Jak zostać poszukiwaczem skarbów

Nie trzeba być karaibskim piratem, żeby szukać ukrytych skrzyń. Wiedzą o tym miłośnicy geocachingu – zabawy polegającej na odnajdywaniu przedmiotów schowanych przez innych uczestników. Zyskująca coraz większą popularność gra może być ciekawą formą spędzania wolnego czasu.

Michał Gronowski, student Akademii Morskiej w Gdyni lubi przygody. W maju poprzedniego roku jego kolega wszedł na stronę opencaching.pl, gdzie dowiedział się o ukrytym tunelu na pobliskim wzgórzu. Osoba, która coś w nim schowała, opublikowała parę zdjęć i niezbyt dokładne wskazówki dotyczące położenia „skarbu”. Michał i jego koledzy wyruszyli na poszukiwania, biorąc ze sobą linę i latarkę. Po dwóch godzinach odnaleźli wąski, wypełniony ziemią tunel ukryty za ściętym świerkiem. Włączyli latarkę i zobaczyli długą drogę schodzącą w głąb ziemi, pełną śmieci i starych garnków. Przeszli nią około 30 metrów, po czym znaleźli skrzynię, zakopaną pod oponami. Zabrali z niej kilka niezbyt drogich przedmiotów i zostawili te, które przynieśli ze sobą. Na końcu odłożyli skrytkę na jej miejsce.

Dla Michała była to jednorazowa przygoda, są jednak ludzie, dla których geocaching jest pasją.

– Jeśli mam chwilę dla siebie, to po prostu muszę coś znaleźć – mówi Hubert, 28 – letni pracownik administracji publicznej, z wykształcenia politolog. Skarbów szuka od 2008 roku.

Gdzie jest „kesz” pogrzebany?

Takie zajęcie nosi nazwę „geocaching”. Polega na szukaniu ukrytych przez innych graczy pojemników („cache” albo „kesz”) i odnotowaniu ich znalezienia na specjalnej stronie internetowej. Ulokowane często w interesujących historycznie lub turystycznie miejscach skrzynki zawierają dziennik odwiedzin (logbook), do którego wpisują się kolejni znalazcy, a także drobne upominki na wymianę.

Flickr, Andy Wright.jpgPoszukiwacz wpisuje się do „księgi gości”. Fot. Flickr, Andy Wright

– Najdziwniejszy przedmiot? Kajdanki z różowym futerkiem – opowiada Hubert (czyli elvis7 z opencaching.pl) o rzeczach, które udało mu się znaleźć.

Skrytkami są odpowiednio zabezpieczone, trwałe pojemniki. Mogą być małe (jak plastikowe fiolki po lekach) lub bardzo duże (np. drewniane skrzynie). Czasem jedna skrytka zawiera jedynie wskazówki, jak odnaleźć kolejną – właściwą. Zdarza się, że trzeba po drodze rozwiązać jakąś zagadkę, na przykład równanie matematyczne, którego wynik naprowadzi poszukiwacza na właściwe współrzędne geograficzne. Do tego „kesz” może być naprawdę zmyślnie ukryty – choćby za obluzowaną deską czy podrobioną tablicą informacyjną.

W parku Orangerie w Strasburgu, zdjęcie elvisa7.jpgNiespodzianka w parku Orangerie, Strasburg. Fot. Hubert „elvis7”

– Jeden z najciekawszych keszy, które znalazłem, wykonany był z odpowiednio przygotowanej gaśnicy samochodowej. Była ukryta w rurce PCV zakopanej obok cmentarza niemieckiego z I wojny światowej – mówi Hubert z sześcioletnim stażem w szukaniu skrytek.

Piraci z Ameryki

Nie znalazłby jednak ani jednej, gdyby nie… prezydent USA Bill Clinton. To on 1 maja 2000 roku postanowił udostępnić wszystkim (nie tylko amerykańskiej armii) niezniekształcony sygnał GPS. Od tej pory każdy posiadacz odpowiedniego odbiornika mógł odczytywać swoje położenie z dokładnością większą niż 10 metrów. Dwa dni później odkryto nowe zastosowanie wojskowego wynalazku. Amerykanin Dave Ulmer zapoczątkował zabawę tworząc pierwszą skrytkę i umieszczając w Internecie jej współrzędne. Niespełna tydzień później istniała już pierwsza strona internetowa zawierająca listę skrytek geocachingowych. Już na początku listopada 2001 roku powstał „kesz” na terenie Polski.

Flickr, Johan Larsson.jpgFot. Flickr, Johan Larsson

Najpopularniejsza strona zrzeszająca sympatyków tej gry – geocaching.com – powstała we wrześniu 2000 roku. Obecnie jej forum liczy prawie 900 tysięcy zarejestrowanych użytkowników. Istnieją także jego narodowe wersje (polska od 2009 roku). Są one na tyle popularne, że w wielu krajach z rodzimych forów korzystają nieliczni. Dla przykładu -niemieckie opencaching.de ma odrobinę ponad 1400 zarejestrowanych użytkowników, choć nad Renem ta zabawa jest wyjątkowo popularna. Trudno jest oszacować liczbę wielbicieli tego zajęcia w poszczególnych państwach, ponieważ narodowe wersje geocaching.com o tym nie informują. Prostszą miarą popularności gry jest liczba skrytek – tu, według danych geocaching.com z 2013 roku przodują Stany Zjednoczone (882 tysiące), Niemcy (ponad 275 tys.) i Kanada (ponad 160 tys.). Wyjątkowo aktywne są też Czechy (ponad 32 tysiące skrzynek), gdzie to nie ogólnoświatowe, lecz krajowe (opencaching.cz) forum internetowe jest wyjątkowo popularne. Zarejestrowało się na niej więcej niż 10 tysięcy użytkowników, czyli ponad 7 razy więcej niż na niemieckiej opencaching.de. W Czechach jest także najczęściej znajdowana skrytka na świecie, ukryta na Moście Karola. Ma prawie 20 tysięcy odnotowanych odkryć.

Na tle tych państw Polska z ponad pięćdziesięcioma tysiącami skrzynek (dane opencaching.pl i geocaching.pl) – nie imponuje.

Podróżujące skarby

W skrytkach można czasami znaleźć przedmioty z karteczką informującą o dacie i miejscu jego ukrycia oraz o pierwotnym właścicielu. Osoba, która umieszcza taką rzecz, rejestruje ją na specjalnej stronie internetowej. Nowy znalazca takiego skarbu powinien go zanieść do innej skrzynki i odnotować to w Internecie. Jednym z serwisów tego typu są Geokrety. Wszystkie przedmioty tam zarejestrowane przemierzyły łącznie ponad 48 milionów kilometrów.

CAM01453.jpgNajwiększy warszawski park – Pole Mokotowskie. Świetne miejsce do ukrycia kilku skrzynek. Fot. Mateusz Guzik

– Kiedy urodził się mój syn, założyłem dla niego geokreta, którego umieściłem w jednej ze skrzynek nad polskim morzem – opowiada Hubert. – Kilka dni później inny znalazca zabrał go do Warszawy, gdzie przedmiot zwiedził jeszcze kilka innych skrytek. Następnie trafił do Brazylii. Stamtąd dostawałem drogą mailową zdjęcia od człowieka, który go ze sobą woził w malownicze zakątki tego kraju. Przeglądanie ich było dla mnie ciekawym przeżyciem. Przypominało mi motyw krasnala z filmu „Amelia”.

Korzyści z poszukiwań

Podobnie jak w przypadku biegania czy „gry w gałę” zabawa ta odbywa się głównie na świeżym powietrzu. Jednak poszukiwanie skarbów ma także inne zalety.

– W geocachingu najbardziej lubię to, że jest to świetna metoda na poznanie ciekawych miejsc a jednocześnie nie jest to tradycyjne zwiedzanie – ocenia Hubert „elvis7”, autor geościeżki (czyli zbioru tematycznie powiązanych kryjówek) poświęconej bohaterom Bitwy nad Bzurą.

Podobne zdanie ma Bartosz Paszkowski, student mechaniki i budowy maszyn na Politechnice Warszawskiej:

– To wspaniała zabawa, pozwalająca poznać historię i ciekawostki swojego miasta oraz okolic.

kościół.jpgKościół w Starych Babicach. Wyróżniające się miejsca i budynki przyciągają poszukiwaczy. Fot. Bartosz Paszkowski

Gra jest stosunkowo tania. Poszukiwaczowi potrzebny jest czas, chęci, konto na którymś z serwisów geocachingowych (wiele z nich jest darmowych) i odbiornik GPS (może być smartfon z odpowiednią aplikacją). Czasem przydadzą się dodatkowe przedmioty, jak latarka czy drabina.

– Do wielu skrytek można dotrzeć łatwo i przyjemnie. Kiedy mój syn miał już roczek, łupiłem z nim w wózku wszystkie okoliczne skrzynki – mówi Hubert „elvis7”.

– Większość skrzynek nie wymaga wchodzenia w niebezpieczne miejsca i można ich szukać nawet z małymi dziećmi – potwierdza Bartosz Paszkowski. Z drugiej strony, są też takie skrytki, które dostarczają bardziej ekstremalnych wrażeń.

– Najtrudniejszy kesz wymagał uprzęży, lin oraz asekuracji czterech wytrenowanych we wspinaczce osób – wspomina Hubert.

Geocaching to także szansa poznania innych entuzjastów zabawy.

– Szczególnie zapamiętałem jeden z wyjazdów do Twierdzy Modlin – opowiada elvis7. – Na wydarzeniu zjawiło się ponad 20 osób, które przyjechały z różnych miejsc Polski. Przez kilka godzin zwiedzaliśmy miejsce, żartując i wymieniając się doświadczeniami. Zresztą poszukiwaczy można też złapać na gorącym uczynku – zdarzało mi się to w Polsce i Francji a raz przypadkowo trafiłem na event w Stambule! 

Odznaka dla poszukiwacza

Geocaching stale się rozwija, zyskując nie tylko nowych sympatyków, ale także nowe rodzaje skrytek. Takich jak Dead Drop, czyli pendrive przymocowany lub wmurowany w ścianę budynku, będącego w publicznym, łatwo dostępnym miejscu. Na razie w Polsce jest ich bardzo mało (w Warszawie zaledwie cztery).

skarby.jpgZnalezione w skrytce. Fot. Bartosz Paszkowski

O rosnącej randze gry może świadczyć zainteresowanie coraz większej liczby instytucji tą formą spędzania czasu wolnego. Zazwyczaj idzie za tym chęć promocji.

Jako przykład może posłużyć miasto Ruda Śląska, której urzędnicy postanowili założyć oficjalny miejski „cache”. Rok temu Stowarzyszenie „Partnerstwo dla Krajny i Pałuk”, powołane dla promowania regionu i aktywizacji jego mieszkańców zorganizowało konkurs na najciekawszą skrytkę w okolicy. Istnieje nawet specjalne wyróżnienie ustanowione przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze i portal Geocaching Polska. Trzeba odnaleźć przynajmniej 100 skrytek, by zasłużyć na najniższy (zwany „popularnym”) stopień Odznaki PTTK Geocaching Polska.

Choć w Polsce gra nie jest równie powszechna, jak w Niemczech, zainteresowanie poszukiwaniem skarbów rośnie. Wpływ na to mają zalety geocachingu: konieczność zaprzęgnięcia do pracy zarówno mięśni, jak i szarych komórek, niska cena i różnorodność zadań do wykonania. Dzięki temu jest to zabawa dla młodych i starych, dostępna na wsi i w mieście. Warto o tym pamiętać, spotykając ludzi obmacujących mury średniowiecznego zamku lub szukających czegoś w dziupli wielkomiejskiego parku.

– Od maja minęło już trochę czasu. Zamierzam znowu wyruszyć na poszukiwania – zapewnia Michał Gronowski.