o Wadzie i Jamesie, i o tym co ich spotkało. Oprócz nich i Michaela nie było nikogo innego w pokoju. Po co miałbym pytać o to kogoś, kto nie może do tej historii niczego dodać? – słyszymy odpowiedź. Jest to dosyć odważny ruch z jego strony i o ile szanuję jego decyzję, by w taki, a nie inny sposób ten film zrealizować, to osobiście uważam to za słabość dokumentu, którą łatwo byłoby wyeliminować. Efekt jest jednak taki, że twórca nie rozwiał wątpliwości sceptyków, którzy liczyli na twarde dowody winy Jacksona. „Michael po prostu kochał dzieci”, „Wielu doświadczyło jego dobroci i hojności”, „Nigdy nie znaleziono żadnego dowodu” – takie argumenty zawzięcie przytaczają obrońcy gwiazdy. Jednak po rozpatrzeniu całej linii obrony pozostaje wrażenie, że gdyby tylko chodziło o kogoś innego, to słowa ”On tylko spał z dziećmi w jednym łóżku” więzłyby w gardle każdemu. W oskarżeniach pod adresem filmu często słyszymy, że Michael podczas procesów o molestowanie wytoczonych w 2003 i 2005 roku został uniewinniony.

Jakim prawem zatem ponawia się oskarżenia, z których przecież został już oczyszczony? – pytają rodzina oraz wierni fani.
W dokumencie Dan Reed odpowiada na to pytanie, pokazując realia danych rozpraw. Michael miał pełne poparcie opinii publicznej. Celebryci, współpracownicy oraz miłośnicy muzyki Jacksona – wszyscy stanęli za nim murem. Tłumy zgromadzone przed sądem wykrzykujące: „Wierzymy Ci! Nie daj się!”, ludzie płaczący ze szczęścia w chwili ogłoszenia wyroku uniewinniającego – to była rzeczywistość tamtejszej sprawiedliwości. Nie ma więc zatem nic dziwnego w fakcie, że procesy zostały wygrane. Wade Robson, w tamtym czasie wezwany na świadka, zaprzeczał, by Michael miał z nim jakiekolwiek stosunki seksualne, co jest mu teraz wypominane i nazywane skrajną hipokryzją. Jednak po obejrzeniu dokumentu i usłyszeniu tego, co mężczyzna ma do powiedzenia, jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego tak postąpił. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak silna więź potrafi łączyć oprawcę z ofiarą. Dopiero po obejrzeniu filmu można zrozumieć, że ta relacja potrafi być bardziej skomplikowana niż z pozoru mogłoby się wydawać. Uzależnienie od oprawcy jest czasami bardzo silne i sprawia, że zamiast go wydać, osoba wykorzystywana go broni. Mówienie o swoich przejściach po długim czasie nie podważa niczyjej prawdomówności. Wiele ofiar przemocy seksualnej czy fizycznej dopiero po latach psychoterapii ma siłę publicznie wskazać swojego oprawcę. Jeśli nie rozumie się tego mechanizmu, tym bardziej należy zobaczyć Leaving Neverland.
Długość dokumentu pozwala przyjrzeć się całemu życiu ofiar tej sytuacji. Poznajemy Jamesa i Wade’a jeszcze w ich dzieciństwie, widzimy jak dorastają i zakładają rodziny. Niektóre opowieści mogą wydawać się zbędnymi szczegółami z ich życia, jednak są one potrzebne, by zrozumieć wiele aspektów przedstawionej historii. Możemy dokładnie prześledzić, jak musieli sobie radzić z bolesnymi wspomnieniami i jaki wpływ miało to na ich bliskich. Dzięki dokumentowi poznajemy sposób działania psychiki pedofila i jego ofiary. Dowiadujemy się, jak kult celebrytów pomaga oprawcom ukrywać się przez lata przed jakimikolwiek oskarżeniami czy podejrzeniami i jak usypia czujność potencjalnych ofiar. To film, który pokazał, że czasem sprawdzają się nawet nasze najgorsze przypuszczenia i to powinna być dla każdego lekcja na przyszłość.