Nowotwory toczące duszę

Pod strzechami domów Austriackiej Styrii lat sześćdziesiątych skrywają się nie tylko ludzie, ale również ich mroczne tajemnice. Książka „Zaburzenie” Thomasa Bernharda wnika w głąb tej tkanki, rozrywa ją i wyciąga na powierzchnię pieczołowicie pielęgnowaną brutalność, nietolerancję, egoizm.

Syn przyjechał z krótką wizytą do rodzinnego domu. Chciał wybrać się z ojcem na spacer i porozmawiać o skomplikowanej relacji panującej między domownikami. Niestety niespodziewanie zjawia się karczmarz i prosi, aby ojciec, który jest lekarzem, udał się z nim. W nocy jeden z biesiadników uderzył jego żonę. Nieprzytomna kobieta leży bez świadomości już od kilku godzin, ponieważ oberżysta w pierwszej kolejności o zdarzeniu zdecydował się zawiadomić policję. Syn w nadziei odbycia rozmowy wyrusza z ojcem.  Mężczyźni spędzają dzień chodząc po prowincjonalnych domach Austriackiej Styrii, w których przysłuchują się opowieściom mieszkańców. Jak się okazuje nie tylko ciała pacjentów są chore, ale również ich dusze, trawione rakiem brutalności, ograniczenia i społecznej ułomności. Dzień pracy lekarza kończy wizyta u księcia Sauraua, którego monolog rozciąga się na większą część książki. Poza bieżącymi sprawami, jak poszukiwanie nowego zarządcy, opowiada on historię swojego ojca, który w wyniku choroby psychicznej odebrał sobie życie. Opisuje również syna i jego ucieczkę z domu, wyjazd do Londynu i niechęć przejęcia ojcowskiej schedy.

Thomas.BernhardThomas Bernhard/fot. Wikipedia

 

Akcja „Zaburzenia” przedstawiona jest z perspektywy syna lekarza. Pomimo tego, że komentuje zdarzenia, przytacza myśli, nie znaczy to, że jest głównym bohaterem. Można wziąć za niego zarówno lekarza, dzięki któremu przysłuchujemy się osobistym wyznaniom pacjentów, jak i księcia snującego opowieść życia przez ponad połowę książki. Brak jednoznacznej dominującej postaci sprawia, że czytelnik czuje się zagubiony, wytrącony z normalnego rytmu czytania. Widzi społeczeństwo, a nie człowieka osadzonego w konkretnej sytuacji. Taki stan rzeczy pogłębiają jeszcze opowieści odwiedzanych pacjentów. W książce, Bernhard zwraca uwagę na relacje, jakie tworzą się pomiędzy ludźmi oraz kontekst, w którym przyszło im żyć. Syn lekarza spostrzegł, że opowieść księcia jest z pogranicza obłędu, staje się on powoli chory, jak jego ojciec. Toksyczne schematy życia przenoszone są z pokolenia na pokolenie, choroby duszy dziedziczone są z tygla, w którym człowiek się rodzi, dorasta i egzystuje. Jedynym sposobem przerwana zdegenerowanego życia jest ucieczka, brutalne odcięcie opresyjnego związku. Saurau proroczo śni, że po jego śmierci syn, aby dokonać ostatecznego rozliczenia, skaże na zagładę spuściznę budowaną przez ród wiekami.

Przedstawiając kolejne wynaturzenia Bernhard sprawnie manipuluje uczuciami odbiorcy. Naturalistyczne opisy miejsc oraz chorób pacjentów wzbudzają odrazę. Dom umierającej pani profesor już od wejścia śmierdzi stęchłym moczem powodując w czytelniku niechęć do mieszkanki, zanim jeszcze zdąży wysłuchać jej opowieści. Opisy natury też nie są pozostawione bez znaczenia. Huczący od ciągłego przepływu wody wąwóz nie wydaje się być dobrym miejscem do życia, jest mroczny z powodu braku słońca, a odgłosy dudniącej wody budzą lęk. Jego mieszkańcy z konieczności muszą cierpieć na psychiczne defekty. Zestawienie wynaturzeń ludzkiej psychiki z nieprzyjaznymi krajobrazami, odrażającymi deformacjami ciała, czy przejawami bestialskich zachowań, wywołują napięcie towarzyszące odkrywaniu kolejnych dewiacji. Bernhard na poziomie sensualnym stara się zohydzić poznawanych bohaterów.

Bernhard skupia się na krytyce rzeczywistości powojennej Austrii. Książka jest obrazem niechęci pisarza do społeczeństwa, które pomimo doświadczenia nazizmu, nie potrafiło się z niego wydostać i finalnie rozliczyć. Kontynuowana jest polityka nienawiści wobec odmienności, która znajduje odbicie m.in. w społecznej niechęci wobec jednego z pacjentów, odnoszącego sukcesy finansowe żyda. Krytykowane jest znieczulenie, z jakim ludzie podchodzą do siebie nawzajem. Rzucane są oskarżenia pod adresem lekarzy bezdusznie traktujących pacjentów, czy nauczycieli, którym wypomina się, że zamiast kształtować młode umysły, ogłupiają je. Bernhard skupia się na wypunktowaniu wynaturzań, wyolbrzymiając defekty ludzkiej natury w przemyślany sposób. W negatywnym wydźwięku książki jest jednak coś oczyszczającego  – burzenie społecznego zamroczenia. Wyciąganie na światło dzienne tego, co skrywają mroki domowego ogniska – zwrócenie uwagi jest pierwszym krokiem do zmiany.

„Zaburzenie” zakłóca spokój czytelnika. Co krok opisywane jest bestialstwo, nietolerancja i bezmyślność. Szokuje to tym bardziej, że lekarz stykający się z wynaturzeniami na co dzień, podchodzi do nich z budzącym niepokój opanowaniem. Czyżby nie zauważał otaczającego go zła? Przywykł? Bernhard nie godzi się z takim stanem rzeczy, uważa za swój obowiązek wyciągnięcie na światło dzienne skrywanych przed światem zaburzeń. Degeneracje narastają powoli, lecz systematycznie, jak skrywany przez ciało nowotwór, o którego istnieniu pacjent dowiaduje się zbyt późno. Książka, niczym strumień zimnej wody, jednym pociągnięciem zmywa przykrywający życie puder i odsłania zasklepiony pod nim brud. Czytając „Zaburzenie” dotykamy organizmu wymagającego natychmiastowej pomocy.

 

thomas-bernhard-zaburzenie-wydawnictwo-czytelnik-2013-08-08.jpg„Zaburzenie”

Thomas Bernhard

Czytelnik, Warszawa 2013

Liczba stron: 252